Rozwiązywać, nie zakazywać
Prawo powinno być równe dla wszystkich, a wolności zgromadzeń nie można ograniczać, powołując się na potencjalne zagrożenie łamaniem prawa.
Marsz Niepodległości 2017
Adam Stępień/Agencja Gazeta

Marsz Niepodległości 2017

Prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz w porozumieniu z przyszłym prezydentem Jackiem Sutrykiem zakazał Marszu Niepodległości w tym mieście. W jego ślady poszła właśnie prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Dutkiewicz argumentuje, że marsz we Wrocławiu organizuje Piotr Rybak skazany za podpalenie kukły Żyda. W uzasadnieniu pisze, że zwrócił się do policji o „opis zagrożeń, które wystąpiły podczas wcześniejszych zgromadzeń, informację, czy w trakcie zgromadzeń dochodziło do naruszenia obowiązującego prawa, analizę zagrożeń, które mogą wystąpić podczas planowanego zgromadzenia”.

A ponieważ komendant policji odpowiedział, że podczas tych zgromadzeń „uczestnicy przejawiali postawy ksenofobiczne, charakteryzujące się agresywnym, antagonistycznym nastawieniem do osób o odmiennym światopoglądzie”, i że używano zakazanych prawem materiałów pirotechnicznych – Dutkiewicz zdecydował się zakazać planowanego zgromadzenia.

Łatwiej kontrolować legalny marsz

Notabene zgromadzenie to promowali w mediach społecznościowych znani z głoszenia antysemickich, rasistowskich i innych nienawistnych poglądów były ksiądz Jacek Międlar i Roman Zieliński, skazany za wydanie książki „Jak pokochałem Adolfa Hitlera”.

Czytaj także: Trzeba stanąć przeciw nacjonalistom

Organizatorzy zakazanego marszu odwołują się do sądu. A Jacek Międlar już zapowiada, że marsz – zakazany czy nie – odbędzie się. I tu od razu pojawia się pytanie natury praktycznej: czy nie łatwiej kontrolować zgromadzenie, które jest legalne i którego organizatorów można pociągnąć do odpowiedzialności m.in. materialnej, niż mierzyć się z wielotysięczną demonstracją, za którą nikt formalnie nie odpowiada?

Ważniejsza jest jednak wątpliwość natury konstytucyjnej. Kiedy za pierwszych rządów PiS zakazywano Marszów Tolerancji czy Równości, w tym Parady Równości w Warszawie (2004 i 2005), też używano argumentu o potencjalnym zagrożeniu: łamaniem prawa przez demonstrantów (według prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego parada mogła obrazić moralność publiczną) i agresywnymi kontrdemonstracjami (ostatnio odgrzał tę argumentację prezydent Lublina Krzysztof Żuk – sąd zakaz uchylił), a więc zagrożeniem dla zdrowia, życia i mienia.

Bezpieczne demonstrowanie dla wszystkich

Sądy administracyjne, które rozpatrywały odwołania, stwierdzały, że nie można ograniczać wolności zgromadzeń na podstawie przypuszczeń. A powinnością władz jest zapewnić możliwość bezpiecznego demonstrowania i egzekwować prawo. Podobnie orzekł niedawno sąd w sprawie zakazu Marszu Równości w Lublinie. A w 2004 r. sąd administracyjny w Poznaniu, a potem NSA, w sprawie systematycznego zakazywania Komitetowi Wolny Kaukaz przez prezydenta Poznania Ryszarda Grobelnego demonstracji przeciw wojnie w Czeczenii. Prezydent powoływał się na to, że kilka lat wcześniej członkowie Komitetu oblali czerwoną farbą rosyjski konsulat, za co zostali ukarani aresztem. Argumentował, że skoro złamali prawo, to każda ich demonstracja grozi naruszaniem porządku prawnego.

Przykładem prewencyjnego odbierania praw obywatelskich – choć niedotyczącym akurat wolności zgromadzeń – są zarządzenia marszałka Sejmu o niewpuszczaniu na teren parlamentu konkretnych osób czy grup z powodu domniemanego zagrożenia z ich strony.

Prawo jest równe dla wszystkich. Jeżeli nie można domniemywać łamania prawa przez Wolny Kaukaz czy Paradę Równości i na tej podstawie odbierać wolności zgromadzeń – to do Marszu Niepodległości należy zastosować ten sam standard. Niezależnie od tego, jak wielkie obrzydzenie czy oburzenie wywołują w nas poglądy organizatorów zgromadzenia. Jeśli czyjeś poglądy uważamy za oburzające czy niebezpieczne – możemy wyrazić to w formie kontrdemonstracji. A jeśli, jak w przypadku zgromadzeń cyklicznych, jakim jest warszawski Marsz Niepodległości, PiS nam tego zabronił ustawą – możemy protestować mimo to w ramach obywatelskiego nieposłuszeństwa. W pluralistycznym społeczeństwie powinniśmy debatować, a nie zakazywać.

Próbą zastąpienia debaty zakazem była pisowska nowelizacja ustawy o IPN, zakazująca głoszenia poglądów o współodpowiedzialności Polaków za zagładę Żydów.

Ostatnie słowo dla sądów

Obywatele RP, KOD i Ogólnopolski Strajk Kobiet wzywają do kontrdemonstracji. To kontrdemonstracje i obywatelskie protesty zwróciły uwagę opinii publicznej na ksenofobiczne i nienawistne treści propagowane podczas marszów niepodległości i innych podobnych demonstracji nacjonalistów. To one zmuszają policję i prokuraturę do reakcji – często, niestety, niezadowalającej. Na razie.

Akcja Demokracja zbiera podpisy pod petycją do Hanny Gronkiewicz-Waltz, żeby rozwiązała Marsz Niepodległości, jeśli będzie łamał prawo – choćby tylko odpalaniem rac. I to są drogi, którymi w demokracji zwalcza się nawet skrajnie nieakceptowalne poglądy.

Czekamy na rozstrzygnięcie sądów. Dobrze byłoby, żeby nie przypisywać im motywacji politycznych, co dzisiaj dzieje się niemal rutynowo.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną