Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Profesor Gliński i mister Hyde

Minister kultury Piotr Gliński był w minionych latach adresatem wielu, pisanych z różnych powodów i przez różne gremia, listów otwartych. Nie wiem, czy na nie odpowiadał, ale wiem, że wreszcie sam postanowił skrobnąć list otwarty, a jego odbiorcą, dość nieoczekiwanie, uczynił moją skromną osobę. Pretekstem był mój artykuł o wystawie polskiej sztuki XIX w. w muzeum Louvre-Lens. A konkretnie akapit, w którym (złośliwie – nie ukrywam) skomentowałem pismo naszego ministra do dyrektora Luwru Jeana-Luca Martineza, dotyczące możliwości – a właściwie niemożliwości – wypożyczenia naszej „Damy z łasiczką” na wielką paryską wystawę Leonarda da Vinci. Minister Gliński zarzucił mi, że w swoim komentarzu opierałem się na treści ministerialnego tweeta („skrótowego z konieczności”, jak zaznacza), a nie na samym liście, do którego zresztą nie miałem wglądu.

Teraz już mam – udostępniony przez służby prasowe resortu. Przyznaję, że obie wersje różnią się dyplomatyczną jakością. „Możemy rozważyć ten pomysł. Pod warunkiem, że Pan wypożyczy nam Mona Lisę” – to tweet. „Moglibyśmy rozważyć wypożyczenie Damy z gronostajem w przyszłości, gdyby na zasadzie wzajemności, wyraził Pan zgodę na wypożyczenie Mona Lisy na wystawę w Muzeum Narodowym w Krakowie, w odpowiednim dla Pana terminie” – to list. Sens właściwie ten sam. Ale ciekawe jest co innego. Tweet pokazuje, że na potrzeby publicznego wizerunku Piotr Gliński jest kreowany na bezkompromisowego przedstawiciela idei wstawania z kolan i walki o narodową dumę. Bo w ministerialnym tweecie pominięto np. fakt, że odmowa wypożyczenia została przekonująco i elegancko uzasadniona otwarciem w tym samym czasie Muzeum Czartoryskich, którego obraz Leonarda jest największym klejnotem.

Polityka 44.2019 (3234) z dnia 29.10.2019; Komentarze; s. 9
Reklama