Bałagan u prezydenta

Pusta prezydentura
Po swoich upadkach i wzlotach prezydent Duda wszedł w fazę stagnacji. Wydaje się, że pokazał już wszystko, na co go stać, i ta świadomość dociera także do jego otoczenia.
Duże niepowodzenia i memogenne wpadki zaczynają się odbijać na prezydenckich sondażach.
Jakub Porzycki/Agencja Gazeta

Duże niepowodzenia i memogenne wpadki zaczynają się odbijać na prezydenckich sondażach.

Prezydent jest coraz bardziej osamotniony. Kaczyński go nie ceni – doszło do tego, że musi publicznie zapewniać, że Duda będzie kandydatem PiS w 2020 r.
Tomasz Urbanek/EAST NEWS

Prezydent jest coraz bardziej osamotniony. Kaczyński go nie ceni – doszło do tego, że musi publicznie zapewniać, że Duda będzie kandydatem PiS w 2020 r.

Krzysztof Łapiński miał w Pałacu Prezydenckim największe doświadczenie polityczne, a po jego odejściu zostali tu ludzie z ligi okręgowej.
Stefan Maszewski/Reporter

Krzysztof Łapiński miał w Pałacu Prezydenckim największe doświadczenie polityczne, a po jego odejściu zostali tu ludzie z ligi okręgowej.

audio

AudioPolityka Anna Dąbrowska Wojciech Szacki - Dryfująca prezydentura

Odwiedziny Andrzeja Dudy w Zgorzelcu, 6 września. Jedna z wielu wizyt krajowych prezydenta, który w małych i średnich miastach ma zagwarantowane ciepłe przyjęcie, dzięki czemu ładuje akumulatory. Ale tym razem jest inaczej. Spotkanie z wyborcami zakłóca lokalny dziennikarz Janusz Pawul, który kilka razy woła do Dudy: „Panie prezydencie, zamykają zakład w Pieńsku, 230 osób straci pracę”. Duda nadal rozdaje uśmiechy i uściski ręki, by w końcu rzucić do Pawula: „Proszę się nie martwić, otworzą następny”. To była odzywka w stylu Bronisława Komorowskiego, który na finiszu kampanii 2015 r. na pytanie: „jak żyć?”, beztrosko doradził zmianę pracy i wzięcie kredytu.

Scenka ze Zgorzelca niczego oczywiście nie przesądza. Nie będzie do bólu powtarzana w „Wiadomościach”, a ci, którzy się na brak empatii prezydenta oburzają, nie są w większości jego wyborcami. To drobny wizerunkowy problem, a mimo to pokazuje coś istotnego: utratę refleksu i wyczucia. Duda w formie z kampanii podszedłby do takiej osoby, wysłuchał jej i obiecał, że porozmawia o Pieńsku z burmistrzem i wojewodą. Ale ta forma uleciała, a wynika to z dużo poważniejszych problemów politycznych, które od ładnych kilku miesięcy osłabiają prezydenta.

Odejście rzecznika, bałagan w Kancelarii

Na początku września z Pałacu odszedł rzecznik prezydenta Krzysztof Łapiński. Rozstanie było pokojowe, ale niespodziewane, także dla samego Dudy. Łapiński tłumaczy, że po 16 miesiącach pracy dla państwa chce się poświęcić karierze w branży PR. Mówi, że skończył 40 lat i to „dobry czas na odważne decyzje”.

Krzysztof dla prezydenta porzucił mandat poselski, o którym wiele lat marzył. To on razem z Marcinem Mastalerkiem wspierali Andrzeja Dudę, aby zawetował dwie ustawy sądowe PiS, miał poczucie wpływu, ale to się skończyło. Gdyby prezydent regularnie się z nim spotykał i rozmawiał, to Krzysztof nie myślałby o skoku w bok – mówi polityk Zjednoczonej Prawicy. Łapiński wchodzi do biznesu i – jak wieść niesie – razem z Mastalerkiem zakładają agencję PR. Mastalerek – były sztabowiec PiS, którego Kaczyński „za arogancję” wykreślił z list wyborczych, po wyborach dostał posadę w PKN Orlen. Ale rok temu, za – jak mówią w PiS – namawianie Dudy do weta sądowego, wyrzucili go też z paliwowej spółki. Starał się o miejsce w zarządzie Lotu, marzył o stanowisku w Ekstraklasie, ale w państwowych spółkach był na cenzurowanym.

Otoczenie prezydenta ma żal do Łapińskiego, że o jego decyzji Duda dowiedział się kilka godzin przed publikacją w „Rzeczpospolitej”, która pierwsza podała tego newsa. To było tuż przed rozpoczęciem Forum Ekonomicznego w Krynicy. Łapiński zapewnia, że przyjechał do Krynicy na własny koszt, już nie jako rzecznik, ale chciał wziąć udział w panelu, by nie stawiać organizatorów w kłopotliwej sytuacji. – Piarowo wybrał idealny moment, pokazał się przed biznesem, dla którego chce teraz pracować. Nigdy nie zrobił tak dobrej akcji promocyjnej dla prezydenta, jak zrobił dla siebie – ironizuje nasz rozmówca z otoczenia prezydenta. Dodaje, że Krzysztof odszedł z wizerunkiem wpływowego polityka, częstego gościa mediów, który nieźle sobie radził w TVN. – Wybrał dla siebie dobry moment, bo sytuacja zaczęła układać się tak, że prezydent nie chce wojny z PiS, chce drugiej kadencji, i Krzysiek za kilka miesięcy już nie okazałby się tak wpływowy, jak głosi legenda – słyszymy od osoby w Pałacu. Adam Bielan, wicemarszałek Senatu, tak komentował odejście rzecznika: „W Pałacu Prezydenckim są różne mapy sympatii, antypatii i relacje towarzyskie. O różnych sporach wewnątrz Pałacu też się słyszało na korytarzu”.

Jak dowiadujemy się od osoby dobrze zorientowanej w pałacowych układach, Krzysztof Szczerski zabiegał o to, aby Łapińskiego zastąpił Andrzej Gajcy, dziennikarz i publicysta onet.pl, wcześniej związany z „Rzeczpospolitą”. Duda postawił jednak na utrzymanie dobrych relacji z Łapińskim i Mastalerkiem. Nowym rzecznikiem – czwartym już w tej kadencji, co też nie świadczy najlepiej o stosunkach w Pałacu – został Błażej Spychalski, polecony zresztą przez Mastalerka.

Ta nominacja nie budzi w obozie władzy entuzjazmu, a można się było o tym przekonać już kilka godzin po jej wręczeniu. W „Wiadomościach” w 36-sekundowym materiale z paskiem „Kontrowersyjny nowy rzecznik” większość czasu zajęła opowieść o tym, że łącząc funkcję radnego sejmiku łódzkiego z pracą w miejskich spółkach, „tylko w zeszłym roku zarobił ponad 300 tys. zł”. Spychalski nie budzi entuzjazmu, bo w partii dobrze wiedzą, że ten wybór oznacza tyle, iż Mastalerek i Łapiński wciąż będą doradzać Dudzie, tylko że nieformalnie. A obaj są w PiS, najłagodniej mówiąc, niespecjalnie lubiani.

Spychalski (rocznik 1985) to prawnik z wykształcenia, wieloletni działacz PiS trzeciego planu. Zawsze blisko Mastalerka. Kiedy Mastalerek dowodził partyjną młodzieżówką, wybrał go na swojego następcę. Gdy został posłem i szefem okręgu partii w Łodzi, Spychalski zrezygnował z mandatu radnego sejmiku wielkopolskiego i przeniósł się do łódzkiego. Kilka lat temu pracował w klubie parlamentarnym PiS i w biurze organizacyjnym partii przy Nowogrodzkiej. Nie ma samodzielnej pozycji – ani w świecie polityki, ani w mediach, co nie ułatwi mu pracy w pierwszych tygodniach. Na początku urzędowania internauci przypomnieli, jak kilka lat temu udostępnił listę czołowych dziennikarzy z adnotacjami: „córka kanalii z okresu stanu wojennego”, „konfident SB”, „wnuk jednego z największych stalinowskich zbrodniarzy” itp. Pytany o to, Spychalski powiedział, że „niczego nie żałuje”. Dopiero potem przyszła refleksja: „Dziś nie podałbym dalej tego wpisu. Szanuję wszystkich dziennikarzy, wiem, jak trudny i wymagający jest to zawód, i jestem otwarty na współpracę z każdym bez wyjątku”.

W otoczeniu prezydenta można dziś usłyszeć, że to już ostatni dzwonek, aby zbudować prezydencką drużynę. Nawet na Nowogrodzkiej słabość – jak mówi polityk PiS – intelektualna i polityczna prezydenckiego otoczenia jest dla obozu Zjednoczonej Prawicy sporym kłopotem. Łapiński miał największe doświadczenie polityczne, a po jego odejściu przy Krakowskim Przedmieściu zostali ludzie z ligi okręgowej. Ich spotkania to raczej organizacyjne i urzędowe rozmowy, a nie planowanie dalekosiężnych politycznych ruchów.

Na tym bezrybiu wyróżnia się Szczerski, szef gabinetu politycznego prezydenta. Po roku prezydentury miał z Dudą męską rozmowę i zdecydował się grać bardziej na niego, a nie na Nowogrodzką. Szczerski odbił gabinet polityczny z rąk Adama Kwiatkowskiego, który teraz zajmuje się kontaktami z Polonią i organizacją krajowych wyjazdów Dudy.

Dziś to Szczerski jest najsilniejszą figurą w otoczeniu Dudy, ale i on nie przerobił tylu politycznych schematów, które miał opanowane Łapiński, aby służyć prezydentowi dobrą radą i zadbać o polityczny przekaz – mówi polityk Zjednoczonej Prawicy.

To Szczerski zablokował Łapińskiemu możliwość towarzyszenia prezydentowi w zagranicznych podróżach. Dlatego – mówi osoba z Pałacu – nawet jak udało się coś prezydentowi przywieźć z zagranicy, to Łapiński tego nie komunikował, a Szczerski nie bardzo umiał o to zadbać. Nasz rozmówca przypomina w tym kontekście wizytę w Nowym Jorku. Prezydent w maju poleciał na sesję ONZ z okazji objęcia przez Polskę przewodnictwa w Radzie Bezpieczeństwa. Dziś – już po szkodzie – ludzie z Pałacu wiedzą, że prezydent powinien wygłosić przemówienie i wracać do Polski z jasnym przekazem, że to było dla niego najważniejsze. – A został na sześć dni bez sensownie zaplanowanego kalendarza. Z całej tej wizyty opinii publicznej zapadło w pamięci spotkanie z burmistrzem Jersey City pod pomnikiem katyńskim – denerwuje się współpracownik Dudy.

Gdzieniegdzie można usłyszeć, że Szczerski reprezentuje krakowską frakcję pałacową, do której należą Marcin Kędryna i Wojciech Kolarski. Jednak ci dwaj są tu bardziej z przyjacielskiego niż politycznego – jak Szczerski – klucza. Kędryna to przyjaciel prezydenta z podstawówki i harcerstwa oraz pałacowa szara eminencja. Formalnie podpięty pod gabinet polityczny, nie jest rozliczany z konkretnych zadań. Jeździ z Dudą po kraju, udziela się w mediach społecznościowych. Duda wie, że może na nim polegać.

Podobnie jest z Kolarskim, który był kiedyś szefem krakowskiego biura poselskiego Dudy. Prezydent ściągnął go do Pałacu, by odpowiadał za politykę historyczną i pisał przemówienia. W dużej polityce nie zaistniał.

Szefowa Kancelarii Prezydenta to także postać z rubieży dużej polityki. Halina Szymańska – nasz rozmówca z PiS nie mógł sobie przypomnieć jej nazwiska – wciąż pozostaje radną zachodniopomorskiego sejmiku. Jej zastępcą w Kancelarii jest Paweł Mucha, ale już w sejmiku to ona podlega jemu. Mucha jest bowiem szefem klubu radnych w tym samym sejmiku.

Tak niecodziennego układu nie było wokół żadnego prezydenta. Skądinąd nie jest tajemnicą, że Szymańska od kilku miesięcy szuka innej pracy. Ostatnio miała nadzieję na posadę ministra rolnictwa po Krzysztofie Jurgielu, ale wygrał z nią Jan Ardanowski. Szymańska i tak może nie dotrwać do końca kadencji w Kancelarii, nasi rozmówcy twierdzą, że zastąpi ją Mucha. Czy byłaby to zmiana na lepsze? To Mucha był twarzą kampanii promującej referendum konstytucyjne. Prezydent ma do niego pretensję, że zapewniał go, że na referendalne spotkania konsultacyjne przychodzą tłumy, a tak naprawdę przychodziło w porywach 40 osób. Organizacja 36 konferencji regionalnych w ramach kampanii „Wspólnie o konstytucji” kosztowała kancelarię 100 tys. zł, a impreza podsumowująca na Stadionie Narodowym ponad 180 tys. zł.

Prezydenta nie wzmacnia też Narodowa Rada Rozwoju. Po odejściach Ryszarda Bugaja i Adama Rotfelda, którzy zorientowali się, że Rada waży tyle, ile sam prezydent, Rada stała się klubem dyskusyjnym, który nie bardzo wiadomo, czym się zajmuje. Są też etatowi doradcy, ale medialnie istnieje tylko Zofia Romaszewska, nie zawsze zresztą trzymająca linię Pałacu. W czerwcu w RMF FM powiedziała, że „prezydent znacznie mniej łamie konstytucję, niż opozycja łamała”, krytykowała też pomysł wpisania do konstytucji programu 500+. Po tym występie Romaszewska została poproszona o ograniczenie aktywności medialnej.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną