Kraj

PiS się poddaje, Sasin zabiera zbrojeniówkę z MON

Premier Mateusz Morawiecki i minister Jacek Sasin podczas pierwszego posiedzenia Sejmu, 13 listopada 2019 r. Premier Mateusz Morawiecki i minister Jacek Sasin podczas pierwszego posiedzenia Sejmu, 13 listopada 2019 r. Mateusz Wlodarczyk / Forum
Nowy minister aktywów państwowych Jacek Sasin przejmie od MON nadzór nad spółkami zbrojeniowymi. PiS wraca do tego, co zastał w 2015 r. i ostro krytykował. To trzęsienie ziemi, z którego może wyjść ciekawy krajobraz.

Opublikowane w piątek rozporządzenie przydzielające ministrom nadzór właścicielski nad państwowymi spółkami daje Jackowi Sasinowi ogromną władzę i taką samą odpowiedzialność. Minister aktywów państwowych staje się carem państwowego przemysłu, energetyki i finansów, dostając we władanie firmy do niedawna podporządkowane ministrom „sektorowym”. Wśród wielu branż mających mu podlegać znalazła się zbrojeniówka.

Czytaj także: Co zrobi minister Błaszczak w drugiej kadencji

Car Sasin królem zbrojeniówki

W rozporządzeniu czytamy, że Ministerstwo Aktywów Państwowych przejmie całą Polską Grupę Zbrojeniową z firmami należącymi do grupy kapitałowej, a także wchodzące w jej skład spółki, w których skarb państwa posiada bezpośrednie udziały. Chodzi m.in. o tak ważne dla produkcji obronnej firmy jak Huta Stalowa Wola, Rosomak, Mesko czy Nitro-Chem. W portfolio zarządzanym przez Sasina znajdzie się też Polski Holding Obronny, który obecnie nie prowadzi działalności produkcyjnej, ale zarządza licznymi nieruchomościami i oferuje usługi handlowe.

Ministerstwo Aktywów Państwowych przejmie nawet zakłady stricte wojskowe – zarówno te świadczące usługi, jak i produkujące sprzęt dla armii. Wszystkie wojskowe zakłady (w sumie kilkanaście) przejdą pod nowy resort. Dodatkowo zajmie się on nadzorem nad telekomunikacyjnym Exatelem, który miał być filarem systemu cyberbezpieczeństwa organizowanego w MON. Sasin będzie też nadzorował znajdującą się poza PGZ, ale coraz wyraźniej ciążącą ku projektom zbrojeniowym poznańską spółkę Cegielski.

Czytaj także: Poradziecki sprzęt Polaków w NATO

Odejście od decyzji Szydło

Odbierając PGZ ministerstwu obrony, rząd PiS wraca do tego, co zastał, gdy przychodził do władzy w 2015 r. I do tego, co mocno krytykował. Jedną z pierwszych decyzji rządu Beaty Szydło było powierzenie kompetencji właścicielskich nad zbrojeniówką Antoniemu Macierewiczowi. Decyzja miała wspierać pisowską koncepcję wzmocnienia przemysłu zbrojeniowego przez coraz większe zamówienia z MON i jego konsolidację wokół strategicznych celów polityki bezpieczeństwa, zasilanej rosnącymi wydatkami na obronność. PGZ zaczęto nazywać elementem systemu bezpieczeństwa narodowego, a zamówienia w krajowym przemyśle uznawano za przejaw odzyskiwanej suwerenności technologicznej. Po czterech latach PiS zmienia koncepcję, zapewne za chwilę zmieni też ludzi.

Przejście PGZ pod skrzydła Sasina tworzy nową rzeczywistość dla spółek obronnych. Przyniesie też zmiany kadrowe – to konsekwencja dostosowania struktury do nowych realiów. Jak będą rozległe, o tym zdecydują już ludzie nowego resortu. Powołano już Artura Sobonia, Adama Gawędę i Macieja Małeckiego, ale nie podano szczegółowego zakresu ich obowiązków. Z tej trójki poseł Soboń był najbardziej znany z zainteresowania zbrojeniówką, choć robił to w swoim bardzo upolitycznionym stylu, m.in. ostro zwalczając francuskie caracale. Nie ma jednak pewności, czy to on obejmie nadzór nad nowymi aktywami resortu Sasina.

Czytaj także: MON chce modernizować stare czołgi

Zacznie się karuzela stanowisk

Mówi się za to o odejściu z zarządu PGZ wiceprezesa Sebastiana Chwałka, który miałby wrócić na stanowisko wiceministra do MON. Być może do nowej układanki nie będzie też pasował prezes Witold Słowik. Na szczycie PGZ stosunkowo bezpieczni mogą się czuć bliżej kojarzeni z obozem premierowskim członkowie zarządu Radosław Domagalski-Łabędzki i Michał Kuczmierowski.

Ale zarząd PGZ to tylko kilka z kilkuset stanowisk w kilkudziesięciu spółkach grupy, na których mogą nastąpić roszady. Zwłaszcza że o planach rządu wiedziało tylko wąskie grono decydentów – dla bardzo wielu prezesów znalezienie się pod nowym ministrem jest całkowitym zaskoczeniem. Oprócz nadchodzących zmian ciekawe jest jednak to, co się nie wydarzy.

Czytaj też: Wojsko dostało rozkaz – oszczędzać!

Czy zapadną niepopularne decyzje?

Jak się wydaje, przejście PGZ pod nowy resort zamyka spekulacje na temat włączenia zbrojeniowego konglomeratu w struktury planowanej Agencji Uzbrojenia. Jeszcze kilka tygodni temu było o tym głośno, a pomysł wywołał masę kontrowersji. Zabranie MON zbrojeniówki nie przekreśla utworzenia agencji, ale zmienia priorytet jej działania. To nie po stronie przemysłu leży bowiem najwięcej niewydolności systemu zamówień obronnych. Zmieniające się wymagania, festiwal priorytetów, niestabilność finansowania wieloletnich programów, mnożące się procedury i tuziny decydentów – to grzechy po stronie samego resortu obrony i podległych mu sił zbrojnych. Przemysł – nie tylko krajowy – jest w tym zdezorientowany. Naprawa systemu nie powinna więc polegać na instytucjonalnym połączeniu dostawcy z zamawiającym.

Jeśli planowi przeniesienia nadzoru nad PGZ przyświeca idea racjonalizacji, to nie należy też spodziewać się likwidacji zbrojeniowej korporacji. Takie pogłoski też się ostatnio pojawiały, choć były szybko dementowane. W nowej rzeczywistości oczekiwać należy czegoś wręcz przeciwnego – wzmocnienia roli centrali PGZ wobec podległych jej spółek, dalszego „pionizowania” zarządzania, centralizacji.

Być może odżyje całkiem sensowny, choć do tej pory blokowany pomysł stworzenia grup domenowych, odpowiedzialnych za produkcję na rzecz poszczególnych rodzajów sił zbrojnych lub skupionych wokół firm liderów, mających perspektywiczne produkty i solidną bazę wytwórczą. Nieuchronne wydają się też decyzje o pozbyciu się ciążących PGZ deficytowych zakładów, o ile tylko politycy znajdą pomysł, co z nimi zrobić, i pieniądze na osłony socjalne.

Najciekawsza perspektywa rysuje się we współpracy ze spółkami cywilnymi, nie tylko przemysłowymi. Ministerstwo Aktywów Państwowych połączy pod jednym dachem firmy finansowe, energetyczne, większych i mniejszych wytwórców, handlowców, usługodawców – lista obejmuje ponad 200 podmiotów. Gdyby tym wszystkim mądrze zarządzić, mogłoby się okazać, że da się wykorzystać w nowy sposób tkwiący w tych firmach potencjał i przede wszystkim ludzi. Nie warto bowiem przywiązywać się do obiegowego poglądu, że cały ten państwowy zasób jest nic niewarty i nadaje się do zaorania. Na pewno duża część firm sobie nie radzi, jest w kryzysie, wymaga wsparcia lub po prostu likwidacji. Ale w innych kryją się dobre pomysły i gotowe rozwiązania.

Czytaj też: Wojsko buduje najsilniejszą dywizję

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Niezbędnik

Nauki mistrza Kongfuzi

Chiński komunizm chciał odesłać nauki mistrza Kongfuzi na śmietnik historii, ale sam schodzi ze sceny. Za to autorzy azjatyckiego cudu gospodarczego chętnie kłaniają się duchowi Konfucjusza.

Adam Szostkiewicz
05.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną