Prezydent sam zastawia na siebie pułapkę
Pomysł referendum konstytucyjnego rok temu mógł się podobać ludziom prezydenta. Ale im bardziej się zbliżamy do jego terminu, tym bardziej zaczyna pachnieć polityczną katastrofą.
Prezydent Andrzej Duda mówi o referendum w sprawie zmian w konstytucji.
Jakub Szymczuk/Kancelaria Prezydenta RP

Prezydent Andrzej Duda mówi o referendum w sprawie zmian w konstytucji.

Andrzej Duda ogłosił, że chce przeprowadzić referendum w sprawie kierunkowych zmian w ustawie zasadniczej rok temu, z okazji święta Konstytucji 3 Maja. Wtedy ten pomysł wyglądał nawet nieźle: prezydent powszechnie uważany za niesamodzielnego (nawet w PiS mówiono o nim per „długopis”) znajdował sobie doniosły polityczny temat. Propozycje zmiany konstytucji na scenie politycznej wracały zresztą co jakiś czas, zgłaszały je zarówno Platforma czy PiS, jak i Kukiz ′15, więc kwestia była jednocześnie dość bezpieczna.

Będzie katastrofa frekwencyjna

Od tego czasu upłynęło jednak sporo wody w Wiśle i sytuacja polityczna stała się zupełnie inna. Po pierwsze, prezydent przynajmniej częściowo wybił się na niepodległość w kilku kwestiach (zmiany w sądach, wojsko, część polityki zagranicznej) i takiego znalezionego trochę na siłę tematu politycznego już tak bardzo nie potrzebuje.

Po drugie, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby z inicjatywy prezydenta debatować o konstytucji, ale prawdziwe referendum to zupełnie inna kwestia. Najistotniejsza jest tu frekwencja: wiążący plebiscyt wymaga, by wzięło w nim udział co najmniej 50 proc. uprawnionych do głosowania. Szanse na to, że Polacy zechcą dość masowo uczestniczyć w takiej inicjatywie, są niesłychanie niskie, a do proponowanej daty referendum w listopadzie zostało już niewiele czasu.

Referendum nie da się ogłosić na dzień wyborów samorządowych: równoległe głosowanie byłoby niemożliwe z punku widzenia prawnego i organizacyjnego. A coraz jaśniejsze staje się, że samodzielnie przeprowadzone referendum musi się skończyć frekwencyjną katastrofą.

Dopisanie do konstytucji nie rozwiąże problemu

Ludzie prezydenta zorganizowali ostatnio kilka debat na temat zmian w konstytucji, ale nie mam poczucia, by Polacy z wypiekami na twarzach podczas nadchodzącej majówki chcieli o tym rozmawiać. Zwłaszcza że ujawnione dziś przez prezydenta tematy ewentualnych pytań nie brzmią pasjonująco.

Czy „problemy ogólne w rodzaju optymalnego ustrojowego modelu władzy wykonawczej” będą w stanie wyciągnąć Polaków z domu w zimny, listopadowy dzień? Czy konieczne jest – z punktu widzenia przeciętnego obywatela – wpisanie do konstytucji szczególnej pozycji rodziny? Ochrony niepełnosprawnych i rolników? Dodatkowych szczebli samorządu? Ogólne zapisy na te tematy już tam są, a od szczegółów są przecież ustawy, a nie konstytucja.

Owszem, między prezydentem i premierem może dochodzić do tarć, w ustawę zasadniczą wmontowany jest konflikt między tymi ośrodkami. Z drugiej strony dawało się je rozwiązać na gruncie obecnych przepisów i przy pomocy niezależnego Trybunału Konstytucyjnego.

Prawdziwą debatę robi się inaczej

Wszystkie te kwestie budzą zresztą spory nawet wśród ekspertów. Przykładowo proponowane przez prezydenta ewentualne dopisanie powiatów i województw do konstytucji w przyszłości znacząco utrudni jakiekolwiek reformy administracji lokalnej, jeśli staną się potrzebne. Te same wątpliwości dotyczą np. dalszej konstytucyjnej regulacji ochrony niepełnosprawnych. Rolą ustawy zasadniczej nie jest przecież regulacja szczegółowych rozwiązań, a wskazanie podstawowych zasad, wartości oraz najważniejszych elementów ustroju państwa.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj