Dlaczego PiS w sondażach raz słabnie, raz zyskuje?
Trzeba się pogodzić z tym, że dokładnego obrazu preferencji wyborczych Polaków nie znamy. Iluzją są zwłaszcza wyniki z dokładnością co do dziesiątej części proc.
Platforma utrwaliła przewagę nad Nowoczesną, która staje się (stała się?) już przystawką Grzegorza Schetyny.
Agencja Gazeta

Platforma utrwaliła przewagę nad Nowoczesną, która staje się (stała się?) już przystawką Grzegorza Schetyny.

W tym komentarzu do najnowszych sondaży nie będzie zbyt wielu cyfr, a być może uda się ich nawet uniknąć całkiem. To chyba jedyna recepta na galopującą inflację badań, które wychodzą zza każdego krzaka.

Tylko w ciągu ostatnich kilku dni mieliśmy spadek PiS i wzrost PiS, wyraźny kryzys SLD i rekordowo wysoki wynik SLD, mieliśmy Nowoczesną nad progiem i Nowoczesną pod progiem. Żeby nie było zbyt prosto, część danych była prezentowana po odliczeniu wyborców niezdecydowanych (czyli wszystkie ugrupowania zyskiwały te głosy proporcjonalnie do swojej wielkości), a inne – wraz z niezdecydowanymi.

Nie znamy preferencji wyborczych Polaków

Trzeba się pogodzić z tym, że dokładnego obrazu preferencji wyborczych Polaków nie znamy; iluzją są zwłaszcza wyniki z dokładnością co do dziesiątej części proc., znamionujące jakoby wyjątkową precyzję pomiaru.

Winę ponoszą zresztą nie tyle polscy badacze (bo mają zarówno narzędzia, jak i umiejętności), ile klienci pracowni, w większości media zbyt biedne (albo zbyt oszczędne), by zamówić poważne badanie. To nie jest niewykonalne, to jest po prostu kilkakrotnie droższe.

Z dostępnych sondaży jakiś obraz się jednak wyłania, zwłaszcza jeśli sięgnąć po wyniki różnych pracowni i sprawdzić kilkumiesięczne trendy.

Co wiadomo na pewno?

Po pierwsze, notowania PiS są stabilnie wysokie. Owszem, poszczególne badania wykazują wahania formy, ale na razie nic nie wskazuje na to, by Jarosław Kaczyński musiał się tym specjalnie martwić. Lutowe sondaże przyniosły wprawdzie pewną korektę po wzroście rekonstrukcyjnym (delikatnie spadły też notowania Mateusza Morawieckiego w sondażu zaufania), niewykluczone, że partii rządzącej szkodzi konflikt wokół ustawy o IPN. Poza tym początek roku to tradycyjnie trudny okres dla rządzących – mało kto pamięta o przednówku, ale on wciąż zostawia ślad w sondażach. To rzekłszy, wypada rytualnie dodać, że fundamenty poparcia dla PiS są potężne, a opozycja nie ma planu ani narzędzi, by je skruszyć.

Po drugie, Platforma utrwaliła przewagę nad Nowoczesną, która staje się (stała się?) już przystawką Grzegorza Schetyny.
Po trzecie, od pół roku słabnie Kukiz’15, który coraz częściej ląduje w okolicach progu wyborczego.

Po czwarte, rewersem kryzysu nowych ugrupowań jest mały renesans partii tradycyjnych. PSL i SLD coraz częściej wystają ponad próg wyborczy i w wyborach samorządowych potwierdzą zapewne aspiracje do przyszłego parlamentu. Zarazem żadna z tych partii nie zburzy obecnego porządku i nie stanie się wyzwaniem dla PiS; mają swoje nisze, które w sprzyjających okolicznościach mogą trochę poszerzyć – i to wszystko.

I wreszcie, po piąte już, powinniśmy się powoli przyzwyczajać do myśli, że na przełomie października i listopada w wyborach do sejmików wyniki partii będą inne niż te, które widzimy w badaniach. PiS na poziomie lokalnym nie ma raczej co marzyć o takiej dominacji – w co najmniej kilku regionach swoje uszczkną komitety lokalne, tradycyjnie lepiej niż w sondażach wypadnie PSL. A po wyborach samorządowych zabawa zacznie się od nowa, nie wykluczam, że już w odrobinę innym towarzystwie.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj