Kraj

Kłopoty z rodziną

Kłopoty polityków z rodziną

Marta Kaczyńska usunęła się w cień, bo jej życie prywatne okazało się dla samotnego stryja Jarosława Kaczyńskiego bardziej kłopotem niż atutem. Marta Kaczyńska usunęła się w cień, bo jej życie prywatne okazało się dla samotnego stryja Jarosława Kaczyńskiego bardziej kłopotem niż atutem. Andrzej Iwańczuk / Reporter
Politycy lubią wykorzystywać swoje dzieci, czy w ogóle rodzinę, do ocieplania własnego wizerunku. Często jednak córki i synowie stają się balastem. I dla polityków, i dla ich partii.
Prokuratura Okręgowa w Warszawie wysłała wniosek o uchylenie poselskiego immunitetu Przemysława Czarneckiego, syna Ryszarda Czarneckiego.Mieczysław Michalak/Agencja Gazeta Prokuratura Okręgowa w Warszawie wysłała wniosek o uchylenie poselskiego immunitetu Przemysława Czarneckiego, syna Ryszarda Czarneckiego.
Zagubiona w Brukseli była premier Beata Szydło chce znów nabrać znaczenia na krajowym podwórku, tymczasem ks. Tymoteusz Szydło, syn byłej premier, odszedł ze stanu kapłańskiego.Łukasz Gagulski/EAST NEWS Zagubiona w Brukseli była premier Beata Szydło chce znów nabrać znaczenia na krajowym podwórku, tymczasem ks. Tymoteusz Szydło, syn byłej premier, odszedł ze stanu kapłańskiego.
Michał Tusk zeznaje przed komisją ds. Amber Gold. Jego ojciec Donald Tusk przyznał: „nie zawsze wykazywał wystarczającą ostrożność i roztropność”.Andrzej Iwańczuk/Reporter Michał Tusk zeznaje przed komisją ds. Amber Gold. Jego ojciec Donald Tusk przyznał: „nie zawsze wykazywał wystarczającą ostrożność i roztropność”.

Artykuł w wersji audio

„Zabrakło mi siły, żeby zaprotestować przeciwko publikacjom na mój temat”, „Dałem się uwikłać w wydarzenia, które mogły zostać błędnie odczytane jako udzielenie poparcia politycznego”, „Moja reputacja jako księdza jest zdruzgotana przez plotki i domysły” – tak ks. Tymoteusz Szydło, syn byłej premier, kilka dni przed Świętami Bożego Narodzenia, tłumaczył powody swojego odejścia ze stanu kapłańskiego.

A teraz w partyjnym centrum dowodzenia przy Nowogrodzkiej głowią się nad tym, czy zaangażowanie Beaty Szydło w kampanię wyborczą nie przyczyni się do wyborczych problemów Andrzeja Dudy. Pięć dni po oświadczeniu Tymoteusza Beata Szydło napisała na Twitterze: „Andrzej Duda jest bardzo dobrym Prezydentem Polski. Każdy z polityków Zjednoczonej Prawicy powinien zrobić wszystko, by wygrał wybory. Wierzę, że Polacy ponownie obdarzą zaufaniem Pana Prezydenta. Na decyzje personalne, dotyczące sztabu jeszcze za wcześnie”. Wygląda na to, że już wiedziała, że z tymi decyzjami mogą być teraz kłopoty.

Z PiS dochodzą głosy, że zagubiona w Brukseli była premier bardzo chce znów nabrać znaczenia na krajowym podwórku i poczuć, jak bardzo elektorat za nią zatęsknił. A jeszcze na początku grudnia, zanim Tymoteusz Szydło ogłosił swoją decyzję, wszystko było ustalone. – Andrzej zdecydował, że to Beata, bardzo popularna w elektoracie, czego dowodem było pół miliona głosów oddane na nią w eurowyborach, będzie szefową jego sztabu w kampanii o reelekcję – opowiada osoba z kręgów prezydenckich. – Nie mówię, że prezydent zmienił zdanie, ale dziś sprawa stoi pod znakiem zapytania, właśnie w związku z tym, że Tymoteusz zrzucił sutannę.

To Beata Szydło zaprosiła latem 2017 r. media na prymicję swojego syna do rodzinnego Przecieszyna. Miesiąc później, razem z połową swojego rządu, prezesem PiS i marszałkami parlamentu, na oczach kamer Telewizji Trwam wzruszała się na powtórce mszy prymicyjnej swojego pierworodnego na Jasnej Górze. Tymoteusz Szydło oświadczył na piśmie, że zdaje sobie sprawię, że jego rozpoznawalność jest związana z funkcjami, które pełni jego matka. Jednak to on pozwolił swojej matce zrobić ze swojego kapłaństwa sprawę wagi państwowej. – Uczynienie z prymicji syna uroczystości publicznej miało uwiarygodnić ją, premier, w roli strażniczki najważniejszych wartości – wiary i rodziny – które chce reprezentować jej partia. Dziś sytuacja rodzinna Szydłów staje się dla PiS jeśli nie kłopotem to wyzwaniem, bo „kryzys wiary”, o którym napisał ks. Tymoteusz, może być trudny do zaakceptowania przez elektorat partii, której Beata Szydło jest wiceprezeską – mówi Milena Drzewiecka z Uniwersytetu SWPS, psycholog społeczny, która zajmuje się przywództwem i komunikacją w polityce. Dodaje, że była premier wizerunkowo nie najlepiej radzi sobie z tą sytuacją.

Konserwatywny garnitur zadeklarowanych poglądów i budowanie na nim swojego wizerunku jest trudne do uniesienia. PiS już się o tym przekonał, i to nie raz. Marta Kaczyńska w 2005 r. pokazała się z mężem, dzieckiem i rodzicami na billboardzie wyborczym ojca „Rodzina, Uczciwość, Praca”, a krótko po wyborach wystąpiła o rozwód. W lipcu 2018 r. wyszła za mąż po raz trzeci i w PiS mają nadzieję, że już ostatni. Żartują, że do trzech razy sztuka. Marta Kaczyńska usunęła się w cień, bo jej życie prywatne okazało się dla samotnego stryja bardziej kłopotem niż atutem. Uzbrojenie polityków, szczególnie prawicy, we wszystkie możliwe przymioty moralne jest wyborczo skuteczne. Często jednak okazuje się niewygodne, bo odbiera prawo do pokazywania słabości czy popełniania błędów. Prowokuje też do wnikliwego śledzenia przejawów niekonsekwencji.

Ocieplić wizerunek premiera

Jeśli chodzi o opisywanie rodzinnych relacji polityków, za dziennikarzami stoi przyjęta w 2004 r. Deklaracja Rady Europy w sprawie swobody debaty publicznej. W art. 7 czytamy: „(...) informacje o życiu prywatnym i rodzinnym polityków mogą być rozpowszechniane – unikając czynienia zbędnej szkody osobom trzecim (...) – wtedy, gdy ma ono bezpośrednie znaczenie dla sposobu, w jaki wykonują swoje funkcje. Gdy politycy zwracają uwagę społeczeństwa na aspekty życia prywatnego, media mają prawo poddać te aspekty obserwacji”. Trudno więc zgodzić się z premierem Mateuszem Morawieckim, który, kiedy jesienią pojawiły się informacje o tym, że ks. Tymoteusz nie zameldował się w nowej parafii, tak komentował na Twitterze: „Ataki na Beatę Szydło i jej najbliższych są haniebne i absolutnie niedopuszczalne. Rodzina jest i pozostanie w Polsce świętością. Dlatego wykorzystywanie jej do walki politycznej budzi odrazę. Wierzę, że autorzy tych fake newsów i manipulacji poniosą konsekwencje”. Premier oburzał się rzekomymi manipulacjami, a kilka miesięcy temu to on wraz ze swoim otoczeniem skutecznie zmanipulował opinię publiczną.

W maju, w szczycie eurokampanii ukazała się książka o premierze autorstwa jego bliskiego współpracownika z czasów, kiedy Morawiecki kierował bankiem. Znów przypomniano, że to bankier z milionami na koncie, który wziął na bezrobotną żonę ogromny kredyt we frankach, który też np. kazał przemalować swoją służbową limuzynę, na kolor jaki bardziej mu odpowiadał. Wyborca PiS z pewnością z zakłopotaniem patrzy na takiego swojego premiera. Kiedy tylko książka trafiła do księgarń, otoczenie premiera wymyśliło ustawkę z dziećmi. W „Super Expressie” na czołówce pojawiło się zdjęcie Morawieckiego z 7- i 9-latkiem z tytułem „Morawiecki adoptował dwoje dzieci”, dodano, że dzieci premiera mogą nie wiedzieć, że zostały adoptowane. Dziennikarze ze wszystkich mediów przez wiele godzin oburzali się, że tabloid ujawnił takie osobiste informacje. Premier na konferencji prasowej skomentował poruszony: „Kochamy nasze dzieci wraz z moją żoną mocno, jesteśmy z nich dumni. Jesteśmy szczęśliwi, że są. Staramy się z żoną normalnie żyć. Dziękuję wszystkim za słowa wsparcia”.

Ale to wsparcie wcale mu nie było potrzebne, bo szybko się okazało, że dał zielone światło na ten tekst, a otoczenie premiera podrzuciło „SE” te zdjęcia. Dzień później bulwarówka znów dała premierowi, jego żonie i dzieciom okładkę „Stworzyli dzieciom dom pełen miłości”. Jeden z głównych strategów kampanijnych PiS opowiadał w rozmowie z POLITYKĄ, że sam był zaskoczony, że premier podjął tak cyniczną grę i że tak sprawnie razem ze swoim otoczeniem ograli tak wielu dziennikarzy, którzy empatię postawili ponad polityczną analizę.

Zważyli kilka interesów i uznali, że lepiej będzie dla wizerunku premiera wciągnąć jego dzieci do politycznej gry. Teraz są jeszcze małe, ma też dwójkę starszych i niech się Mateusz nie zdziwi, kiedy w przyszłości media same podejmą jakiś niewygodny dla niego temat związany z jego dziećmi. Sam przecież dał przepustkę – mówi współpracownik Nowogrodzkiej.

Bankowe kariery synów

Ryszard Czarnecki, korzystając ze swoich zasobów, wspiera najstarszego z trzech synów. „Czarnecki kandyduje do Sejmu. Jednak tym razem nie będzie to Ryszard, ale Przemysław. Zbieżność nazwisk jest kompletnie nieprzypadkowa” – rekomendował go kilka lat temu na swoim politycznym blogu. Innym razem pisał, że jeśli ktoś uważa, że on jako polityk dobrze pracuje, to może „uzna, że tak samo pracowicie i solidnie będzie spisywał się Przemek. Będę mu służył radą”. Dziś jednak na temat poważnych kłopotów swojego syna europoseł milczy. 7 listopada 2019 r. Prokuratura Okręgowa w Warszawie wysłała wniosek o uchylenie poselskiego immunitetu Przemysława Czarneckiego.

Rok temu w sylwestrową noc w jego mieszkaniu doszło do awantury o podłożu osobistym, prawdopodobnie chodziło o zazdrość. Interweniowała policja, przyjechało też pogotowie. Znajomy Czarneckiego juniora miał przeciętą dłoń. Zarzuty dotyczą kodeksowego „naruszenia czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia”, za co grozi posłowi kara pozbawienia wolności od trzech miesięcy do pięciu lat. Wygląda poważnie.

O tamtą sylwestrową noc w czerwcu, w kampanii wyborczej, pytała juniora w Polskim Radiu Małgorzata Raczyńska-Weinsberg. Dopytywała, czy czuje się odarty z prywatności. On żalił się, że jedna z telewizji stała na jego klatce schodowej, by „złapać mój komentarz, a to jest przekroczenie granic prywatności”.

Tłumaczył się tak, jakby to wcale go nie dotyczyło, choć za chwilę komentował, że nie jest to wydarzenie, którym mógłby się szczycić. Nie wiemy, jaką wersję zdarzeń przedstawił władzom PiS, ale widać na tyle dla siebie korzystną, że dostał dobre miejsce na sejmowej liście wyborczej i znów został posłem. Dziś już wiadomo, że prokuratura chce postawić mu zarzuty, ale on – choć zapowiadał to w grudniu – do tej pory nie zrzekł się immunitetu, a Sejm nie spieszy się, aby mu go odebrać. W Polskim Radiu stwierdził, że w związku z artykułami prasowymi na temat zdarzeń w jego domu ma zamiar wyciągnąć konsekwencje prawne. Na razie to prokuratura chce wyciągnąć konsekwencje wobec niego.

Senior nie chce komentować. „Czasami on przesadza ze swoją troskliwością i opiekuńczością polityczną” – żalił się na ojca Przemysław Czarnecki.

Może europoseł już stracił cierpliwość, bo to nie pierwszy raz, kiedy jego najstarszy syn wpada w tarapaty. Raz już Ryszard musiał za Przemka świecić oczami. Przy okazji rozmowy nagranej na taśmach premiera Morawieckiego wypłynęło, że ojciec załatwił synowi staż w PKO BP. Kelnerzy nagrali, jak prezes banku Zbigniew Jagiełło żali się Morawieckiemu, że mimo załatwienia dobrej pracy Przemysławowi Czarneckiemu „ten facet, ten chłopak po trzech miesiącach powiedział, że jest dużo pracy, że on myślał, że będzie luźniej itd., że ma inne plany właśnie”. Morawiecki podczas kolacji zadzwonił do Ryszarda Czarneckiego i usłyszał, że syn Przemek jest „absolutnie zdołowany” i chodzi przede wszystkim o pieniądze. „On oczywiście mówi, że chciałby więcej zarabiać” – tłumaczył senior.

Na zarobki w banku nie narzeka za to z pewnością 30-letni Kacper Kamiński, syn koordynatora służb specjalnych i wiceprezesa PiS. Od lipca 2018 r. jest doradcą delegowanego z Polski wicedyrektora w Banku Światowym, którego wskazał prezes NBP Adam Glapiński. Według „Gazety Wyborczej” Kamiński zarabia „między 120 a 150 tys. dol. rocznie, czyli około 500 tys. zł”. Kacper i Mariusz Kamińscy tłumaczyli, że posada związana była z umiejętnościami, jakie prezentował junior. Okazało się, że dotychczasowa kariera Kacpra była ściśle związana z PiS (od radnego powiatowego w Otwocku, przez pracę w centrali partii, po Brukselę we frakcji PiS). Koordynator służb specjalnych oświadczył: „nigdy w żaden sposób nie zabiegałem o zatrudnienie mojego Syna w Banku Światowym, z nikim nie prowadziłem również na ten temat żadnych rozmów”. Wszystkich, którzy będą insynuować coś przeciwnego, Kamiński postraszył sądem.

Młode, zdolne

Mało skuteczny okazał się jednak Mariusz Kamiński, kiedy razem z prezesem PiS próbował zastraszyć Mariana Banasia. Namawiając go do rezygnacji, użyli mocnych argumentów – kontrole w interesach jego syna Jakuba. To on zarejestrował w słynnej już krakowskiej kamienicy kilka spółek, pod jej zastaw wziął kredyt, a jedna z nich otrzymała pieniądze z UE na otwarcie hotelu. Niektórzy w PiS są przekonani, że kłopoty na „pancernego Mariana” sprowadził właśnie 40-letni Jakub. Krążą nawet plotki, że obwieszony złotem „biznesmen” dzwonił do Banasia juniora – co uwieczniły kamery TVN – ale ojciec zapewnia, że to on odebrał telefon.

W 2004 r. w Pirenejach zginął 21-letni syn Banasia i z relacji znajomego rodziny wynika, że od tamtej pory Marian Banaś jeszcze bardziej stara się chronić pozostałą trójkę dzieci. Szef NIK pytany w TVP o kredyt dla syna pod hipotekę kamienicy, mówił: „Który z ojców nie pomoże synowi?”. Jakub za „dobrej zmiany” zaczął robić karierę w państwowych spółkach. W 2018 r. został prezesem w Przedsiębiorstwie Sprzętu Ochronnego Maskpol, który należy do PGZ. Odszedł po kilku miesiącach, by zostać pełnomocnikiem zarządu Banku Pekao SA, z pensją zbliżoną do dyrektorskiej – według nieoficjalnych danych ok. 30 tys. zł. Ale Jakub Banaś od grudnia już nie pracuje w banku, a Banaś z NIK odchodzić nie zamierza.

Oświadczył, że był gotów złożyć urząd, ale tego nie zrobił, bo stał się „przedmiotem brutalnej gry politycznej”, „Zdecydowanie będę stawał w obronie mojego dobrego imienia i mojej rodziny”. Wygląda na to, że PiS chętnie wspiera kariery dzieci tych, którzy służą interesowi partii, ale kiedy ktoś już z partią nie chce współpracować, to kończą się też kariery dzieci.

Na razie rozwija się kariera syna Julii Przyłębskiej – prezes TK, „towarzyskiego odkrycia” Jarosława Kaczyńskiego. Marcin Przyłębski, germanista z wykształcenia, dostał swoją szansę niedługo po tym, kiedy jego matka została sędzią TK, a ojciec ambasadorem w Niemczech. Najpierw w zrepolonizowanym Banku Pekao, a od dwóch lat jako dyrektor zajmuje się wizerunkiem PZU, ubezpieczeniowego giganta. „Dzieci polityków, nasze dzieci, są młode, zdolne, wykształcone, znają języki i dokonują własnych wyborów życiowych i naprawdę nie potrzebują do tego mamy albo taty” – tak rzeczniczka rządu Joanna Kopcińska broniła ich karier w państwowych spółkach.

Lipa i patologia

Jak najdalej od obszarów ojca długo trzymał się Michał Tusk. Ojciec premierowskich wnuków wzbudzał powszechną sympatię, nie sprawiał żadnych politycznych kłopotów i bez rozgłosu szukał swojego zawodowego miejsca. Jednak w 2012 r. w tym wizerunku coś pękło. Junior Tusk wplątał się w związki z biznesami Marcina P., który rozkręcił piramidę finansową Amber Gold. Wyszła na jaw sprawa notatki ABW przekazanej szefowi rządu i pytania, czy Tusk się z nią zapoznał i czy ostrzegł syna przed biznesowymi relacjami z P. Tusk zaprzeczał, ale PiS podsycał ojcowsko-synowski dramat. Politycy PiS doczekali się z ust juniora słów, które będą mu zapewne wypominane, ilekroć zechcą dołożyć byłemu premierowi. PiS – choć nie ma na to dowodów – stawia tezę, że ojciec ostrzegł syna przed oszustem, a nie ostrzegł klientów Amber Gold, a zatem nie uchronił ich przed defraudacją oszczędności życia.

Michał, przesłuchiwany w 2017 r. przez komisję śledczą, stwierdził, że on i jego ojciec zdawali sobie sprawę, że Amber Gold „to jest, mówiąc tak kolokwialnie, lipa (...), czyli że są pewne podejrzenia wokół Marcina P.”. – Postawił ojca w trudnej sytuacji. Michał Tusk jest specjalistą od komunikacji w sensie transportu i przed komisją wyszło, że do zręczności komunikacyjnej ojca, w sensie socjotechnicznym, bardzo wiele mu brakuje – ocenia Milena Drzewiecka. Dodaje, że byłemu premierowi zdecydowanie łatwiej było uśmiechać się na zdjęciach z córką i komentować jej wpisy na szalenie popularnym blogu, niż komentować wystąpienia syna przed sejmową komisją. Ale i tak całkiem dobrze Tusk wyszedł z tych tarapatów. Z tej kolokwialnej „lipy” wielkie używanie miały „Wiadomości” TVP.

Telewizja prezesa Jacka Kurskiego, przemilczając kłopoty dzieci polityków partii rządzącej, chętnie bierze na warsztat latorośle tych, którzy PiS krytykują. Ostatnio przyczyniła się do popularności rapera Maty, który wypłynął na szerokie wody utworem „Patointeligencja”, traktującym o pełnym używek życiu młodzieży z tzw. dobrych domów. Fragment klipu był obrazkiem do materiału „Wiadomości” z paskiem „Bunt sędziowskiej kasty”, a dotyczył ustawy kagańcowej. „Władza bez odpowiedzialności to prosta droga do patologii” – dowodził sztandarowy program TVP. I dalej: „O patologii świata elit, również tych prawniczych, opowiedział w swojej piosence »Patointeligencja« raper Mata, prywatnie syn prawnika, prof. Marcina Matczaka, częstego gościa liberalnych mediów, zagorzałego przeciwnika zmian w wymiarze sprawiedliwości”. Wiadomo, że to zaangażowanie ojca rapera w walkę o praworządność rozsierdziło redaktorów. Profesor Matczak nie chce komentować twórczości syna, choć wiadomo, że wspiera go w artystycznej działalności. Jedynie na Twitterze opublikował selfie z synem, podpisując je: „Słuchajcie swoich dzieci! Mają Wam wiele mądrych rzeczy do powiedzenia”.

Rodzicem się jest

Politycy rodzice, którzy wpadną w wizerunkowe kłopoty z powodu swoich dzieci, niech wsłuchają się w rady ekspertów od wizerunku. Zbyt często, chcąc szybko wyjść z tarapatów, wybierają drogę na skróty. (Przykładem jest tu niekończąca się opowieść o kłopotach dzieci i wnuków Lecha Wałęsy). Zaprzeczają faktom albo próbują odebrać wiarygodność mediom, które opisują wpadki ich pociech.

Tusk posłuchał ekspertów i przyznał: „mój syn bardzo otwarcie stwierdził w wielu publicznych wypowiedziach, że zdaje sobie sprawę, iż popełnił poważne błędy. Mam do mojego syna pełne zaufanie, znam go jak prawie nikt na świecie”. Dodał, że Michał jest „otwarty, uczciwy i silny, jednak nie zawsze wykazywał wystarczającą ostrożność i roztropność”.

Kilka lat temu wyszło na jaw, że syn Wandy Nowickiej wychwalał w internecie Stalina, a zamordowanych w Katyniu określił darmozjadami. Posłanka wspominała, że najgorsza była presja, żeby odcięła się od niego. Stwierdziła, że niezależnie od tego, co sądzi o poglądach Michała, a tych nie podzielała, to matką jest się całe życie, a parlamentarzystką się bywa. Łatwo odwrócić się od celebryty, który najpierw dał politykowi poparcie, a potem stał się skandalistą, ale od dzieci już trudno.

Beata Szydło też nie może odciąć się od swojego syna, a PiS jej ze swoich szeregów wyrzucić nie wypada. – Pani Szydło mogła na tę sytuację zaradzić jednym tweetem w stylu: synu przepraszam, że wciągnęłam cię do polityki, kocham cię bez względu na to, czy jesteś księdzem, czy nie – mówi dr Drzewiecka. Jeśli wierni z jego parafii w Buczkowicach uważają, że postąpił słusznie – co przyznawali przed dziennikarzami – i mają nadzieję, że Tymoteusz szczęśliwie ułoży sobie życie, to i elektorat Szydło też jej może wybaczyć. Problem w tym, jak się te sprawy rodzinne rozgrywa. I jak mocno wiąże się własne dzieci z własną karierą.

Polityka 3.2020 (3244) z dnia 14.01.2020; Temat z okładki; s. 24
Oryginalny tytuł tekstu: "Kłopoty z rodziną"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Dramat dzieci z wrodzonymi wadami

Co roku rodzi się ponad 2 tys. dzieci z głębokimi wadami. Ich rodziców czasem trzeba zastąpić lub im pomóc. Lecz nie ma kto tego zrobić.

Agnieszka Sowa
01.11.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną