Kraj

Krajobraz w TVP po Jacku Kurskim. Co się mówi w kuluarach?

Kurski może liczyć na 112 tys. zł brutto odprawy. Kurski może liczyć na 112 tys. zł brutto odprawy. Adam Chełstowski / Forum
Jacek Kurski został odwołany z funkcji prezesa TVP, ale formalnie decyzja jeszcze nie została ogłoszona. Jego następcą ma zostać Mateusz Matyszkowicz, a Marzena Paczuska przejmie nadzór nad Telewizyjną Agencją Informacyjną. Co się zmieni? I czy Andrzejowi Dudzie ten manewr się opłaci?

Jacek Kurski musiał odejść z fotela prezesa po czterech latach i dwóch miesiącach. Kontrolowana przez partię Kaczyńskiego Rada Mediów Narodowych (RMN) w kilka godzin podjęła w piątek – jednogłośnie i korespondencyjnie – uchwałę w sprawie odwołania go. To jedyne ciało, które może powoływać i odwoływać prezesów. Na pięcioro jej członków troje to politycy PiS: Krzysztof Czabański (przewodniczący), Joanna Lichocka i Elżbieta Kruk. Są jeszcze Juliusz Braun (z rekomendacji PO, były prezes TVP) i Grzegorz Podżorny (z nadania Kukiz ’15).

W poniedziałek (9 marca) w RMN miał powstać protokół z przebiegu głosowania, jej przewodniczący miał go podpisać i przekazać do władz spółki. Jednak tak się jeszcze nie stało i oficjalnie dymisji Jacka Kurskiego nie ma. Podobno wszystko się opóźnia, bo prezes TVP chce jeszcze zachować wpływy w telewizji i czeka na gwarancje nietykalności jego ludzi na kluczowych stanowiskach, głównie w pionie informacyjnym i w TVP Sport.

Po kilkudniowym przeciąganiu liny w obozie PiS Andrzej Duda w piątek ok. godz. 23, czyli krótko przed konstytucyjnym terminem, ogłosił decyzję o podpisaniu ustawy o przyznaniu 1,95 mld zł na media publiczne, głównie TVP. Zwlekał tak długo, bo nie ufał Kaczyńskiemu, że ultimatum – podpis za dymisję Kurskiego – stanie się faktem. Dopiero gdy Czabański go zapewnił, że większość członków RMN opowiada się za odwołaniem szefa TVP, Duda zdecydował się ustawę podpisać. Rok temu prezydentowi też obiecano, że poszerzy swoje wpływy w zarządzie TVP w zamian za 1,1 mld zł dla TVP. Ale Kurski nie podzielił się władzą z nowymi wiceprezesami. Teraz Duda nie dał się wykiwać i postawił na swoim.

Będzie konkurs na stanowisko prezesa TVP?

Juliusz Braun, członek RMN i były prezes TVP, wysłał już do Krzysztofa Czabańskiego pismo z wnioskiem o przeprowadzenie otwartego konkursu na stanowisko prezesa zarządu. Formalnie konkursu wcale może nie być, bo nie ma takiego obowiązku. Któryś z członków RMN może zgłosić czyjąś kandydaturę, a reszta ją po prostu poprze w głosowaniu. Stało się tak w styczniu w przypadku Polskiego Radia. RMN zbiera się 25 marca – wtedy zapadnie decyzja, czy konkurs się odbędzie.

Nasi rozmówcy potwierdzają, że pełniącym obowiązki prezesa zostanie Mateusz Matyszkowicz. On jest też typowany jako najpoważniejszy kandydat do przejęcia stanowiska po Kurskim. Do zarządu wszedł w kwietniu 2019 r., gdy zagrażający samodzielności Kurskiego w zarządzaniu Piotr Pałka najpierw został zawieszony w pełnieniu funkcji wiceprezesa, a potem sam zrezygnował. Do tej pory Matyszkowicz jako wiceprezes odpowiadał za obszary związane z kulturą. Drugim wiceprezesem jest Marzena Paczuska, która weszła do zarządu w marcu 2019 r. na żądanie Dudy – miała zadbać o jego interesy. Ale Kurski, zresztą pozostający z nią w konflikcie, nie chciał oddać jej nadzoru nad Telewizyjną Agencją Informacyjną (przygotowuje wszystkie programy informacyjne i publicystyczne telewizji). Paczuska najpewniej teraz zyska te wpływy.

Fotel szefowej „Wiadomości” opuściła, bo nie chciała podgryzać prezydenta, gdy był z PiS na wojennej ścieżce po wetach do ustaw sądowych. Zastąpił ją wtedy Jarosław Olechowski. Kurski uznał, że awansując go z reportera na szefa, dostanie gwarancję, że linia partyjna zostanie utrzymana. Miał rację. Olechowski objął potem stanowisko szefa TAI, „Wiadomościami” kieruje zaś Danuta Holecka. Chodzą słuchy, że żadne z nich nie może być pewne stanowiska.

Z informacji Wirtualnych Mediów wynika, że być może do zarządu TVP wejdzie trzecia osoba. W styczniu pojawiła się informacja, że ze środowiska Porozumienia Jarosława Gowina kandydatem na fotel wiceprezesa miałby być Lech Jaworski. Jesienią 2019 r. bez powodzenia startował w wyborach parlamentarnych, ma doświadczenie pracy w mediach.

Inny scenariusz zakłada, że do kierowania TVP zostanie tymczasowo oddelegowany z rady nadzorczej Maciej Łopiński, który trzymał sztamę z Kurskim. A jeśli chodzi o byłego już prezesa TVP, w PiS słychać, że czeka na niego jakieś dobrze płatne stanowisko w spółce skarbu państwa. Według wyliczeń Gazety.pl Kurski może liczyć na 112 tys. zł brutto odprawy.

Czytaj też: Jak się robi kampanię

Matyszkowicz Kurskiemu się nie sprzeciwiał

Matyszkowicz, który ma awansować na prezesa TVP, jest filozofem, mediewistą, absolwentem Uniwersytetu Jagiellońskiego, tłumaczył św. Tomasza z Akwinu. Były redaktor „Teologii Politycznej”, naczelny kwartalnika „Fronda LUX” i Fronda.pl. W Telewizji Republika prowadził program „Literatura na Trzeźwo”. Publicysta Piotr Zaremba tak o nim pisał: „Kiedy został dyrektorem TVP 1, zaczął wyciskać swe piętno na innych sferach twórczości. Dziś TVP walczy o widza pierwszych od lat seriali historycznych. Nawet obśmiewana »Korona królów« ożywiła zainteresowanie zwykłych ludzi historią, a przy okazji stała się sukcesem frekwencyjnym”.

W rozmowie z „Rzeczpospolitą” cztery lata temu, kiedy objął funkcję dyrektora TVP Kultura, Matyszkowicz zapowiadał: „Funkcja dyrektora TVP Kultura, która jest anteną publiczną, powinna się opierać na niepolitycznym traktowaniu kultury. A ja tak właśnie do kultury podchodzę. Uważam, że jest bardzo wiele środowisk, narracji, sposobów myślenia, które dotychczas nie miały swojego miejsca na antenach mediów publicznych. Dlatego chciałbym takiej TVP Kultura, która będzie telewizją otwartą i którą wybiera się właśnie dlatego, że nie jest robiona przez żaden »salonik«, żadne wąskie środowisko”.

Przez prawie rok pracy w zarządzie Matyszkowicz nie przeciwstawiał się temu, co robił Kurski. Choć razem z Paczuską mogli prezesa przegłosowywać, to nie korzystali z tej szansy. Prawda jest taka, ze Kurski robił, co i jak chciał, a Matyszkowicz na to pozwalał. Na wielką zmianę w telewizji raczej nie ma więc co liczyć.

Wojna Dudy z Kurskim

Z żądaniem odwołania Kurskiego nie chodzi wcale o to, że prezydent nie zgadzał się na toporną propagandę, pragnął więcej pluralizmu czy misji. Chodziło o to, że jego w tym wszystkim było za mało, a jak już był, to nie tak, jak chciał. Wojna Dudy z Kurskim trwa od dawna. Kurski zaatakował prezydenta po lipcowych wetach. Przed jego orędziem wyemitował wystąpienie ówczesnej premier Beaty Szydło. „Wiadomości” zignorowały pomysł Dudy na referendum konstytucyjne. Pokazywały migawki z jego podróży po Polsce, ale w sposób mało atrakcyjny dla widza. A kiedy żona Kosiniaka-Kamysza w zawoalowanej formie zaatakowała Agatę Kornhauser-Dudę, to „Wiadomości” jej nie broniły. Można by długo wyliczać.

Po odejściu Kurskiego widzowie TVP uświadczą pewnie więcej materiałów promocyjnych o Dudzie. A po kampanii? To się jeszcze okaże. Duda powinien się liczyć z konsekwencjami, kiedy wymusza coś na Kaczyńskim. Jeden z polityków PiS tak o tym mówi: – Wiadomo, że jeśli jedną ręką Andrzej Duda podpisywał ustawę o kasie dla TVP, to druga, którą dosięgnął zarządu telewizji, zostanie mu obcięta.

Czytaj też: „Niefortunna stopklatka”. Jak TVP ograła sprawę Lichockiej

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Niespotykanie niewidoczny człowiek. Minister Kościński

Tadeusz Kościński przyjął tekę ministra finansów, ale się nie cieszy. Nominacji nie zawdzięcza swoim kompetencjom, ale temu, że już w 2015 r. znalazł się w drużynie Morawieckiego. Teraz musi znaleźć pieniądze na wydatki projektowane na Nowogrodzkiej.

Joanna Solska
26.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną