Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Kraj

Rozpędzić to towarzystwo

Mizerski na bis

W obozie rządzącym słychać głosy, że więzieniem dobrze byłoby karać również za edukację pozaseksualną.

Do sprawy karania za edukację seksualną swoje trzy grosze nieoczekiwanie wtrąciło Polskie Towarzystwo Seksuologiczne. W specjalnym oświadczeniu PTS wyraziło sprzeciw wobec pomysłu penalizacji edukacji seksualnej i przypomniało, że edukacja seksualna jest ważna dla zdrowego rozwoju jednostki, dlatego powinna być częścią edukacji publicznej.

Zdaniem niektórych oświadczenie jest dowodem na to, że podczas dokonywania wymiany elit Jarosław Kaczyński popełnił błąd, nie wymieniając elity związanej z Polskim Towarzystwem Seksuologicznym. Jej członkowie do dzisiaj nie zostali poddani porządnej politycznej weryfikacji, co trudno zrozumieć. W końcu służby miały całe cztery lata, żeby działalność tych ludzi rozpracować, ich oświadczenia majątkowe surowo zweryfikować, a w miejsce skompromitowanego PTS powołać, powiedzmy, Narodowe Towarzystwo Dzietności, którym pokierowałby ktoś, kto z seksem się za bardzo nie kojarzy.

Wygląda na to, że ten czas został zmarnowany, w wyniku czego w kierownictwie PTS są nadal ludzie tacy jak prof. Zbigniew Lew-Starowicz, od dawna zaangażowany w popularyzację seksu w najróżniejszych pozycjach i konfiguracjach. Nie oszukujmy się, dla osób z tego środowiska seks jest czymś dobrym i całkiem normalnym, a nawet wręcz niezbędnym w życiu człowieka. W tej sytuacji nie ma się co dziwić, że głośne mówienie o seksie ze szczegółami, a także zachęcanie do jego uprawiania, od lat jest dla elit związanych z PTS główną formą aktywności.

Problem dotyczy zresztą nie tylko PTS, bo autorzy projektu „Stop pedofilii” ostrzegają, że tzw. edukatorzy seksualni dla zmylenia społeczeństwa „zakładają w Polsce liczne stowarzyszenia i fundacje o pozytywnie brzmiących nazwach, które dobrze się kojarzą i nie budzą podejrzeń”. Ludzie ci podają się przy tym „za wychowawców, psychologów i pedagogów”, jak również „legitymują się dyplomami wyższych uczelni”, co utrudnia ich zdemaskowanie i podjęcie przez służby i policję stosownych działań.

Polityka 43.2019 (3233) z dnia 22.10.2019; Felietony; s. 91
Oryginalny tytuł tekstu: "Rozpędzić to towarzystwo"
Reklama