Kraj

Ociec prać?

Palenie kukły Żyda w Pruchniku Palenie kukły Żyda w Pruchniku Youtube
Nic nieznaczący incydent? Wyraz jakiejś tendencji? Łomot kukły Judasza wpisuje się w postawy dużej części społeczeństwa, tolerowane przez obecnie rządzących.

Prać, synkowie – odpowiedział Pruchnicki, wyciągnął pałkę i dał ją dzieciom, dodając: „Niech kukła Judasza 2019 Zdrajcy dostanie porządny łomot, w tym pięć dodatkowych pałek za roszczenia żydowskie”. Rzecz działa się 19 kwietnia 2019 r., tj. w Wielki Piątek.

Pan Czarnecki, ksywa „Obatel”, ze swoją legendarną dociekliwością zauważył: „Jestem zdumiony, ponieważ jak przed 10 laty identyczna inscenizacja miała miejsce, to policja i prokuratura nie interweniowały. To obyczaj etnograficzny, który może budzić zdziwienie, ale jest to marginalny incydent, dotyczący obyczajów w jednej miejscowości na krańcu Polski. Jestem tym zaskoczony”.

Czytaj także: „Sąd nad Judaszem”. Czym grozi powrót tego rytuału?

Pruchnik: niebezpieczne zabawy z ogniem

Pan Brudziński ze swoją legendarnie wyostrzoną percepcją wydarzeń, które obserwuje z punktu widzenia szefa resortu spraw wewnętrznych, rzecz skomentował tak: „Pytanie, jacy »szatani« byli w Pruchniku czynni, że po latach przerwy i wezwań miejscowego proboszcza ktoś reaktywował idiotyczną, pseudoreligijną hucpę? Koszta wizerunkowe dla Kościoła, Polski i Polaków olbrzymie. (...) Kościół w Polsce w czasach niemieckiej okupacji i niemieckiego nazistowskiego barbarzyństwa, często heroicznie, tak jak wielu Polaków, ratował życie swoich żydowskich braci. Takimi »akcjami« jak w Pruchniku (wbrew miejscowemu proboszczowi) zaciera się piękne świadectwo rodziny Ulmów”.

Pierwsze z tych zdań jest trudne do interpretacji z uwagi na cudzysłów przy słowie odnoszącym się do złych duchów, ale niewykluczone, że sugeruje, jakoby diabli wspomagali Pruchnickiego, podobnie jak Kuklinowskiego, gdy gnębił Kmicica.

Koniec wypowiedzi p. Brudzińskiego jest już bardziej realistyczny, bo totalna destrukcja kukły Judasza (2019 r.) w Pruchniku z udziałem dzieci i przy aplauzie sporej liczby mieszkańców tego miasteczka była dość szeroko komentowana w świecie i w sposób niezbyt pochlebny dla Polski, aczkolwiek o Kościele polskim i rodzinie Ulmów mówiono raczej niewiele, o ile cokolwiek. Wygląda na to, że wedle p. Brudzińskiego głównym problemem są „koszta wizerunkowe”, jakie w swej ministerialnej dostojności raczył wskazać.

Pruchniccy kulsoni (pardon, stróże porządku publicznego) łomot spuszczony kukle Judasza 2019 Zdrajcy na początku uznali za coś nieobyczajnego, a dodatkowo znamionującego niebezpieczne użycie ognia (kukła została w końcu uroczyście spalona). W związku z tym policja przedstawiła zarzuty dwóm osobom i powiadomiła prokuraturę w Przemyślu. Ta jednak wyjaśniła: „To nieprawda, że Prokuratura Okręgowa w Przemyślu prowadzi postępowanie w sprawie spalenia kukły w Pruchniku”.

Pewnie p. Ziobro (niewykluczone, że wspólnie z p. Święczkowskim) duma, co z tym fantem zrobić. Czy pozostać przy tym, że był to tylko wybryk nieobyczajny i nieostrożne obchodzenie się z ogniem, czy też coś więcej, a jeśli to drugie, to być może (częściowo) sprowokowane przez opozycję w związku z kampanią wyborczą? Interesująca sugestia do wykorzystania w tych deliberacjach została sformułowana przez p. (nie byle) Jakiego: „Jeżeli mówimy o wolności, a z drugiej strony obecne władze Warszawy mają duży problem z uznaniem prawa do manifestacji: każdy ma do tego prawo, nawet ci, z którymi się nie zgadzamy”.

Wprawdzie Pruchnik to nie Warszawa, ale mieszkańcy tego miasteczka też mają prawo do manifestowania swoich poglądów, z którymi przecież można się nie zgadzać. A wyrazili swe pryncypia sprowokowani stanowiskiem opozycji mającej problem z uznaniem wolności innych. Tedy pozostaje tylko badać, czy zostały zachowane zasady obyczajności i ostrożnego obchodzenia się z ogniem.

Adam Szostkiewicz: Antysemicki wybryk w Pruchniku

„Antywizerunkowy rozgłos względem Polski”

Stanowisko p. Brudzińskiego w sprawie Pruchnika spotkało się wszakże z krytyką na prawicy. Odpór dał np. p. Klarenbach, czołowy medialny entuzjasta dobrej zmiany, stwierdzając: „Nie znam tradycji zachodniopomorskiej, ale Panie Joachimie Brudziński, odwal się Pan od podkarpackiej. Judasz był żydem, chyba że chcesz Pan zmieniać historię. Strażacy nie mają wątpliwości, a u Pana takowe skąd?”.

Ponieważ nie wszystkim przypadło to do gustu, p. Klarenbach nieco spuścił z tonu i wyznał: „Ja szczerze, tak od serca. Tradycja dla mnie rzecz święta. Ale widzę, że politykę ktoś mi idzie uprawiać. A na to się nie godzę, Panie Joachimie Brudziński, przepraszam za »zwrot ... się Pan«, bo widzę, że mi tu tałatajstwo biznes polityczny idzie robić”.

Z ostatnich doniesień wynika, że p. Klarenbach nieco przeliczył się w rachubach w sprawie granic wolności w dobrozmianowych mediach i został wysłany na reedukacyjny urlop. Trudno wątpić, że pojawi się, raczej rychlej niż później, i ze zdwojoną (może nawet większą) energią będzie tępił biznes politycznego tałatajstwa, aczkolwiek ze znacznie większą dbałością o dobór osób, wobec których kieruje swe płomienne filipiki i jasne, a przede wszystkim słuszne wskazanie desygnatu nazwy „tałatajstwo idące robić biznes polityczny”.

Nie próżnował również p. Żaryn, profesor i senator w jednej osobie. Zaapelował: „Uprzejmie proszę pana Dawida Warszawskiego, aby się nie wtrącał w nieswoje sprawy. Jak zostanie katolikiem, sam zrozumie. (...) Strasznie się dziwię, że strona żydowska potrafi z lupą w ręce dojrzeć na globie jakiś Pruchnik – rzeczywistość totalnie marginalną, i zrobić z tego światowy rozgłos antywizerunkowy względem Polski”. Starożytni mawiali, że filozofujemy, ponieważ się dziwimy, i po to, aby się nie dziwić. Panowie Czarnecki, ksywa „Obatel”, i Żaryn (na razie bez ksywy) uczynili krok pierwszy, bo wyrazili zdziwienie, ale nie drugi, bo – przynajmniej na razie – nie pokonali zdziwienia i po prawdzie wątpię, czy to uczynią.

Czytaj także: Dzisiejszy antysemityzm ma swoje źródła w najnowszej historii

Żyd też bliźni

Niewykluczone, że kwestię jakoś rozwiązuje stanowisko episkopatu: „W kontekście wydarzeń, które miały miejsce w Pruchniku 19 kwietnia, Kościół jednoznacznie wyraża dezaprobatę wobec praktyk, które godzą w godność człowieka. Kościół katolicki nigdy nie będzie tolerował objawów pogardy do członków jakiegokolwiek narodu, w tym do narodu żydowskiego”.

To rzeczywiście brzmi obiecująco, aczkolwiek bliższa (semantyczna) analiza tej proklamacji wskazuje na jej niejaką osobliwość. Gdy w 1936 r. rozbijano sklepy żydowskie w Polsce, kard. Hlond napisał w liście pasterskim: „Także w żydzie należy uszanować i kochać człowieka i bliźniego”. Rola słów „w tym” i „także” w obu zacytowanych dokumentach jest interesująca. Pomijając osobiste przekonania autorów, chyba pośrednio wskazują na to, że ich adresaci (tj. tzw. owieczki) mają wątpliwości, czy Żydzi nie zasługują na pogardę, odmówienie im ludzkiej godności i czy są bliźnimi, których należy kochać i szanować.

Gdzieś przeczytałem jeszcze prostsze ujęcie tej myśli. Jeden z polskich hierarchów przedwojennych miał powiedzieć: „Katolikowi nie wolno nikogo nienawidzić, nawet żydów”. Kard. Hlond wyjawił zresztą głębszy zamysł swojego wezwania, pisząc: „Gdy zaś łaska boża żyda oświeci, a on szczerze pójdzie do swojego i naszego Mesjasza, witajmy go radośnie w chrześcijańskich szeregach”.

Pan Bąkiewicz z Obozu Narodowo-Radykalnego, organizacji traktowanej po ojcowsku przez przeszłych i obecnych polskich hierarchów katolickich, napisał: „Ja Pani Ambasador [Mosbacher] życzę natomiast nawrócenia na Świętą Wiarę Katolicką. Chrystus umarł i zmartwychwstał również dla Pani, pogan i wiarołomnych żydów!”. Ta ciągłość historii (łącznie z pisownią żyd”, a nie „Żyd”) jest zaiste wzruszająca.

Czytaj także: Jak tradycja miesza się w Polsce z folklorem i komercją

Polacy ratujący Żydów: fantazje prawicy

Rzeczywisty problem nie polega jednak na kosztach wizerunkowych w sensie p. Brudzińskiego. Można zrozumieć, że ten zacny jegomość trapi się tym, że pojawił się cień na obrazie Kościoła i Polski pracowicie malowanym przez dobrą zmianę, cień sprawiający, że ponad 6,5 tys. polskich Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, rodzina Ulmów (rzecz nie w jakimkolwiek kwestionowaniu poświęcenia i tragedii tych ludzi, notabene zadenuncjowanych przez granatowego policjanta) i muzeum w Markowej niekoniecznie są symbolami postaw Polaków wobec Żydów. Traci na znaczeniu Narodowy Dzień Polaków Ratujących Żydów pod okupacją niemiecką, okraszony przez p. Morawieckiego liczbą milionów Polaków pomagającym Żydom w czasie wojny.

Pan p. Morawiecki, podając, a raczej wymyślając tę liczbę, przebił p. Żaryna, który trzy lata temu przekonywał: „Polaków w różny sposób ratujących Żydów – czy incydentalnie, czy bardziej trwale przez tygodnie, miesiące, a nawet lata – było co najmniej kilkaset tysięcy, a może nawet i milion, a może i więcej niż milion. To brzmi szokująco, ale dla historyków zajmujących się tym tematem to nie jest szok. Szokiem jest to, że te liczby nie są traktowane poważnie w świecie publicystycznym, w świecie edukacji, mediów”.

Nawiasem mówiąc, p. Żaryn swoimi odkryciami historycznymi zainspirował p. Rydzyka do zbudowania muzeum „Pamięć i Tożsamość”, którego jednym z celów jest „dokumentacja” (cudzysłów nie bez powodu) ratowania Żydów przez Polaków (p. Gliński ostatnio przeznaczył na ten cel ponad 100 mln zł z publicznych pieniędzy), ale to nie szokuje w obecnej Polsce. Ktoś może powiedzieć, że fantazje (raczej dyrdymały) opowiadane przez profesora historii, senatora i magistra historii i zarazem przez premiera są bardziej propagandowymi zagraniami i nie powinny wpływać na postrzeganie rzeczywistej historii – dokumentowanej (bez cudzysłowu) przez muzeum w Markowej czy liczbę Polaków wśród Sprawiedliwych – przez pryzmat bicia i spalenia kukły Judasza w Pruchniku.

Wszelako perspektywa wyrażona w ostatnim zdaniu jest kompletnie chybiona. Nikt nie powinien (być może oprócz pp. Morawieckiego, Brudzińskiego, Żaryna i im podobnych) zestawiać prania kukły Judasza w Pruchniku z losem Ulmów czy udziałem Polaków w ogóle uhonorowanych medalem Sprawiedliwych. I nie to było przedmiotem licznych komentarzy w kraju i za granicą. Już to, że Pruchnik miał miejsce w 2019 r., a Ulmowie i Sprawiedliwi działali w latach 1939–45, wyklucza jakiekolwiek sensowne porównania.

Czytaj także: W Polsce obudził się upiór antysemityzmu

Dlaczego kukła Judasza płonie właśnie teraz?

Rzeczywisty problem polega na tym, co znamionuje wydarzenie w Pruchniku. Nic nieznaczący incydent? Wyraz jakiejś tendencji? Za pierwszą interpretacją może przemawiać to, że Pruchnicki wraz z synami prali wedle starodawnego zwyczaju odnowionego po dekadzie. To prawda, ale dlaczego właśnie teraz, dlaczego kukła miała wymalowaną datę, dlaczego wymierzono jej dodatkowe razy za roszczenia żydowskie, dlaczego p. Gebert ma się nie wtrącać w katolickie sprawy i dlaczego p. Mosbacher ma się nawrócić, a to wszystko jest podnoszone w związku z tym, co zdarzyło się w Pruchniku 19 kwietnia 2019 r.? Niewiele wyjaśnia stanowisko p. Brudzińskiego, że „ktoś reaktywował idiotyczną, pseudoreligijną hucpę”.

A w szerszej perspektywie: dlaczego pp. Morawiecki i Żaryn fantazjują na temat liczby Polaków pomagającym Żydom, dlaczego na murach ciągle pojawiają się malowidła przedstawiające gwiazdę Dawida na szubienicy, dlaczego pp. Międlar i Rybak są traktowani z wyrozumiałością aż do momentu, w którym grozi to poważnym politycznym obciachem, aczkolwiek potem wracają do swobodnego manifestowania swoich poglądów, dlaczego jasnogórscy ojcowie patronują narodowcom w ich dziełach, ponoć miłych Bogu, a także hołubią kiboli wykrzykujących jawnie rasistowskie hasła? Dlaczego kulsoni (pardon, stróże porządku publicznego) przeoczają hasła „Polska cała, tylko biała”, a reagują, gdy kierowca powiesi sobie na ciężarówce plakietkę z napisem „Konstytucja”?

Listę przykładów można znacznie rozszerzyć.

Moja odpowiedź: łomot kukły z napisem „Judasz 2019 Zdrajca” wpisuje się w postawy dużej (pewnie z 30 proc., jeśli nie więcej) części społeczeństwa polskiego, aprobowane, a przynajmniej tolerowane przez obecnie rządzących. A skoro tak, to nic dziwnego, że protagoniści dobrej zmiany dążą do tego, aby pranie pałkami przez Pruchnickiego i jego potomstwo uznać za nic nieznaczący, jednostkowy incydent, na dodatek zrozumiały w świetle pradawnej katolickiej tradycji (no, może nie zachodnio-pomorskiej), ewentualnie naganny z powodu niejakiej nieobyczajności i nieposzanowania przepisów przeciwpożarowych.

Czytaj także: Nacjonaliści okrążają Auschwitz

Duch w narodzie nie ginie

Na koniec warto sięgnąć do dowcipu i internetu. Zdarzyło się, że pewna Żydówka spotkała się z dziećmi w szkole. Wypytywały ją o żydowskie zwyczaje. Gdy opowiedziała o Pesach, jedno z dzieci zapytało ze zdziwieniem: „To wy nie macie święconego? Jak to możliwe?”. No i jak taki szatański pomiot może wtrącać się w nieswoje, czyli katolickie sprawy? Nawróci się, to zrozumie.

Na blogu p. Bukowskiego, doktora filozofii i obrońcy prawdziwie dobrych obyczajów, przeczytałem (wpis antykodziarza): „Źle brzmiące nazwisko. Jakby nazywała się Radwanstein, żaden radny nie odważyłby się być przeciw [wnioskowi o nadanie p. Radwańskiej honorowego obywatelstwa m. Krakowa]”. Pan Bukowski wyrozumiale odpowiedział: „Shalom!”.

A na blogu p. Pasierbiewicza, doktora nauk technicznych, komentator o pseudonimie (przypadek?) „suveren” zauważył: „Ciekawe, dlaczego przedstawiciele tej rakowej tkanki nie brzydzą się polskich nazwisk, które sobie przyfastrygowali, dlaczego nie występują tu pod własnym, dawidowym szyldem?!!!”. Właściciel bloga, ponoć bardzo dbający o kulturę wypowiedzi, nie zareagował. Przesłanie z obu tych kontekstów jest chyba jasne, nie ma co przejmować się tymi, co tylko respektują nazwiska na „stein” i „nie występują pod własnymi, dawidowymi”. Zresztą suveren zadał retoryczne pytanie: „Oczekujecie, że przed gojem Żyd miałby zgiąć się wpół ?”. Pan Pasierbiewicz w odpowiedzi zaprosił go do lektury listu, jaki wystosował do p. Schudricha, naczelnego rabina Polski, chyba po to, aby pokazać, że on akurat nie zgina.

Dobrze, iż duch w narodzie nie ginie, na co wskazują zacytowane wpisy i odpowiedzi na nie. To właśnie koresponduje z wydarzeniami w Pruchniku, aczkolwiek zapewne dowiemy się, że antykodziarz, suveren i obaj nauczyciele akademiccy (w tym jeden reklamujący się jako oddany prawdzie) są przeciwko jakiejkolwiek przemocy „nawet wobec Żydów” (i ewentualnie imigrantom wszelkiej maści).

Albo Polska, albo Polin

Już po wysłaniu niniejszego felietonu do publikacji znalazłem wielce interesujący utwór p. Pasierbiewicza „Są jeszcze gazety, które się pandemii górali z Góry Synaj opierają!” Oto fragmenty plus coś jeszcze z innego utworu tegoż autora (na końcu):

„Pragnę tedy serdecznie podziękować redakcji tygodnika »Warszawska Gazeta«, który z tego, co wiem, przedrukował mój list otwarty [do p. Śpiewaka, dyrektora Żydowskiego Instytutu Historycznego] jako jedyna gazeta prawicowa. Ogromnie ważnym dla mnie jest, że mój list ukazał się drukiem w ponurym czasie, kiedy pewne gremia żydowskie starają się przedstawiać Polaków jako naród szmalcowników, którzy rzekomo masowo wydawali Żydów niemieckim oprawcom. W tym kontekście nie byłbym sobą, gdybym na głos nie powiedział, że polski rząd i prezydent RP wykazują się jakąś dla mnie kompletnie niezrozumiałą uległością wobec pandemii owych szkalujących dobre imię Polski izraelskich »Hunów«. (...) I dlatego jeszcze raz, dla oddanej prawdzie historycznej i odważnej redakcji tygodnika »Warszawska Gazeta« – wdzięczność przeogromna. (...) A prawda jest taka, że albo będzie Polska, albo Polin. Kumacie? (...) Zaś tym, którzy wymiękają przed biorącym nas pod but Żydowskim Stowarzyszeniem B′nai B′rith w Rzeczypospolitej Polskiej dedykuję tę kultową piosenkę do słów Juliana Tuwima – vide: https://www.youtube.com/watch?v=EdmZYu9Lths”.

„Gazeta Warszawska” specjalizuje się w parafrazach literackich. Oto jedna z nich: „Kiedy żydzi przyjdą ukraść twój dom, ten, w którym mieszkasz – Polskę...”. Trzeba temu dać odpór, chyba najlepiej przez zwrócenie się o pomoc do p. Pruchnickiego. Pan Pasierbiewicz, nie tylko niezawisły bloger oddany prawdzie, podobnie jak „Gazeta Warszawska”, oraz sprawom ważnym dla polskiego państwa, ale także literat (wprawdzie niezbyt wzięty), mógłby napisać stosowną petycję do kogoś, kto czynem udowodnił, że oparł się pandemii górali z góry Synaj.

A mnie pozostaje satysfakcja, iż tak wybitna postać jak emerytowany nauczyciel akademicki (w randze adiunkta) docenił niebywałą siłę B’nai B’rith Polin. Teraz już wiem, po co byłem jednym z założycieli tej loży (dokładniej: jedną z osób, które starały się o jej reaktywowanie), mianowicie aby próbować brać pod but także p. Pasierbiewicza. Piszę „próbować”, bo wszystko wskazuje na to, że rzeczony prawdziwy Polak nie wymięka w obliczu rozległej epidemii, której epicentrum jest wspomniana góra.

PS Zwracam uwagę, że w powyższym tekście nie pojawiło się słowo „antysemityzm”. Nie musiało, bo nie o słowa chodzi, ale o postawy.

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Prof. Leociak: Kościół jako instytucję należy odrzucić

To już nie są czasy zdobywania nowego świata i nawracania siłą wszystkich „dzikusów”, czy tego chcą, czy nie – mówi prof. Jacek Leociak z Instytutu Badań Literackich PAN, autor „Młynów Bożych” i wydanego właśnie „Wiecznego strapienia. O kłamstwie, historii i Kościele”.

Katarzyna Czarnecka
30.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną