Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Kraj

Trybunał obronił patologię

Trybunał Konstytucyjny Trybunał Konstytucyjny Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Trybunał Konstytucyjny w pełnym składzie orzekł o niezgodności z konstytucją prewencyjnie zaskarżonej przez prezydenta ustawy znoszącej limit rocznych składek na ZUS, po których można zaprzestać ich płacenia.

Od wyroku zdanie odrębne złożyło troje sędziów: Julia Przyłębska, Zbigniew Jędrzejewski i Michał Warciński. Wyrok sankcjonuje patologie legislacyjne PiS. A zgłoszone do niego zdanie odrębne jest niebezpieczne dla przyszłej kontroli sprawowanej przez Trybunał nad parlamentem.

Czytaj także: Nowy próg podatkowy wprowadzony tylnymi drzwiami?

Dlaczego Trybunał obalił ustawę o systemie ubezpieczeń społecznych

Trybunał obalił ustawę, ale bynajmniej nie dlatego, że nie przeprowadzono konsultacji społecznych – jak argumentował to w skardze prezydent Andrzej Duda. Przeciwnie: Trybunał uznał, że obowiązek konsultacji ze związkami zawodowymi i związkami pracodawców nie wynika z konstytucji, ale z ustaw, więc nie były one konieczne. A i o złamaniu ustawy trudno mówić, skoro organizacje pracodawców i pracowników jednak swoje stanowiska przedstawiły. Ani rząd, ani Sejm nie miały obowiązku ich uwzględnić, Trybunał nie dostrzega tu odstępstwa od przepisów konstytucyjnych – ocenił, uzasadniając w tym punkcie wyrok, sprawozdawca i dubler sędziego Justyn Piskorski.

Dlaczego zatem Trybunał obalił tę ustawę? Uznał – czego nie zawarł w swoim wniosku prezydent – że skoro nie jest pewne, czy na etapie Senatu jedno z głosowań nad poprawkami do tej ustawy odbyło się z udziałem kworum, to należy stwierdzić, że nie ma pewności, czy ustawa została prawidłowo uchwalona. Zatem naruszono art. 7 konstytucji, czyli zasadę działania władzy publicznej na podstawie i w granicach prawa.

Zdanie odrębne trojga sędziów poszło w kompletnie inną stronę. Uznali oni, że Trybunał nie miał prawa oceniać prawidłowości głosowania w Senacie, bo to jest „akt stosowania prawa”, a Trybunał może oceniać jedynie samo prawo, czyli zgodność przepisów niższego rzędu z ustawami, konstytucją i umowami międzynarodowymi.

Ustawa przeszła w trzy tygodnie

Ustawę uchwalano, jak zwykle, w ekspresowym tempie. Rząd zaczął prace 25 października zeszłego roku, 26 rozesłał ją do konsultacji społecznych. Na odpowiedź było, według ustawy, 30 dni lub 21, jeśli tryb prac jest pilny. Nie czekając na te opinie, rząd posłał ustawę do Sejmu 31 października, czyli po pięciu dniach od rozpoczęcia prac. Pierwsze czytanie w Sejmie odbyło się 9 listopada, drugie 22 listopada, trzecie i uchwalenie – 24 listopada. Senat uchwalił poprawki 7 grudnia, 15 grudnia je przyjął. Całość trwała trzy tygodnie, więc nie tak znowu krótko jak na dzisiejsze, narzucone przez PiS standardy. Wolny od pracy dziś 12 listopada – też niosący skutki gospodarcze i budzący kontrowersje, niekonsultowany – uchwalono w kilka godzin. Podobnie jak wcześniej zmianę nowelizacji ustawy o IPN (skreślono odpowiedzialność karną za pomawianie narodu polskiego o współudział w zbrodniach nazistowskich).

Duda o konsultacjach społecznych? Sensacja

Prezydent zaskarżył ustawę przed podpisaniem, bo już w samym PiS powstały poważne wątpliwości, czy uchwalone przepisy nie spowodują aby efektu odwrotnego: wprawdzie od bogatych osób wpłynie więcej składek, ale za to przedsiębiorcy masowo wyrzucą pracowników na samozatrudnienie – i ci przestaną płacić składki. Alarmował sam ZUS. Sensacją była natomiast argumentacja prezydenta: nie oparł się np. na konstytucyjnej ochronie finansów publicznych, ale na naruszeniu obowiązku konsultacji społecznych. Obowiązku, z którego łamania rząd PiS i zdominowany przez PiS parlament uczyniły zasadę stanowienia prawa. Cykliczne raporty Obywatelskiego Forum Legislacji działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego zauważają takie patologie redukujące lub wykluczające konsultacje społeczne przy projektach rządowych: stosowanie trybów pilnych (25,5 proc. ustaw), skracanie czasu przeznaczonego na konsultacje (średnio 13 dni), nieodnoszenie się do zgłaszanych opinii i uwag, prezentowanie projektów rządowych jako poselskie (projektów poselskich jest dwukrotnie więcej niż w poprzedniej kadencji), przygotowywanie schematycznych, nic niewnoszących raportów z konsultacji czy niemal całkowitą rezygnację z organizowania wysłuchań publicznych. W ostatnim półroczu skonsultowano mniej niż 4 proc. projektów.

A więc sam fakt, że ze strony władzy politycznej padł argument łamania zasady konsultacji społecznych, był swego rodzaju sensacją.

W konstytucji rzeczywiście nie ma wprost zapisanego prawa do konsultacji społecznych. Jest ono zapisane w ustawie o związkach zawodowych, ustawie o organizacjach pracodawców i ustawie o Radzie Dialogu Społecznego. Konsultacje społeczne są także w regulaminie pracy Rady Ministrów. We wniosku do Trybunału prezydent Duda wywiódł konstytucyjny obowiązek konsultacji z zasady demokratycznego państwa prawnego (art. 2 konstytucji) w kontekście zasady dialogu społecznego wyrażonej w preambule do konstytucji. A także z zasady legalizmu (art. 7) i z prawa organizacji związkowych i pracodawców do rokowań z władzą (art. 59 ust. 2).

TK upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu

Trybunał wybrnął z sytuacji: nie skrytykował władzy politycznej za łamanie – choćby tylko ustawowych – zasad konsultacji społecznych. Przeciwnie, usankcjonował to łamanie, nie znajdując nie tylko sprzeczności z konstytucją, ale nie widząc nawet naganności łamania ustaw. A jednocześnie uwolnił władze PiS od balastu ustawy, która w międzyczasie stała się nadto kontrowersyjna.

Na tym ogniu upiekł jeszcze jedną pieczeń: zakwestionował – w zdaniach odrębnych – swoje prawo do oceny praktyki pracy parlamentu. Czyli wszelkich patologii, takich jak słynne 10 sekund dla opozycji na wypowiedź czy inne sposoby pozbawiania de facto opozycji udziału w debacie parlamentarnej. Zdanie o tym, że Trybunał nie może oceniać „praktyki” stosowania prawa – w tym przypadku „praktyki” jego stanowienia – dotyczy też takich sytuacji jak słynne „głosowanie kolumnowe” w Sejmie.

Nowa linia orzecznicza Trybunału Konstytucyjnego

Oczywiście zdanie odrębne to nie jest obowiązujące prawo. Ale zdania odrębne – czy to sędziów TK, czy Sądu Najwyższego – podobnie jak głosy funkcjonują jako argumenty w prawniczych debatach. A bywa, że także jako element uzasadnień decyzji czy wyroków. A więc mają prawne znaczenie. Zresztą to zdanie odrębne – pod którym podpisała się też sprawująca funkcję prezesa TK Julia Przyłębska – może być zapowiedzią nowej linii orzeczniczej TK, w której samoograniczy on swoją władzę, jak chodzi o ocenę działania parlamentu, czyli kontrolę stanowienia prawa.

Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną