Przy-PISy Redaktora Naczelnego

Polskie nagrania
Jerzy Baczyński
Polityka

Jerzy Baczyński

Znów taśmy rządzą polską polityką: nieoczekiwanie wróciła afera podsłuchowa, która przed czterema laty zdziesiątkowała rząd PO-PSL i walnie przyczyniła się do wyborczej wygranej PiS. Jest teoria, że powrót afery to sprawa wewnętrznych rozgrywek w PiS, ale dziennikarze Onet.pl, którzy ujawnili „taśmy Morawieckiego”, zapewniają, że detonacja nastąpiła wskutek zbiegu okoliczności, a jednym z zapalników była Znów taśmy rządzą polską polityką: nieoczekiwanie wróciła afera podsłuchowa, która przed czterema laty zdziesiątkowała rząd PO-PSL i walnie przyczyniła się do wyborczej wygranej PiS. Jest teoria, że powrót afery to sprawa wewnętrznych rozgrywek w PiS, ale dziennikarze Onet.pl, którzy ujawnili „taśmy Morawieckiego”, zapewniają, że detonacja nastąpiła wskutek zbiegu okoliczności, a jednym z zapalników była niedawna publikacja POLITYKI, w której Grzegorz Rzeczkowski wskazywał na rosyjskie tropy afery. Otóż redakcja Onet postanowiła sprawdzić, gdzie znajdują się akta sprawy (okazało się, że w Sądzie Najwyższym), zupełnie oficjalnie do nich dotarli, przejrzeli i znaleźli skład niewybuchów, w tym przede wszystkim (podobno mają też być inne) głośny dziś zapis restauracyjnych rozmów Mateusza Morawieckiego. Jak mówi polskie przysłowie: słowo wróblem wyleci, a wołem powróci. Wiele wypowiadanych wtedy prywatnie zdań prezesa Morawieckiego dziś, kiedy prezes został premierem, rzeczywiście brzmi kompromitująco i już nie chodzi o knajacki (obecnie nazywany „męskim”) styl, ale jawne załatwiactwo, nepotyzm, swobodne traktowanie powierzonych pieniędzy, „elitaryzm i liberalizm” – w zupełnym kontraście do dzisiejszego, wystudiowanego, społecznikowskiego, patetycznego wizerunku premiera (treść nagrań analizuje Anna Dąbrowska i Wojciech Szacki). Pamiętając, jak PiS przed czterema laty kelnerskie podsłuchy triumfalnie ogłosił „taśmami prawdy”, znów się narzuca ludowe porzekadło: nie śmiej się dziadku z czyjegoś wypadku; dziadek się śmiał i to samo miał. Rozpaczliwe ze strony władzy próby zarządzania kryzysem potwierdzają zaskoczenie i konsternację PiS. W sytuacji paniki zwykle uruchamiają się najgłębiej wdrukowane, odruchowe reakcje obronne. Wiem, wszyscy je znamy, ale i tak są warte zapisywania. Więc najpierw minimalizowanie: „odgrzewane, zepsute kotlety”, „nic tam nie ma”, a nawet gdyby, to „prezes banku musiał przyjmować reguły środowiska” (ale podobnie jak pos. Piotrowicz był „po naszej stronie”, tylko się maskował). I, równocześnie z zaprzeczeniami, odpala się cały insynuacyjny repertuar PiS: że dziennikarze Onetu to marionetki niemiecko-szwajcarskiego kapitału, że stoi za nimi (za publikacją) mafia vatowska, że to skutek wizyty Schetyny u Merkel, że działają tu „w zjednoczeniu pewnym” (Mateusz Morawiecki) „opozycja i gangsterzy”, „tuczący się na polskiej krwi łotry i złodzieje” (Jarosław Kaczyński). Ogólnie chodzi zaś o obalenie rządu (Beata Szydło), czyli pucz, żeby np. wpuścić imigrantów. „Widzimy na ulicach coraz więcej osób o innej karnacji, niepokoimy się” – podrzucają premierowi trop bracia Karnowscy, a on dopowiada: „Tak bardzo demokratyzujemy Polskę, że nic dziwnego, że nas atakują. To znaczy, że się boją”. Naprawdę: to wszystko jest publicznie wygadywane, a fraza: tak bardzo demokratyzujemy Polskę, że aż się boją, powinna kiedyś zostać mottem tego dziwnego okresu, w którym żyjemy. PiS będzie teraz mierzył sondażowe skutki afery, choć wydaje się, że tylko jakaś katastrofa (np. ujawnienie nagrań potwierdzających udział Morawieckiego w przestępczych operacjach finansowych) mogłaby spowodować dymisję premiera. Jarosław Kaczyński jest szczery, gdy mówi, że z Morawieckim to był dla niego „strzał w dziesiątkę”. Sporo osób po wysłuchaniu taśm uważa, że Morawiecki to zwykły cyniczny karierowicz, który grał na dwa polityczne fronty, a w końcu postawił na tych, którzy dali mu więcej. Ale to dalekie uproszczenie. Morawiecki jest jednym z nielicznych w PiS autentycznych ludzi sukcesu (choć karierę zaczął od nominacji partyjnej), a jednocześnie, co rzadkie, pielęgnującym w sobie poczucie krzywdy. Nie da się tego fenomenu zrozumieć bez odrobiny, oczywistej, psychologii: jeszcze jako młody człowiek poddawany był opresji ze strony SB, a to pozostawia ślad na całe życie; ma też prawo mieć poczucie, że komuniści odebrali mu dzieciństwo, oddalili od ojca (który i dziś jest dla syna – przynajmniej w sensie politycznym – bardziej problemem niż wsparciem). On wciąż, z ogromną determinacją, toczy swoją wojnę z (coraz bardziej urojonymi) krzywdzicielami, w czym zresztą jest nie

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj