Kraj

Tajemnice „pani Basi”: od prominentów PRL do sekretariatu Kaczyńskiego

Barbara Skrzypek i Jarosław Kaczyński Barbara Skrzypek i Jarosław Kaczyński Adam Chełstowski / Forum
Na jaw wychodzą kolejne, coraz bardziej zagadkowe i wstydliwe fakty z życiorysów najbliższych współpracowników prezesa Kaczyńskiego.

Po Kazimierzu Kujdzie, wieloletnim prezesie słynnej spółki Srebrna, który okazał się tajnym współpracownikiem SB w schyłkowym PRL, przeszłość dogania słynną „panią Basię”, czyli Barbarę Skrzypek. To długoletnia sekretarka Kaczyńskiego, szara eminencja centrali przy Nowogrodzkiej, mająca jego pełne zaufanie. Nie tylko kieruje biurem prezydialnym partii, obsługującym na co dzień pracę władz PiS, ale zasiada w najważniejszych spółkach związanych z partią – jest członkinią rad nadzorczych Srebrnej i spółki Forum, która wydaje dziennik „Gazeta Polska Codziennie”.

Szybkie awanse Barbary Skrzypek

Do tej pory wiadomo było, że Skrzypek pracowała w kancelarii prezydenta jeszcze za czasów Wojciecha Jaruzelskiego, dokąd przyszła z Urzędu Rady Ministrów. Była sekretarką jednego z najbardziej zaufanych współpracowników Jaruzelskiego – gen. Michała Janiszewskiego. To osoba, której rola do dziś jest przedmiotem wielu spekulacji, m.in. dlatego, że Janiszewski wywodził się z wojsk łączności, mocno związanych ze służbami.

Tam, czyli w prezydenckiej kancelarii, spotkał ją Jarosław Kaczyński, gdy jako szef tego urzędu przejmował go po wyborczym zwycięstwie Lecha Wałęsy. Tak Barbara Skrzypek z sekretarki ważnego prominenta PRL stała się sekretarką rosnącego w siłę przedstawiciela nowej, już solidarnościowej władzy.

Ważne funkcje „pani Basi” nagrodą za lojalność?

Dzięki posłowi Krzysztofowi Brejzie (PO), który zapytał o karierę Skrzypek kancelarię premiera, dowiedzieliśmy się, co dokładnie robiła w URM. I wcale nie była to praca sekretarki. Skrzypek przyszła do urzędu w połowie września 1980 r., a więc w gorącym okresie „rewolucji Solidarności”, tuż po podpisaniu porozumień sierpniowych. Spędziła w nim dziewięć lat, pod bokiem czterech premierów, m.in. Jaruzelskiego, Messnera i Rakowskiego. Pełniła funkcje w bardzo ważnych jednostkach. Była m.in. starszym referentem i starszym statystykiem w kancelarii tajnej, gabinecie premiera oraz w gabinecie szefa URM, którym od 1985 r. był właśnie gen. Janiszewski.

Nie wiadomo, co dokładnie tam robiła. Sam fakt pracy w kancelarii tajnej, do której trafiały dokumenty zawierające najważniejsze tajemnice państwa przekazywane szefowi rządu przez różne urzędy i instytucje oraz stanowisko w gabinecie premiera – dają wiele do myślenia. Oznacza to, że „pani Basia” była osobą cieszącą się pełnym zaufaniem nie tylko przełożonych, ale również cywilnych i wojskowych służb, które dokładnie prześwietlały wszystkich mających dostęp do tajemnic państwowych. Co do ich „szczelności”, ale też lojalności nie mogło być żadnych wątpliwości.

Czytaj także: Ile kosztuje Jarosław Kaczyński

„Pani Basia” nie bez powodu pozostała na stanowisku

Kariera Barbary Skrzypek w URM zdaje się to potwierdzać, rodząc kolejne wątpliwości. Z odpowiedzi wysłanej z kancelarii premiera do posła Brejzy wynika, że jej praca pod bokiem szefa rządu zakończyła się 10 września 1989 r. To szczególny moment. Dwa tygodnie wcześniej wybrano pierwszego niekomunistycznego premiera. Mimo to Skrzypek nie zdecydowała się pozostać w URM, by wziąć udział w historycznej zmianie. Poszła za swoim szefem – gen. Janiszewskim – do kancelarii prezydenta. Zamiast pracy dla ekipy Tadeusza Mazowieckiego wybrała tę dla Jaruzelskiego i Janiszewskiego, którzy do pracy w kancelarii prezydenta ściągnęli m.in. szefa MSZ z okresu stanu wojennego Józefa Czyrka czy byłego korespondenta „Trybuny Ludu” Włodzimierza Łozińskiego.

Jakie były motywacje „pani Basi”? Dlaczego dokonała takich, a nie innych wyborów? Czy to jej wiedza na temat tajemnic ówczesnej władzy okazała się na tyle cenna, że Jarosław Kaczyński pozostawił ją na stanowisku? Naiwnością byłoby sądzić, że nagle usłyszymy odpowiedzi na te i inne pytania dotyczące przeszłości Skrzypek. Jednak już sam fakt, że przez prawie 30 lat współpracy prezes PiS milczał na temat kariery swej zaufanej sekretarki, daje do myślenia. W tym kontekście jego słynne słowa: „My stoimy tam, gdzie wtedy, oni tam, gdzie stało ZOMO”, nabierają zupełnie nowego znaczenia.

Czytaj także: Jak pracuje Jarosław Kaczyński i jak dobiera pracowników

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ja My Oni

Jak komunikować swoje potrzeby

Jak wyrazić swoje potrzeby, aby inni je uwzględniali.

Anna Dąbrowska, Anna Dobrowolska
06.02.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną