Afera taśmowa: kto stał za kelnerami

Rosyjski ślad na taśmach
Czy afera taśmowa, która walnie przyczyniła się do wyborczego zwycięstwa PiS, była intrygą rozgrywaną przez rosyjskie służby? Wskazuje na to wiele tropów. Ujawniamy nieznane do tej pory powiązania zleceniodawcy podsłuchów Marka Falenty z ludźmi Putina, rosyjskiej mafii i GRU.
Wiemy, że zarówno nagrań, jak i nagranych osób było dużo więcej, niż ujawniono do tej pory (66 nagrań, a na nich ponad 100 osób).
Leszek Zych/Polityka

Wiemy, że zarówno nagrań, jak i nagranych osób było dużo więcej, niż ujawniono do tej pory (66 nagrań, a na nich ponad 100 osób).

Są tropy, które łączą Falentę z Szustkowskim i Rosją. Prowadzą one do restauracji Sowa i Przyjaciele.
Jakub Szymczuk/Foto Gość/Forum

Są tropy, które łączą Falentę z Szustkowskim i Rosją. Prowadzą one do restauracji Sowa i Przyjaciele.

Biznesmen Marek Falenta na pierwszej rozprawie w sprawie „afery taśmowej”.
Krystian Maj/Forum

Biznesmen Marek Falenta na pierwszej rozprawie w sprawie „afery taśmowej”.

audio

AudioPolityka Grzegorz Rzeczkowski - Rosyjski ślad na taśmach

Już kilka dni po wybuchu afery taśmowej, w czerwcu 2014 r., premier Donald Tusk mówił o scenariuszu pisanym nie wiadomo jakim alfabetem, sugerując, że stoją za nią Rosjanie. Jednak dotąd nikt poważnie nie zbadał jej najważniejszych wątków, choć w USA, przy podobnych poszlakach wskazujących na udział rosyjskich służb specjalnych w kampanii Donalda Trumpa, sprawę bada specjalny prokurator Robert Mueller.

Przez kilka ostatnich miesięcy robiła to POLITYKA. Dotarliśmy do wielu ważnych osób w sprawie.

Podróż zacznijmy od półmilionowego Kemerowa nad rzeką Tom w Syberii. To centrum Kuźnieckiego Zagłębia Węglowego (zwanego Kuzbasem), jednego z największych zasobów węgla na świecie, szacowanego na ponad 700 mld ton (ok. 10 razy więcej niż złoża w Polsce). Działa tam Kuzbasskaja Topliwnaja Kompania (Kuzbaska Kompania Paliwowa). Firma od 2012 r. ma również w Gdańsku spółkę-córkę pod nazwą KTK Polska Sp. z o.o. To jej jedyny oddział za granicą.

Kuzbaski dyktator

Według źródeł związanych z kontrwywiadem właśnie do Kemerowa na przełomie lat 2013–14 pojechał Marek Falenta. W tym samym czasie biznesmen we współpracy z kelnerami z restauracji Sowa i Przyjaciele po kryjomu nagrywał najważniejszych polityków w Polsce. Również w tym samym okresie (poprzez zarejestrowaną na Cyprze spółkę Falenta Investments) został współwłaścicielem firmy Składy Węgla, która handlowała rosyjskim węglem z KTK.

Bo tak się składa, że to z Kemerowa pochodzi węgiel, od którego coraz mocniej uzależnia się Polska. Nasz kraj mimo opinii węglowego potentata potrzebuje rosyjskiego, taniego i dobrego jakościowo węgla, gdyż niewydolne polskie kopalnie nie zaspokajają rodzimego popytu. Import z Rosji rośnie rekordowo (w 2017 r. wynosił niemal 15 proc. polskiego wydobycia). Falenta zwęszył interes w węglu. Składy handlowały już rosyjskim węglem, ale głównie przez pośredników. Falenta chciał ich ominąć.

Do Kemerowa pojechał niedługo po swym wejściu do Składów. Nasze źródła twierdzą, że dostał węgiel, nie płacąc ani kopiejki – miał uregulować dług później. Mówi oficer kontrwywiadu: – Falenta musiał Rosjanom coś obiecać, może nawet coś dać. U nich nie ma tak, że coś się dostaje za nic, tym bardziej węgiel wart 20 mln dol. I to na pierwszym spotkaniu.

Czym Falenta oczarował Rosjan? Spotykając się z nimi od kilku miesięcy, miał w swoim archiwum nagraną rozmowę ówczesnego szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza z ówczesnym prezesem NBP Markiem Belką. Prawdopodobnie miał też zapis spotkania Sikorski-Rostowski, a więc dwa nagrania, które po opublikowaniu przez „Wprost” wywołały największą burzę. Miał też inne atuty – był informatorem CBA i ABW, posiadał również zaufane kontakty w policji.

– Trudno sądzić, że Falenta kupił węgiel za taśmy, ale mógł już wtedy napomknąć Rosjanom albo swojemu protektorowi o tych trofeach i kontaktach w służbach, dzięki którym mógł wiedzieć, co interesuje służby na rynku węgla. To tym bardziej prawdopodobne, że Falenta uwielbiał chwalić się swoimi wpływami i możliwościami – twierdzi wysoki rangą oficer kontrwywiadu. Samo KTK jest w pełni zależne od Putina i jego ludzi – jak zresztą każda większa firma w Rosji. Do niedawna nadzorował ją gubernator okręgu kemerowskiego Aman Tulejew, zwany kuzbaskim dyktatorem. To on razem z obecnym prezesem zarządu KTK Igorem Prokudinem przekształcił KTK należącą do administracji regionu w prywatną firmę (Prokudin ma w niej większość udziałów). W jej zarządzie jest m.in. Iwan Gepting – prezes KTK Polska.

Jak ważny był Tulejew dla Kremla, świadczy jego wkład w przyłączenie Krymu do Rosji. Na polecenie Moskwy zorganizował w Kuzbasie pieniądze niezbędne do funkcjonowania półwyspu po odcięciu go od budżetu Ukrainy. Dostał za to specjalnie ustanowione przez rosyjski resort obrony odznaczenie „Za zjednoczenie Krymu i Sewastopola z Rosją”.

Szwajcarski łącznik

Według co najmniej dwóch niezależnych źródeł z punktu widzenia Falenty najważniejszą osobą w kuzbaskiej układance był multimilioner Robert Szustkowski. To Szustkowski miał polecić Rosjanom Falentę. Dlaczego Falenta – znany z gadatliwości i konfabulacji – był tak cenny dla Szustkowskiego? – Znał wielu polityków, miał kontakty w polskich służbach, które rozpostarły nad nim parasol ochronny. Poza tym przebojowy i łasy na pieniądze. Kontakt idealny – słyszymy od naszych rozmówców ze służb.

Kim jest Szustkowski? Głośno zrobiło się o nim dwa lata temu (za sprawą Jana Śpiewaka, stołecznego aktywisty, obecnie kandydata na prezydenta Warszawy, i Tomasza Piątka, autora bestsellera „Macierewicz i jego tajemnice”). To 53-letni, urodzony w Piasecznie mieszkaniec Szwajcarii i obywatel Gambii, który od ponad 20 lat robi interesy z Rosjanami. W Polsce poprzez Grupę Radius działał m.in. na rynku nieruchomości. Jak ujawnił Śpiewak, Radius był zaangażowany w stołeczną reprywatyzację, a jednym z jego współpracowników był Jacek Kotas, wiceminister obrony w czasach pierwszych rządów PiS, okrzyknięty „rosyjskim łącznikiem Macierewicza”.

Szustkowski ma też przeszłość dyplomatyczną jako chargé d’affaires ambasady Gambii w Moskwie. Gambia to kraj, który na mocy podpisanej w 2016 r. umowy współpracuje z Rosją, kupując uzbrojenie i przyjmując instruktorów szkolących gambijskie wojsko. Rosjanom zależy na tym państewku, bo w ten sposób zaznaczają swoją obecność na Atlantyku.

Według źródeł Śpiewaka i Piątka Szustkowski związany jest z ludźmi tzw. sołncewskiej mafii i rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU. W 1995 r. był polskim przedstawicielem Montażspecbanku, kontrolowanego przez mafię sołncewską. Zaś jego sportowe, rajdowe pasje sponsorowało lotnisko Wnukowo, nadzorowane przez mafijnych oligarchów Andrieja Skocza i Lwa Kwietnoja. Co ważne w całej tej układance – mafia sołncewska nie jest niezależnym bytem. Z ramienia Kremla „opiekują się” nią rosyjskie służby z GRU na czele, dla których wykonuje ona zadania specjalne.

Zatrzymajmy się na chwilę nad Montażspecbankiem, bo w jego historii jest również wątek taśm, które posłużyły – jak mawiają Rosjanie – jako kompromat. Chodzi o nagranie ministra sprawiedliwości Rosji Walentyna Kowaliowa w należącej do „sołncewskich” saunie, w towarzystwie trzech prostytutek. Skompromitowało ono Kowaliowa, który deptał po piętach szefom Montażspecbanku.

Jeden z Rosjan zamieszanych w przekręty finansowe Montażspecbanku – Dmitrij Burejczenko – razem z Szustkowskim prowadził sieć japońskich restauracji działających m.in. w Anglii. Co więcej, w zarządzie tegoż Montażspecbanku zasiadali dwaj bliscy znajomi Szustkowskiego związani z „Sołncewem” i GRU – wspomniani Lew Kwietnoj i Andriej Skocz. Szczególnie ważny jest ten drugi. To miliarder, przez pewien czas najbogatszy deputowany w Dumie, współkontrolujący górniczo-metalowego giganta Metallinvest. Na pewno więc zorientowany w branży, która tak nagle zainteresowała Falentę.

Skocz znalazł się na ogłoszonej przez USA liście najważniejszych polityków i oligarchów, którzy zawdzięczają fortuny Kremlowi i wspierają jego działania m.in. na Ukrainie. To Skocz udostępnił swój prywatny odrzutowiec ludziom Kremla, żeby mogli polecieć na Seszele, gdzie spotkali się z wysłannikami Donalda Trumpa. Okoliczności tego spotkania bada teraz specprokurator Mueller.

Z kolei Lew Kwietnoj posiada m.in. firmę Novoroscement. Relację Szustkowskiego ze Skoczem i Kwietnojem pół roku temu przedstawiła w POLITYCE Ewa Domżała, współwłaścicielka Grupy Radius. Według niej Szustkowski „dostawał u sołncewskich coś w rodzaju pensji za załatwianie różnych spraw na świecie. To byli ludzie z pieniędzmi, ale na początku nie znali angielskiego, więc niespecjalnie umieli się poruszać za granicą. Potrzebowali kogoś w charakterze tłumacza, przewodnika, pośrednika. Przypuszczam, że Szustkowski wciąż u nich zarabia, teraz może trochę więcej. W pewnym momencie mogli go dopuścić do jakichś udziałów, kopalni w Rosji”.

Dla Marka Falenty, pragnącego opanować rynek rosyjskiego węgla w Polsce, trudno sobie wyobrazić lepszych protektorów niż Szustkowski i jego przyjaciele.

Według informacji, do których dotarliśmy, Falenta wiele razy spotykał się z Szustkowskim. Nie było to trudne – mieszkali kilkaset metrów od siebie w Konstancinie. Tu ważna informacja. W 2012 r. Falenta kupił tam ekskluzywną willę z basenem i kortem tenisowym za 6,7 mln zł. Z niezwykle intrygującym lokatorem – Francuzem polskiego pochodzenia Pierre’em Konradem Dadakiem, opisywanym przez „Newsweek” międzynarodowym oszustem i handlarzem bronią. Zastanawiające, że Falenta, płacąc majątek za ekskluzywną willę, zgodził się na sublokatora, który miał ważną umowę najmu jeszcze przez 20 miesięcy.

Dadak – podobnie jak jego sąsiad Szustkowski – również miał związki z sołncewską mafią i z Gambią. Sześć lat temu Pierre Konrad Dadak poleciał tam z Warszawy na czele grupy biznesmenów zajmujących się handlem bronią. Reprezentował polskiego producenta uzbrojenia firmę Bumar.

Są i inne tropy, które łączą Falentę z Szustkowskim i Rosją. Prowadzą one do restauracji Sowa i Przyjaciele. Restauracja ta należała do firm, którymi kierowali – występujący również we władzach Grupy Radius i spółek z nią związanych – panowie Jarosław Babiński i Krzysztof Janiszewski. Obaj zainwestowali w restaurację, choć wcześniej nie zajmowali się gastronomią, tylko nieruchomościami. Co ciekawe, gdy tylko w Sowie zaczęto nagrywać polityków, Janiszewski i Babiński wycofali się z restauracji, mimo że coraz lepiej sobie radziła. Na początku 2016 r. całkowicie zrezygnowali z tego biznesu – stało się to niedługo po zamknięciu Sowy i Przyjaciół.

Tuż po wybuchu afery dziennikarze rozmawiali z Janiszewskim. Twierdził, że nic o podsłuchach nie wiedział. Sugerował, że odpowiedzialność za nagrywających kelnerów ponosi Robert Sowa. Jednak zeznania jednego z tych kelnerów, również cytowanego przez „Wprost”, wskazują, że w warszawskiej restauracji Ole!, należącej do Janiszewskiego i Babińskiego, też znajdowały się urządzenia podsłuchowe: „pracując w tym lokalu, zostałem poinformowany przez właścicieli, że na terenie restauracji zamontowane są kamery i mikrofony. Te urządzenia obejmowały również miejsca dostępne dla gości restauracji. Urządzenia zamontowane były dyskretnie w wentylacji, głośnikach audio i przy oświetleniu LED”. Nie była to jedyna „okablowana” restauracja.

Według naszych źródeł wszystko zaczęło się w słynnym Lemongrassie u zbiegu Al. Ujazdowskich i ul. Matejki. Lokal ten był protoplastą Sowy – z wykwintnym i drogim jedzeniem odstraszającym przypadkowego klienta, viproomami oraz stolikami, których „blaty miały uszy”.

Jej właścicielem była firma Jaśmin, w której udziały miał niejaki Andrzej K., w latach 2000–05 dyrektor finansowy polskiego oddziału rosyjskiego potentata paliwowego Łukoil. Andrzej K. ma ciekawych znajomych – w spółce A., gdzie pełni funkcję prezesa i współwłaściciela, jego zastępcą jest Andrij P., również współudziałowiec. O Andriju P. głośno było kilka lat temu. Pisał o nim m.in. „Puls Biznesu” oraz serwis tvn24.pl. Oba przedstawiały P. jako przedstawiciela na Polskę mafii sołncewskiej i jej superbossa Siemiona Mogilewicza. Andrij P. miał również wykonywać zadania wywiadowcze.

Lemongrass ruszył w 2006 r., a więc rok po tym, gdy K. zakończył pracę w Łukoilu. Lokal został zamknięty w 2012 r., po tym, gdy ABW ostrzegła polityków PO, by tam nie chodzili ze względu na rosyjskie związki ich właścicieli i podsłuchy. W tym samym roku, gdy Lemongrass zamknął podwoje, ludzie związani z Szustkowskim otworzyli Sowę i Przyjaciół (o tych powiązaniach pisał „Fakt”). Obie restauracje łączył też Łukasz N., kelner, który nagrywał polityków (został za to skazany na 50 tys. zł tzw. świadczenia pieniężnego na cel społeczny plus przepadek korzyści z przestępstwa). Mężczyzna pracował w obu lokalach, po drodze zaś jeszcze w Ole! Co ciekawe, w międzyczasie został zatrudniony w jednej ze spółek Marka Falenty, z którym poznał się w Lemongrassie.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną