PiS nie jest taki zły? Odpowiadamy prawicowemu publicyście

Dobrotliwe perswazje z prawej strony
Nie pomogą zaklęcia, że wbrew kasandrycznym prognozom PiS nie zniszczył gospodarki oraz że państwo „jest intuicyjnie bardziej po stronie Polaków niezamożnych niż najbogatszych”. Ktoś chyba pomylił tu kraje.
Prawie wszyscy (w opozycji) popierają 500 plus, chociaż to i owo dałoby się poprawić.
Patryk Ogorzalek/Agencja Gazeta

Prawie wszyscy (w opozycji) popierają 500 plus, chociaż to i owo dałoby się poprawić.

„Gazeta Wyborcza” poprosiła red. Piotra Skwiecińskiego o napisanie listu „do ludzi po drugiej stronie politycznej barykady”. Prośba została spełniona w postaci cyklu składającego się z czterech odcinków (tytuły zapewne od redakcji, podobnie jak nazwa całego serialu – „Skwieciński do anty-PiS-u”): „Bo totalnie zdemonizowaliście sobie polityczne ugrupowanie, którego nie lubicie”, „Tak, macie rację, Kaczyński wyjął konstytucyjne bezpieczniki”, „Wiem, terrorystami nie zostaniecie” i „Mam czasem wrażenie, że nie znosicie PiS-u trzewiowo. Po prostu, bo jest”.

Retoryka Skwiecińskiego ma charakter w miarę dobrotliwej perswazji pod ogólnym wezwaniem „nie wicie, nie rozumicie”, będącej swoistą inwersją formuły „wicie, rozumicie”, popularnej w dawniejszych czasach, często określanych jako słusznie minione. Rzeczone teksty Skwiecińskiego stosują typową retorykę polityków prawicy polegającą na zwracaniu się do swych adwersarzy w drugiej osobie liczby mnogiej („wy”, „wyście” itp.). O ile ten żargon jest zrozumiały we wzajemnych naparzankach, np. parlamentarnych, między rządzącą koalicją a opozycją, o tyle stosowanie go wobec całego tzw. anty-PiS-u prowadzi do dość wątpliwych stwierdzeń.

Czytaj także: PiS chce udawać ubóstwo

Anty-PiS jako jednolita masa

W szczególności kiedy anty-PiS jest pokazany jako amorficzna jednolita masa, uprawiająca krytykanctwo (używam tego wyrażenia z powodów niżej wyłuszczonych), w przeciwieństwie do zróżnicowanego (tak sądzi autor omawianego cyklu) obozu tzw. dobrej zmiany. Skwieciński ignoruje to, że jednym nie podoba się stosunek PiS do demokracji, innym do sądownictwa, jeszcze innym do polityki międzynarodowej, kultury, problemów światopoglądowych itd. Pomijanie tej różnorodności znakomicie ułatwia diagnozę w kategoriach demonologicznych czy metafory o trzewiach, terrorystach, duchach i bezpiecznikach. Daje to Skwiecińskiemu okazję do łatwego triumfalizmu zaznaczonego np. przez „wiem, że terrorystami nie będziecie” i protekcyjnemu (wobec innych) poleganiu na własnych wrażeniach.

Jaka jest baza proklamacji Skwiecińskiego? Powołuje się np. na zdanie p. Królikowskiego, wiceministra sprawiedliwości w latach 2011–2014, jako autorytatywne w takiej oto sprawie: „Według Królikowskiego polscy sędziowie orzekają pod dyktat. Teraz, a nie hipotetycznie w przyszłości. Tylko jest to dyktat nie państwa, ale elit swojej korporacji. Zaś ta korporacja jest częścią większej całości – konglomeratu elit. Procesy trwające od kilku dekad na całym świecie bardzo wzmocniły elity, natomiast osłabiły instytucję państwa. Nawet machiny zachodnich mocarstw są dziś cieniem siebie sprzed kilkudziesięciu lat. A państwo polskie jest na tym tle jeszcze słabsze”.

Nie bardzo wiadomo, co pochodzi od Królikowskiego, a co od Skwiecińskiego. Ani słowa o badaniach na temat sądownictwa, wielokrotnie powtarzanych w różnych krajach. Nic o tym, że sądy i sędziowie zawsze byli pod szczególnym nadzorem opinii publicznej. Wystarczy przeczytać jakikolwiek zbiór sentencji z czasów rzymskich, aby przekonać się, że tandem Królikowski – Skwieciński nie jest nadmiernie oryginalny.

Co ma wynikać z przytoczonej diagnozy?

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj