Policja kończy strajk, bo minister Brudziński się przestraszył
Policyjni związkowcy ugodzili się z ministrem spraw wewnętrznych i ogłosili koniec protestu. Ale to nie oznacza, że z dnia na dzień wszyscy funkcjonariusze wrócą do pracy.
Policjanci porozumieli się z MSWiA. Zakończyli strajk.
MSWiA/A. Mitura/•

Policjanci porozumieli się z MSWiA. Zakończyli strajk.

To, co się zdarzyło w ostatnich tygodniach, można nazwać ewenementem. Jeszcze nigdy polscy policjanci nie przeprowadzili równie spektakularnej i skutecznej akcji – tak to trzeba nazwać – strajkowej. Chociaż regularny strajk w formacji mundurowej nie jest dozwolony, to przecież policjantom udało się go przeprowadzić, nie łamiąc w zasadzie prawa. W zasadzie, bo można podejrzewać, że to prawo w niektórych przypadkach zostało nadkruszone, ale kary nie będzie. Nie da się przecież udowodnić, iż epidemia nazwana psią grypą była zwykłą zbiorową symulacją.

Jak protestowali policjanci

Zanim epidemia wybuchła, próbowano pokojowo przekonać ministra Joachima Brudzińskiego, że policyjne postulaty zasługują na uwagę. Chodziło m.in. o podwyżki, płatne w całości chorobowe i przywrócenie poprzednich przepisów emerytalnych (emerytury po 15 latach służby). Policyjni związkowcy odbijali się od ministerialnych drzwi jak od ściany, nic nie wskórali. Więc oflagowano niektóre komendy, posterunki oraz radiowozy. Minister potraktował tę demonstrację pobłażliwie – negocjacje wciąż stały w miejscu.

Kolejną formę protestu z radością przywitali kierowcy. Zamiast mandatów drogówka zaczęła stosować pouczenia. To już mogło być odczuwalne z perspektywy budżetu, bo wpływy z tytułu naruszeń prawa drogowego gwałtownie zmalały. No cóż, ministra to nie ruszyło, w dalszym ciągu ściana.

Czytaj też: Strajk według policjantów

Wielka uliczna manifestacja służb mundurowych w stolicy na warszawiakach zrobiła wrażenie, ale nie na ministrze. No i niebawem wybuchła epidemia. Funkcjonariuszy na L4 przybywało, za to na ulicach ich ubywało. Nie wiemy, czy psia grypa rozsiewała się drogą kropelkową, czy w inny sposób, ale ogarnęła całą policyjną Polskę. Niektóre komisariaty zamknięto, bo brakowało obsady. Ubytki w stanie kadrowym sięgały w niektórych jednostkach 60 proc. Średnio w kraju szacowano, że 30–40 proc. przebywa na chorobowym. Po prostu strajk.

Dopiero Marsz Niepodległości zadziałał na ministra

Policjanci z punktu widzenia taktycznego wybrali najdogodniejszy moment. Stało się jasne, że zabraknie oddziałów prewencji dla ochrony wielkiego Marszu Niepodległości i setek innych imprez z okazji 11 listopada. A niebawem będzie się odbywał w Polsce szczyt klimatyczny – kto zadba o bezpieczeństwo oficjeli z całego świata?

No i ściana pękła, minister Brudziński upoważniony przez premiera i panią minister finansów otworzył swoje drzwi dla negocjatorów z NSZZ policjantów. Obradowano 12 godzin i wreszcie zawarto porozumienie. Policjanci dostaną podwyżki w dwóch transzach – w sumie ponad 1100 zł do każdej pensji. Za zwolnienia chorobowe dostaną 100 proc. uposażenia, a nie jak dotąd 80. Na emerytury będą mogli przechodzić nadal po 25 latach służby, ale już nie po ukończeniu 55. roku życia. Związkowy lider i minister podali sobie dłonie przy kamerach i ogłosili sukces. Związkowiec, bo w dużej mierze postulaty zostały spełnione, minister – bo obiecano mu koniec epidemii.

Prawdopodobnie na grudniowy szczyt klimatyczny w Katowicach policja będzie już przygotowana w pełnym stanie osobowym, ale na Marszu Niepodległości policjantów będzie jeszcze brakować. Tzw. chorzy nie mogą bowiem cudownie ozdrowieć przed upływem terminu zwolnienia lekarskiego. Będą wracać do służby stopniowo.

Wysokie koszty strajku policjantów

To wszystko byłoby szalenie zabawne, gdyby nie okazało się dramatycznie smutne. Po pierwsze, epidemia psiej grypy obnażyła słabość i niekonsekwencję aparatu państwa. Postulaty policyjne długo zbywano, pokazując puste kieszenie – dalibyśmy, ale nie mamy. Wystarczyło trochę postraszyć, aby pieniądze się jednak znalazły. Koszty ponieśli wszyscy obywatele, bo narażono na szwank ich bezpieczeństwo.

Czytaj także: Mobbing i przemoc w policji

Z drugiej strony trudno pochwalić policjantów za ich przemyślną akcję. Walcząc o pieniądze, zapomnieli, że ich praca to służba i misja. Można zrozumieć tłumaczenia, iż nie było innej metody skruszenia ministerialnej skały, ale koszty społeczne tej operacji były i są zbyt wysokie.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną