Autokary Jakiego straszą Trzaskowskiego
Widmo krąży nad kampanią warszawską. Widmo autokarów, którymi mają być zwożeni wyborcy Patryka Jakiego, by wydrzeć stolicę Platformie.
Patryk Jaki prowadzi dynamiczną kampanię w wyborach samorządowych 2018. O fotel burmistrza Warszawy walczy z Rafałem Trzaskowskim.
Facebook

Patryk Jaki prowadzi dynamiczną kampanię w wyborach samorządowych 2018. O fotel burmistrza Warszawy walczy z Rafałem Trzaskowskim.

Ta plotka od tygodni kwitnie w Warszawie, sam ją słyszałem także od osób niezajmujących się zawodowo polityką, a nawet niespecjalnie nią na co dzień zainteresowanych. Wreszcie napisała o tym „Rzeczpospolita”, wspominając „obawy jednego ze sztabów”, że kontrkandydat może imać się takich sposobów jak dostawa świeżutkich wyborców na głosowanie 21 października.

Lęk ten może być podsycany przez zachęty ministra cyfryzacji Marka Zagórskiego, który na wspólnej z Jakim konferencji informował, jak dopisać się do spisu wyborców poza miejscem zameldowania. Sam kandydat zachęcał z kolei, by z takiej możliwości skorzystać.

Czytaj także: Jaki pracuje nad wrażeniem, ale to Trzaskowski jest liderem

Doradzałbym jednak sceptycyzm. Wizja tysięcy fanów Jakiego zapakowanych w autokary i karnie oddających głos na swojego ulubieńca, jakkolwiek pociągająca z literackiego punktu widzenia, pozostanie w sferze science fiction.

100 pełnych autokarów

W 2014 r. do warszawskiego rejestru wyborców dopisało się nieco ponad 4 tys. osób. Teraz – dane uzyskane przez Politykę Insight pod koniec września – zgłosiło się nieznacznie powyżej 2 tys. Można założyć, że będzie ich więcej, ale wciąż nie dość dużo, by zachwiać demografią polityczną Warszawy. W 2014 r. w I turze Hanna Gronkiewicz-Waltz dostała 294 tys. głosów, w II – 342 tys. Jacka Sasina poparło 172 tys., a następnie 241 tys. wyborców.

Czytaj więcej: Warszawa jedynie dekoracją w kolejnej odsłonie „popisowego” konfliktu

Nawet gdyby założyć, że wszyscy co do jednego nowi wyborcy poparli Jakiego – a jest to założenie nierealistyczne – to żeby poprawić jego wynik o choćby 1 pkt. proc., musiałoby przyjechać do stolicy blisko 6 tys. osób, co czyni jakieś 100 pełnych autokarów. Przeprowadzenie takiej akcji jest niemożliwe. Nie ma aż tylu ludzi gotowych w takim stopniu zaangażować się w warszawskie wybory, trudno to sobie wyobrazić także z powodów czysto logistycznych. Nie mówiąc o tym, że każdy głos w Warszawie więcej to jeden głos mniej w innych miejscowościach.

Jaki dla słoików, kaleka kampania Trzaskowskiego

Ziarno prawdy w tej autokarowej plotce oczywiści tkwi; Jaki od początku kampanii szuka poparcia wśród tzw. słoików i jakieś sukcesy odnosi. Może setki, a może tysiące ludzi niezameldowanych w Warszawie, a tu pracujących, dopisze się do spisu stołecznych wyborców i większość z nich poprze pewnie kandydata PiS.

Czytaj także: Warszawa jak Dubaj? Patryk Jaki chce nowej dzielnicy

Nie to jednak powinno być głównym powodem bólu głowy Rafała Trzaskowskiego. Kandydat Koalicji Obywatelskiej powinien się raczej martwić bezruchem swego zaplecza partyjnego (nieustannie wraca pytanie, co porabia kilka tysięcy członków PO i Nowoczesnej w Warszawie), demobilizacją własnego elektoratu oraz kalectwem kampanii w mediach społecznościowych. Gdyby tych problemów nie było, to i dopisanie 20 tys. osób do rejestru w niczym by politykowi Platformy nie przeszkodziło. Przysłowie o złej baletnicy narzuca się tu samo.

Czytaj więcej: Jaki lepszy od Trzaskowskiego? A w czym?

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną