Kraj

Co wolno prezesowi PiS? Zapadł wyrok ws. wytoczonej przez Sikorskiego

Jarosław Kaczyński Jarosław Kaczyński Krystian Maj / Forum
Jak ma się władzę i poparcie społeczne, to można kłamać i oczerniać innych – tak można podsumować wyrok, który zapadł dziś w Sądzie Okręgowym w Warszawie.

Jarosław Kaczyński nie musi przepraszać Radosława Sikorskiego za to, że kilkakrotnie publicznie oskarżył go o przestępstwo „zdrady dyplomatycznej” w związku z katastrofą smoleńską. Sędzia Anna Ogińska-Łągiewka uznała, że była to „wiadomość o charakterze neutralnym”. To dopiero wyrok w pierwszej instancji, nieprawomocny. Ale jeśli miałby się utrzymać – także przed Sądem Najwyższym – oznaczałby wprowadzenie precedensu, który dzieli obywateli pod względem wolności słowa na tych lepszego sortu, którym wolno więcej, i gorszego.

Jarosław Kaczyński wie więcej

Najpierw o tym, co sędzia Ogińska-Łągiewka uznała za „wiadomość o charakterze neutralnym, (...) niepociągającą za sobą przeświadczenia przeciętnego odbiorcy o sprzeczności wypowiedzi Kaczyńskiego z jakimkolwiek przepisem prawa czy normą moralną”. Otóż Jarosław Kaczyński w różnych wywiadach udzielonych w 2016 r. mówił, że Radosław Sikorski, ówczesny szef MSZ, polecił zastępcy ambasadora w Rosji Piotrowi Marciniakowi wycofać wystąpienie do władz rosyjskich o uznanie terenu katastrofy smoleńskiej za teren eksterytorialny. Kaczyński nazwał to czynem zdrady dyplomatycznej. Mówił: „Moja wiedza nie pochodzi ze śledztw. (...) Wiem więcej”, „Tu już jest bardzo poważny przepis kodeksu karnego – zdrada dyplomatyczna”, „[To] wydaje się całkowicie udowodnione. To już jest politycznie i moralnie, a być może także prawno-karnie bardzo ciężki zarzut”.

Czytaj także: Katastrofa smoleńska zdewastowała polską politykę

Wiedza tajemna podstawą do wydania wyroku

Nie można wykluczyć, że komuś takie słowa wydają się „wiadomością o charakterze neutralnym”, ale z całą pewnością nie dotyczy to wrażliwości przeciętnego słuchacza czy czytelnika. Sam Jarosław Kaczyński też raczej nie traktował tego „neutralnie”. Natomiast – i tu wypada się zgodzić z sędzią Ogińską-Łągiewką – słowa Jarosława Kaczyńskiego brzmią jak „wiadomość”, a nie opinia. A zatem powinny podlegać kryterium prawdy. W tej sprawie sąd nie badał jednak prawdziwości owej „wiadomości”. Wprawdzie zeznający przed sądem były urzędnik ambasady w Rosji przyznał, że wystąpienie do władz rosyjskich było, ale nie dotyczyło „eksterytorialności”, tylko zabezpieczenia szczątków samolotu, i nie zostało wycofane, ale sędzia do rozstrzygania tej sprawy kryterium prawdy w ogóle nie wzięła pod uwagę.

Mamy więc wyrok, w którym insynuacje z powołaniem się na tajemną „wiedzę” o popełnieniu przez kogoś przestępstwa zostają uznane za wypowiedź uprawnioną w debacie publicznej.

Czytaj także: W sprawie Smoleńska władza zaciera fakty

Nie to jest clou tego wyroku

Clou całej sprawy nie polega na tym, że można oszukiwać opinię publiczną i swobodnie rzucać niemające pokrycia w faktach oskarżenia. Stwierdziwszy, że wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego była „wiadomością o charakterze neutralnym”, sędzia Anna Ogińska-Łągiewka dodała, że prezes PiS do jej wypowiedzenia miał „jako kierujący partią polityczną z dużym poparciem społecznym politycznie, społecznie, ale i prywatnie – jako brat zmarłego prezydenta RP – uzasadnione prawo”.

Czyli: to nie jest tak, że każdy może publicznie kłamać i wprowadzać opinię publiczną w błąd co do jakiejś osoby czy zdarzenia. Może to robić tylko osoba kierująca partią polityczną. I to nie każdą, tylko taką, która ma „duże” poparcie społeczne. A więc kłamstwa ważnych polityków – tak. Kłamstwa polityków nieważnych, nie mówiąc już o zwykłych ludziach – nie.

Zawód polityka polega na kłamstwach?

Sędzia nie rozwinęła tej myśli. Być może stało za nią przekonanie, że zawód polityka polega na kłamstwach, że wszyscy o tym wiedzą i nie traktują ich słów poważnie. Że, mówiąc eufemistycznie, traktują je jako „wiadomości o charakterze neutralnym”? Z tym kierunkiem rozumowania skłonna byłabym się nawet zgodzić. Tylko co zrobić z „wiadomością o charakterze neutralnym” w sprawie zamachu w Smoleńsku? Tegoroczny sondaż Kantar Millward Brown SA na zlecenie „Faktów” pokazuje, że w zamach wierzy 26 proc. Polaków, czyli ponad jedna czwarta społeczeństwa. Dla nich to wiedza, a nie pogwarki polityków. I to wiedza skutkująca np. wynikami wyborów do parlamentu.

Podział na tych, którzy mogą i nie mogą kłamać, jaki wprowadziła sędzia Ogińska-Łągiewka, nie jest jednak prostym podziałem związanym z byciem liderem partii politycznej, politykiem szeregowym czy – najniższym w hierarchii – człowiekiem niefunkcyjnym. Bo prawo do kłamstwa dotyczy – według ustnego uzasadnienia – lidera partii, która ma „duże poparcie społeczne”.

Jak duże – procentowo – ma być to poparcie? Czy Grzegorz Schetyna z 17 proc. Platformy (sondaż CBOS z 14 czerwca) się łapie? A Paweł Kukiz – z 8 proc.? Katarzyna Lubnauer – 5? Nie mówiąc o Władysławie Kosiniak-Kamyszu – 4? Cóż, pewnie trzeba by to przetestować przed sądem.

Prezes PiS może kłamać, ile wlezie

Wyrok sędzi Ogińskiej-Łągiewki przypomniał mi inny wyrok, z końca lat 90. czy początku dwutysięcznych. Dotyczył protestów „Samoobrony” polegających na blokowaniu dróg przez rolników. W pewnym momencie zaczęły one paraliżować ruch drogowy w Polsce. A ich organizator Andrzej Lepper stawał przed sądami oskarżany o stwarzanie zagrożenia w ruchu drogowym i organizację nielegalnych strajków. I w jednej z tych spraw został uniewinniony z uzasadnieniem, że postulaty „Samoobrony” popiera duża część społeczeństwa – sąd powołał się na badania opinii publicznej.

Według wspomnianego badania CBOS partię PiS popiera 43 proc. wyborców. A więc prezes PiS może kłamać, ile wlezie.

Reklama

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

Patrząc na Chiny

Im bliżej końca XX w., tym Chiny częściej przypominały się Zachodowi, Zachód ma jednak nieodmiennie kłopoty ze zrozumieniem Chińczyków. Jakie są te Chiny w oczach Zachodu?

Krzysztof Kardaszewicz
13.04.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną