Kraj

PiS grozi: koniec z immunitetami sędziów i posłów

O wadze, jaką przywiązuje się do immunitetu, świadczy choćby to, że w większości krajów jego zakres regulują konstytucje. O wadze, jaką przywiązuje się do immunitetu, świadczy choćby to, że w większości krajów jego zakres regulują konstytucje. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
PiS bez obciachu, a wręcz z ostentacją zapowiada, że jeśli wygra wybory, to osłabi następny z bezpieczników demokracji. Tym razem chodzi o immunitet parlamentarny i sędziowski.

Według ujawnionego na partyjnym portalu programu wyborczego w razie zwycięstwa PiS do konstytucji zostanie wprowadzona zasada, że „poseł lub senator będzie mógł być pociągnięty do odpowiedzialności karnej, a także zatrzymany lub aresztowany decyzją podjętą na wniosek Prokuratora Generalnego, skierowany do Sądu Najwyższego”. Przypomnijmy: dziś parlamentarzysta nie może być zatrzymany ani aresztowany, jeśli nie zgodzi się na to Sejm, z wyjątkiem sytuacji, gdy zostanie przyłapany na gorącym uczynku albo jego zatrzymanie jest niezbędne do niezakłóconego przebiegu śledztwa.

PiS zapowiada ponadto, że zamierza w ogóle znieść immunitet wobec sędziów i prokuratorów – decyzję o wszczęciu postępowania karnego w sprawie sędziego lub prokuratora podejmowałby każdorazowo także Prokurator Generalny. O tymczasowym aresztowaniu decydowałby zaś Sąd Najwyższy.

Skąd się wzięły immunitety

Był styczeń 1397 r. W angielskiej Izbie Gmin wrzało. Poseł Thomas Haxey ujawnił, co się dzieje na dworze króla Ryszarda II. Szokowały nie tylko pikantne szczegóły damsko-męskie. Okazało się, że koszty wystawnego stylu życia ponosili poddani – monarcha co chwila podnosił podatki. Parlament przyjął uchwałę demaskującą skandale i skrytykował władcę za nakładanie nadmiernych obciążeń. Król odpowiedział natychmiast – poseł Haxey został oskarżony o zdradę stanu i skazany na ścięcie.

Wtedy parlamentarzyści solidarnie się zbuntowali. Wymusili ułaskawienie kolegi. Wyrok nie został wykonany. A na dodatek narodziła się idea immunitetu. Izba przegłosowała mianowicie prawo członków parlamentu do całkowitej autonomii i swobody dyskusji bez ingerencji Korony. Ta parlamentarna wolność słowa została w pełni wprowadzona dopiero w XVI w., a zagwarantowana zapisem Karty Praw w 1689 r. Wtedy przyjęto ustawę o swobodach obywatelskich, wyraźnie chroniącą debaty i czyny członków parlamentu przed jakimikolwiek próbami nacisku. Niemal równolegle deputowani walczyli o to, by do aresztowania któregokolwiek z nich potrzebna była zgoda całej Izby. Także w tym przypadku uzasadniali to możliwością wywierania na nich presji przez groźby zatrzymań i prowokacje służb policyjnych. W praktyce zwyczaj ten stosowany był najczęściej w sprawach cywilnych.

Pozycję posłów wzmocniła jeszcze rewolucja francuska. Wynikało to z uznania zasady zwierzchnictwa narodu oraz związanej z tym nadrzędnej pozycji parlamentu i jego członków wśród organów państwowych. Słynnym dekretem Mirabeau członkowie Zgromadzenia Narodowego zostali w 1789 r. zwolnieni od odpowiedzialności za opinie wyrażane w trakcie pełnienia funkcji. Rok później wprowadzono zakaz stawiania ich przed sądem – nawet w sprawach karnych – bez zgody Zgromadzenia. Konstytucja 1791 utrzymała oba przywileje.

Immunitet to nie przywilej, ale gwarancja

Rozwiązania te powielały inne kraje. Chodzi o jedno – by wybrani przez obywateli członkowie parlamentu bez skrępowania i obaw przed ingerencjami władzy wykonawczej mogli wykonywać swoje obowiązki. Immunitet nie jest więc żadnym przywilejem. Teoretycy prawa konstytucyjnego podkreślają, że celem immunitetu nie jest postawienie piastującego mandat poza zasięgiem wymiaru sprawiedliwości, lecz zagwarantowanie mu możliwości swobodnego wykonywania mandatu – zabezpieczenie przed naciskami osobistymi czy politycznymi.

W nauce prawa podkreśla się też, że immunitet działa przede wszystkim w interesie parlamentu i swobody jego działania. Przysługuje więc nie tyle posłowi, ile Sejmowi, a parlamentarzyści korzystają z niego tylko pośrednio, właśnie jako członkowie Izby. O wadze, jaką przywiązuje się do immunitetu, świadczy i to, że w większości krajów jego zakres regulują konstytucje.

Immunitet ważny też dla sądów

Zdaniem wielu jeszcze ważniejszą rolę odgrywa immunitet jako gwarancja niezależności wymiaru sprawiedliwości, zwłaszcza sądów. W tym przypadku chodzi o zabezpieczenie obiektywnego i uczciwego procesu poprzez uchronienie jego uczestników przed próbami nacisków ze strony rządów. Wszak i tu istnieje możliwość prowokacji, szantażu, ograniczania swobody wypowiedzi podczas procesów itd. Powszechnie przyjmuje się, że immunitet sędziowski jest niezbędnym w demokratycznym państwie elementem niezawisłości sędziowskiej (i, na podobnej zasadzie, niezależności prokuratorów i adwokatów).

Dlaczego PiS chce znieść immunitety

Immunitet jest czasem krytykowany, zwłaszcza ze względu na nadużywanie go do unikania odpowiedzialności. Tyle że równocześnie aktualne i bynajmniej nie błahe pozostają główne powody, dla których parlamentarzyści i sędziowie powinni jednak korzystać ze wzmożonej ochrony. Szczególnie w Polsce ostatnich lat.

Wymowne są zresztą same detale planu Kaczyńskiego i kolegów. Wszak inicjatorem postępowania karnego wobec posła lub senatora byłby Prokurator Generalny, a więc w obecnej konstrukcji ustrojowej polityk (by nie rzec: funkcjonariusz) obozu rządzącego. Zbigniew Ziobro stworzył jego znamienny wzorzec.

PiS próbuje uspokajać, że Prokurator Generalny będzie musiał przedstawić sprawę wszczęcia postępowania przeciwko parlamentarzyście czy jego zatrzymania prezydium i komisji regulaminowej Sejmu. Tyle że ciałom tym także grozi zdominowanie przez większość parlamentarną. Wniosek Prokuratora miałby rozpatrywać Sąd Najwyższy, a zatem organ, który od paru miesięcy PiS też próbuje sobie podporządkować.

Jeśli więc plan by się powiódł, koło zostałoby domknięte, a immunitet stałby się fikcją. Wszystko na dodatek pod cenionymi przez rodaków hasłami walki z przestępczością, bezkarnością elit, „układem”, korporacją sędziowską itp.

Czytaj także: „Brat bez brata”. Fragmenty książki o tym, dokąd prowadzi nas Kaczyński

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

Zapomniana historia Mietka Kosza

Film Macieja Pieprzycy „Ikar. Legenda Mietka Kosza” z brawurową rolą Dawida Ogrodnika przypomina wielką postać tytułowego niewidomego pianisty. To powód, by raz jeszcze zastanowić się nad wciąż nośnym mitem artysty straceńca.

Mirosław Pęczak
19.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną