Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Kraj

Powrót do rzeczywistości

Dziwne losy ustawy o szkolnictwie wyższym

Poczekamy, zobaczymy, co będzie z doskonałością naukową w warunkach, gdy nakłady na szkolnictwo wyższe i naukę wyniosą 1 proc. PKB. Poczekamy, zobaczymy, co będzie z doskonałością naukową w warunkach, gdy nakłady na szkolnictwo wyższe i naukę wyniosą 1 proc. PKB. Yin Yang/Getty Images/Vetta / FPM
Cała sprawa wygląda na skandal legislacyjny, ponieważ albo został naruszony tryb ustawodawczy, albo przewodniczący Komisji nauki, edukacji i sportu oraz marszałek Senatu niedbale przedstawili senatorom treść tego, nad czym mają głosować.

Mój ostatni felieton o ewentualnym (nie)zatrudnieniu Platona w Centralnym Polskim Uniwersytecie Narodowym w Baranowie został uznany przez niektórych czytelników za prognozę. Nic podobnego. Wyraźnie zaznaczyłem, że to surrealistyczna fikcja. Pora wrócić do rzeczywistości na przykładzie nowej ustawy o szkolnictwie wyższym (dokładniej: niektórych jej szczegółów), czyli ustawy 2.0 (nomen omen bardzo trafne określenie, bo rzecz zasługuje na dwóję z wykrzyknikiem w wielu punktach). Nazwa szumna (i bezpodstawna) to Konstytucja dla Nauki. Ten akt prawny jest reklamowany w nadzwyczaj podniosły sposób:

„Posłowie i senatorowie poparli ustawę reformującą polskie szkolnictwo wyższe i naukę. (...) Ustawa trafi teraz na biurko głowy państwa – prezydent będzie miał 21 dni na jej podpisanie. Reforma to przede wszystkim wzmocnienie uczelni regionalnych, podwyżki dla nauczycieli akademickich, podniesienie jakości studiów i kształcenia praktycznego. Konstytucja dla Nauki stwarza warunki do doskonałości naukowej i proponuje nowe ścieżki kariery – zarówno dla doktorantów, (...) jak i dla nauczycieli akademickich”.

Zaledwie 1 proc. PKB na naukę

Pan Müller, być może autor zacytowanego panegiryku i podsekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego, dodał taką oto informację: „Reforma od początku powstawała we współpracy ze środowiskiem akademickim. Dlatego mieliśmy bardzo jasny obraz potrzeb studentów i doktorantów”. To ciekawe sformułowanie, bo wynika z niego, że konsultacje ze środowiskiem akademickim miały na uwadze „bardzo jasny obraz potrzeb studentów i doktorantów”, natomiast nie potrzeby naukowców. Wiadomo, że pojawiło się wiele krytycznych uwag o rzeczonej ustawie, ale MNiSzW je zignorowało, poza nielicznymi wyjątkami, np. absurdalnym pomysłem, aby wyrzucać z pracy, o ile prokurator zainicjuje postępowanie karne z oskarżenia publicznego. Powrócono do zasady, że potrzebny jest prawomocny wyrok sądu.

W ogólności wypadałoby powstrzymać się z oceną skutków ustawy 2.0, zwłaszcza tych świetlanych, do czasu ich pojawiania się. Chwalenie dnia przed zachodem słońca było typowym laniem wody, gdy p. Müllera jeszcze nie było na świecie, i zapewne z tego ontologicznego powodu nie dostrzega paraleli. Poczekamy, zobaczymy, co będzie z doskonałością naukową w warunkach, gdy nakłady na szkolnictwo wyższe i naukę wyniosą 1 proc. PKB (to zapowiada p. Gowin, zresztą zmieniając swe dawniejsze proklamacje o 1,25 proc. lub nawet więcej), a więc pozostaną jednymi z niższych w UE (zalecana średnia wynosi 2 proc.).

Czytaj także: Polska zmierza w stronę państwa autorytarnego

Kto decyduje w Senacie?

Wspomniany panegiryk pomija jedną całkowicie nową ścieżkę kariery akademickiej:

Art. 121a. 1. Nie można rozwiązać umowy o pracę ani zmienić warunków pracy nauczyciela akademickiego, będącego sędzią Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego lub Naczelnego Sądu Administracyjnego.

2. Umowa o pracę nauczyciela akademickiego, o którym mowa w ust. 1, zawarta na czas określony staje się, z dniem objęcia stanowiska sędziego, umową o pracę na czas nieokreślony.

3. W przypadku nauczyciela akademickiego, o którym mowa w ust. 1, który utracił urząd sędziego albo utracił uprawnienie do stanu spoczynku, nie stosuje się ograniczenia, o którym mowa w ust. 1.

4. Umowa o pracę nauczyciela akademickiego, o którym mowa w ust. 1, który utracił urząd sędziego albo utracił uprawnienie do stanu spoczynku, wygasa z wyłączeniem sytuacji zrzeczenia się urzędu sędziego albo uprawnienia do stanu spoczynku.

Historia powstania tego przepisu jest wielce interesująca. Na posiedzeniu Senatu poświęconym ustawie 2.0 zgłoszono szereg poprawek. Jedna z nich wprowadziła dożywotnią możliwość pracy sędziów, o których mowa w art. 121a, punkt 1. Nie było w tej poprawce, tak jak została odczytana przez przewodniczącego Komisji nauki, edukacji i sportu, niczego odpowiadającego punktom 2–4. Została przyjęta przez Komisję 11 lipca, skierowana na plenarne posiedzenie Senatu 13 lipca i tam przegłosowana – cały czas w odczytanym kształcie. Tymczasem uchwała Senatu przekazana do Sejmu zawiera rzeczoną poprawkę w takiej wersji, jak to jest w wyżej przytoczonym art. 121a. Litera a wyraźnie wskazuje, że jest to przepis dodany przez Senat.

Jeśli jest tak, jak napisałem, Senat przesłał Sejmowi inną poprawkę od tej, którą przegłosował. Wypowiadam się warunkowo, ponieważ być może nie zapoznałem się z całą dokumentacją. Historię art. 121a przedstawiam na podstawie nagrań i protokołów znajdujących się na oficjalnej stronie Senatu. Zapoznałem się też z regulaminem prac Senatu i nie znalazłem żadnego przepisu umożliwiającego zmianę treści poprawki pomiędzy jej uchwaleniem na plenum Senatu a podjęciem ostatecznej uchwały przekazywanej Sejmowi. Cała sprawa wygląda na skandal legislacyjny, ponieważ albo został naruszony tryb ustawodawczy, tj. nastąpiła zmiana już uchwalonej poprawki, albo też przewodniczący Komisji nauki, edukacji i sportu oraz marszałek Senatu niedbale przedstawili senatorom treść tego, nad czym mają głosować.

Niewykluczone też, że tzw. legislator, czyli osoba redagująca przepisy, twórczo zmienił treść poprawki, ale to rodzi pytanie, kto decyduje w Senacie. Jeśli mam rację, odpowiedzialność za zaistniałą sytuację ponoszą wszyscy senatorowie, w tym ci z opozycji. Trudno tedy uwierzyć w szczytną maksymę (Andrzeja Frycza Modrzewskiego): „Senat jest tym, co pozostałe władze do szlachetnych działań pobudza”, widniejącą na oficjalnej stronie Senatu RP.

Czytaj także: Rządy PiS, czyli nagromadzenie nonsensów

Jak osiągnąć „doskonałość naukową”

Rzecz dotyczy nie tylko bałaganu (to dość niewinne określenie) w stanowieniu prawa, ale także treści art. 121a. Przyznaje on specjalny przywilej sędziom trzech najwyższych trybunałów. Wprawdzie nie ma mowy w tym artykule o dożywociu na stanowisku akademickim, ale połączenie stanu spoczynku z umową na czas nieokreślony może być tak rozumiane. Przypuśćmy, że mgr X, asystent w uczelni Y, zostanie sędzią TK. Znaczy to, że będzie mógł spokojnie i dożywotnio zajmować swoją uczelnianą posadę zupełnie niezależnie od tego, co robi naukowo (w szczególności gdy nic nie robi na tym polu) i jak jego wyniki są oceniane.

To niewątpliwy przyczynek do osiągania doskonałości naukowej. Pan Müller, przecież przytomny, na posiedzeniu stosownej komisji senackiej, zapytany przez jej przewodniczącego o stanowisko ministerstwa wobec propozycji, taktycznie wykręcił się od odpowiedzi, a p. Gowin, tak bardzo podkreślający rolę perfekcji w nauce, jeszcze nie skomentował uchwalonej przez Sejm wersji. Po posiedzeniu Senatu niektórzy rektorzy zaprotestowali, wskazując, że art. 121a narusza autonomię szkół wyższych, ale ich głos został zignorowany, pewnie w trosce o powagę konsultacji społecznych.

Bicz na wszystkich prawników

Przypuszczam jednak, że chodzi o coś innego, bo trudno przypuścić, aby szanujący się sędzia pracujący jako nauczyciel akademicki zrezygnował z osiągnięć akademickich. Art. 121a stanowi narzędzie do przeciwdziałania przewidywanych oporów części środowiska sędziowskiego wobec kandydowania np. do Sądu Najwyższego. Zgodzicie się, dostaniecie gratyfikację w postaci szczególnej umowy o pracę, ale jeśli nie będziecie zachowywać się jak należy, stracicie przywileje w zakresie prawa pracy, bo może się zdarzyć, że utracicie stanowisko sędziego lub uprawnienia do stanu spoczynku. Wedle planów dobrej zmiany będzie o tym rozstrzygała Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego, traktowana jako swoisty bicz na wszystkich prawników.

Okazało się, że nagle to niekiedy po diable. Zaraz wychwycono, że skoro ma być tak, jak stanowi art. 121a, ustęp 1, to sędzia-nauczyciel akademicki nie może awansować np. z adiunkta na profesora, bo to oznaczałoby zmianę warunków pracy. Tedy w znacznie lepszej sytuacji są sędziowie, o których mowa w art. 121a, ustęp 3, ponieważ ich kariery zawodowe mogą rozwijać się bez przeszkód.

Czytaj także: Władza dobiera się do uczelni wyższych

Prezes sądu konstytucyjnego komentuje wydarzenia polityczne

Wygląda na to, że trzeba będzie chyba skorzystać z gremium dowodzonego przez mgr Przyłębską. Tedy od razu podpowiadam rozwiązanie. Otóż wystarczy uznać, w drodze wykładni trybunalskiej (to nowy rodzaj interpretacji prawa wprowadzony przez dobrą zmianę; jest wykładnia zmieniająca treść przepisu prawnego w tzw. kierunku słusznym), że awans naukowy nie jest objęty warunkami pracy w przypadku osób spełniających wymagania art. 121a Konstytucji dla Nauki.

Nawiasem mówiąc, p. Przyłębska (25 lipiec, rano) gościła w „Salonie Politycznym” Trójki, tego dnia prowadzonym przez p. Lisickiego, dziennikarza sławnego ze swojej obiektywności. Przyłębska obszernie skomentowała problem, kto jest aktualnie I Prezesem SN, i dokonała wykładni (w sensie tradycyjnym, ale usprawiedliwiającej wprowadzane zmiany w sadach) konstytucji i jeszcze nie do końca obowiązujących ustaw sądowych. O ile mi wiadomo, ani konstytucja, ani ustawa o TK nie dają prezesowi sądu konstytucyjnego kompetencji do bieżącego komentowania wydarzeń prawnych i politycznych. Gdy czynił to prof. Rzepliński, oczywiście wykraczał poza swoje uprawnienia, odgrywał rolę polityczną, przeto zachowywał się niezgodnie z zasadami niezawisłości sędziowskiej. Mgr Przyłębska, jak sama siebie oceniła, i gremium, którym dowodzi, działają zgodnie z prawem, co upoważnia do wypowiadania się w sprawach interpretacji prawa – pewnie dlatego, że czyni to z właściwego punktu widzenia.

Spieszy się dobrej zmianie

Dla porządku dodam, że poprawkę prowadzącą do art. 121a zgłosił p. Martynowski (PiS), chyba senator od specjalnych poruczeń, zwłaszcza poprawiających świat. Na samym początku 64. sesji Senatu (24 lipca) wnioskował o zajęcie się w pierwszej kolejności (pierwotnie była przewidziana jako punkt 34), a potem – aby ograniczyć dyskusję. W gruncie rzeczy formalne propozycje dyżurnego wnioskodawcy trzeba uznać za racjonalne, bo skoro ustawy sądowe i tak miały być przegłosowane bez poprawek, szkoda czasu na dyskusje.

W samej rzeczy spieszy się dobrej zmianie w tej materii tak bardzo, że odsunięto nawet głosowanie nad prezydenckim wnioskiem o referendum konstytucyjne. Tak czy inaczej trzeba odnotować wręcz humorystyczną liczbę (pięć) nowelizacji, zwłaszcza dotyczących Sądu Najwyższego. Każda kolejna wynika z ciągle niezadowalającej gwarancji politycznych interesów Zjednoczonej Prawicy. Tak to już jest, gdy konstruuje się ustawy tylko po to, aby usunąć z funkcji jednego człowieka.

A tymczasem prawdziwa reforma sądownictwa, skutkująca szybszym wyrokowaniem i zmniejszeniem biurokracji, wciąż czeka. W niektórych sądach sekretarki składają się na materiały biurowe czy łączy się wydziały dobrze pracujące z tymi, które są raczej opieszałe, co sprawia, że nowa całość pracuje wedle tego drugiego standardu. Wszystko w interesie suwerena, aczkolwiek przy (niezrozumiałych) protestach świrów, wedle uprzejmego sformułowania p. Karczewskiego, prawdziwego mistrza w dokonywaniu pogłębionej senatorskiej refleksji.

A co zrobi p. Duda, prawnik i nauczyciel akademicki, w sprawie podpisania ustawy 2.0? Ciekawe, bo Senat nie wyraził zgody na jego pomysł dotyczący referendum konstytucyjnego, ironicznie zwany (w internecie) terefereferendum. Zasadność tego określenia wytłumaczę w jednym z następnych felietonów.

Reklama
Reklama