Kraj

Dylemat prezesa PiS. Kiedy rekonstrukcja?

O ile z Beatą Szydło i Beatą Kempą nie ma problemu, bo ich stanowiska znikną, o tyle reszta operacji tak prosto się już nie przedstawia. O ile z Beatą Szydło i Beatą Kempą nie ma problemu, bo ich stanowiska znikną, o tyle reszta operacji tak prosto się już nie przedstawia. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
W PiS najwyraźniej zwycięża pogląd, że rekonstrukcja powinna nastąpić szybko.

Obóz rządowy ma zgryz z rekonstrukcją samego siebie. Zmiany są konieczne, bo prawdopodobnie czwórka ministrów po 26 maja zostanie europosłami. O ile z Beatą Szydło i Beatą Kempą nie ma problemu, bo ich stanowiska znikną (co skądinąd pokazuje sens ich dotychczasowego istnienia), o tyle reszta operacji tak prosto się już nie przedstawia.

Problemy z rekonstrukcją rządu

Nie można ot tak odwołać wszystkich ministrów i wiceministrów kandydujących do europarlamentu, bo jest ich aż 16. Nawet jeśli ograniczyć się do ministrów konstytucyjnych, to pozostaje kwestia Elżbiety Rafalskiej, która w okręgu 13. rywalizuje z kolegą z rządu Joachimem Brudzińskim. Wiadomo, że wygra Brudziński, a Rafalska mandatu nie zdobędzie, ale rekonstrukcja ministra spraw wewnętrznych przy braku rekonstrukcji ministra rodziny będzie wyglądała głupio; premier pokazałby w ten sposób, że głos suwerena nie ma znaczenia i że Rafalska kandyduje pro forma.

To jest jednak problem najmniejszy. Zasadniczy kłopot z rekonstrukcją rządu polega na czymś innym – na odpowiedzi na pytanie, po co ona jest.

W idealnym świecie rekonstrukcja ma być odświeżeniem wizerunku, dopalaczem, po który sięga premier (czy też prezes), gdy czuje, że coś w rządzie nie działa, gdy jakiś minister niedomaga politycznie, gdy notowania spadają. Nie powinno się po tę broń sięgać za często, bo częste zmiany mogą spowodować wrażenie chaosu, a nawet paniki.

Czytaj także: Jak będzie wyglądał europarlament po wyborach?

Dymisje parawanem dla Anny Zalewskiej

Mateusz Morawiecki i Jarosław Kaczyński (czy też Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki) stanęli przed dylematem.

Mogą zrobić rekonstrukcję teraz, jeszcze przed wyborami. Za takim rozwiązaniem przemawiałaby paląca potrzeba pozbycia się z rządu minister edukacji Anny Zalewskiej, która, co tu kryć, jest dla rządu coraz cięższym balastem (nawet jeśli uda się jakoś załagodzić gniew nauczycieli, spełniając część ich postulatów). Dymisje Brudzińskiego, Szydło i Kempy byłyby jedynie parawanem osłaniającym Zalewską, żeby elektorat PiS nie miał wrażenia kapitulacji przed nauczycielami i opozycją.

PiS w tygodniu rekonstrukcyjnym zdominowałby też medialnie opozycję. Wszystko wskazuje na to, że tak chciałby przeprowadzić tę zmianę Morawiecki. Za szybką rekonstrukcją opowiedział się w RMF FM szef kancelarii premiera Michał Dworczyk. Rzeczniczka PiS Beata Mazurek ogłosiła nawet, że zmiany w rządzie nastąpią przed wyborami.

Czytaj także: Najciekawsze pojedynki na listach PiS

Co z rekonstrukcją powyborczą?

Ale jest też w PiS grono przeciwników tego pomysłu. Rekonstrukcja przedwyborcza utrudnia rekonstrukcję powyborczą, która miałaby inne zalety. Wynik wyborów jest niepewny, część sondaży pokazuje przewagę opozycji; rekonstrukcja rządu – nawet gruntowna – mogłaby dać PiS oddech przed kampanią parlamentarną. Poza ministrami-europosłami pracę w rządzie mogliby stracić ci szefowie resortów, którzy są potencjalnym obciążeniem w kampanii. Mój rozmówca wskazał tu na ministrów energii oraz środowiska. Nie wiadomo też, jak potoczą się losy minister finansów.

Dziś wiele wskazuje na to, że w PiS zwycięża pogląd, że rekonstrukcja (czytaj: dymisja Zalewskiej) powinna nastąpić szybko. To rozwiązanie dobre na krótką metę, a jego wady widzą politycy PiS. Jeśli partia po nie sięgnie, to będzie to świadczyło o jednym – że przywiązuje ogromną wagę do wyborów europejskich i że obawia się o ich rezultat.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Tata Maty

W przewrotnym sensie jest beneficjentem rządów PiS, gdyż będąc ich konsekwentnym krytykiem, stał się znaczącą osobistością życia publicznego. Niektórzy określają go mianem „opozycyjnego celebryty”, na co Marcin Matczak nieco się zżyma. Ale w sumie nieźle oddaje ono jego status.

Rafał Kalukin
18.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną