Historia w rękach polityków to śmiertelnie niebezpieczna broń
Czy tragiczna przeszłość zepsuła stosunki polsko-ukraińskie tak dramatycznie, że nie daje się ich w żaden sposób zreperować? Czy to raczej współczesność psuje je, a historia to wyłącznie tło?
Prezydent Andrzej Duda
Jakub Szymczuk/Kancelaria Prezydenta RP

Prezydent Andrzej Duda

O tym, że prezydent Andrzej Duda wybiera się na Wołyń w 75. rocznicę rzezi, było wiadomo od wielu tygodni. Prezydent otrzymał zaproszenie od władz kościelnych – ordynariusza diecezji łuckiej. Kancelaria uzgadniała szczegóły wizyty z Kijowem. Długo, ale raczej nieskutecznie, skoro nie udało się uzgodnić ani wspólnej wizyty na Wołyniu, ani nawet spotkania Duda–Poroszenko. Dyplomacja jest po to, żeby rozwiązywać problemy i łagodzić spory. Skoro kancelaria nie potrafiła ich rozwiązać, to wygląda na to, że nie ma kompetencji.

Czytaj także: 75. rocznica rzezi wołyńskiej. O co ten spór?

Osobne obchody prezydentów Polski i Ukrainy

Efekt okazał się smutny: Duda pojechał na Wołyń, uczestniczył w mszy w katedrze w Łucku, odwiedził tereny nieistniejących już polskich wsi, a w Ołyce złożył kwiaty na grobie zamordowanych Polaków spoczywających w bezimiennej mogile. Poroszenko odwiedził tego dnia wieś Sahryń na Lubelszczyźnie, gdzie w 1944 r. AK i BCh zamordowały mieszkańców, również kobiety i dzieci, podejrzanych o sprzyjanie UPA. Te zdarzenia upamiętniono.

„Dziś, chyląc głowę we wspólnej modlitwie, szczerze zwracamy się do Boga słowami: odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom – powiedział ukraiński prezydent przed pomnikiem ku czci pomordowanych. – W obliczu pamięci niewinnych ofiar Sahrynia nawołuję wszystkich nas, Ukraińców i Polaków, do chrześcijańskiego przebaczenia. Właśnie o wzajemne przebaczenie, a nie o zemstę apelują do nas z niebios wszystkie niewinne ofiary bratobójczych konfliktów między naszymi narodami” – podkreślił Poroszenko.

W efekcie, mimo apelu o przebaczenie, całe obchody zakończyły się skandalem, wnioskiem do prokuratury złożonym przez wojewodę lubelskiego, który dostrzegł w wystąpieniach polityków ukraińskich elementy nacjonalistyczne.

Podobne słowa, ale do porozumienia daleko

Tymczasem w Ołyce na Wołyniu Duda mówił, że zbrodnia wołyńska „to straszna karta w historii narodów polskiego i ukraińskiego, naznaczona cierpieniem i wzajemnymi głębokimi urazami. Potem następstwem tego były polskie akcje odwetowe, w których ginęli zwykli ludzie, Ukraińcy, zwykli rolnicy”. Prezydent zaznaczył, że przyjechał do Ołyki „nie po to, żeby wypominać”. „Jestem tutaj dzisiaj po to, żeby się przede wszystkim modlić”.

Polski prezydent też mówił o pojednaniu. „Ból będzie trwał, ale wierzę w to, że czas, który leczy rany, zabliźni także te straszne rany, które pozostały w sercach i po jednej, i pewnie po drugiej stronie” – cytuje jego słowa PAP. W przededniu narodowego dnia pamięci ofiar ludobójstwa, dokonanego na Polakach na Wołyniu przez ukraińskich nacjonalistów, te słowa brzmią poważnie.

„Chciałbym, aby nigdy więcej takie wydarzenia nie miały miejsca, aby nigdy więcej jeden nasz naród nie dotknął drugiego, jeden nie podniósł na drugiego ręki. To jest niezwykle ważne i wierzę w to, że takie właśnie relacje będziemy w stanie w najbliższych dziesięcioleciach i stuleciach budować” – mówił Duda.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj