Kraj

Afera maseczkowa. Szumowski powinien podać się do dymisji

Minister zdrowia Łukasz Szumowski Minister zdrowia Łukasz Szumowski Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta
Medycyna to nie polityka – tutaj honor, uczciwość i odpowiedzialność znaczą to, co znaczą. Chciałoby się, żeby godność polityka dorównywała godności lekarza.

Zgodnie z zasadami życia publicznego przyjętymi w krajach demokratycznych i praworządnych afera z kumoterskim, jeśli nie korupcyjnym, zakupem masek przez resort zdrowia od znajomego ministra powinna skutkować natychmiastowym złożeniem urzędu. Gdyby tego honorowego obowiązku minister prof. Łukasz Szumowski nie dopełnił, zwolnić go z urzędu powinni premier i prezydent.

Powody po temu są co najmniej dwa: skandaliczna transakcja oraz mówienie nieprawdy przez ministra, odżegnującego się od bliższej znajomości z panem Łukaszem G., jego instruktorem narciarskim i niesławnym dostawcą maseczek w jednej osobie. Niestety nie jesteśmy państwem, w którym rządziłyby prawo i sprawiedliwość, nie mówiąc już o dobrych obyczajach. Można sobie łatwo wyobrazić, że Szumowski przetrwa. Lecz gdzie się znajdzie po upadku PiS? Niechaj sobie sam na to pytanie odpowie.

Od górala do biznesmena od maseczek

W świetle ustaleń dokonanych przez dziennikarzy „Gazety Wyborczej” wina ministerstwa, a więc i ministra, jest bezsporna. Bezsporna jest również wina wiceministra Cieszyńskiego. Fakty opisane w artykułach publikowanych od kilku dni przez „Gazetę Wyborczą” są zdumiewające. Trudno pojąć, że profesor medycyny może uczestniczyć, choćby marginalnie, w takich grubymi nićmi szytych „dealach”. I to jeszcze w czasie pandemii, gdy brakuje środków, za to nie brak osób starających się zarobić na tym wielkim nieszczęściu.

Choć wielu dostawców składających rzetelne oferty nie może porozumieć się z resortem zdrowia, rząd dokonuje zakupu dużej partii sprzętu od przypadkowego człowieka, nieprowadzącego działalności w tej branży, za horrendalnie zawyżoną cenę. Sprawą zainteresowało się CBA i prasa, dzięki czemu wyszło na jaw, że pan Łukasz G., instruktor i właściciel pensjonatu w Zakopanem, w którym zatrzymuje się rodzina Szumowskich, postanowił skorzystać z koneksji, przeistaczając się z górala w biznesmena od maseczek.

Za pośrednictwem brata ministra Marcina Szumowskiego nawiązał kontakt z wiceministrem Januszem Cieszyńskim, który uruchomił następnie transakcję. Pan od nart zarobił sobie na tym parę milionów. Dziecko mogłoby uwierzyć, że zarobił tylko on. Szumowski wpadł w panikę, twierdząc, że z panem G. od lat nie ma kontaktu i w ogóle o niczym nie wiedział. Kontakt, jak ustalili dziennikarze, jednak miał, i to w styczniu. Zresztą nie ma to wielkiego znaczenia. Sam fakt, że znajomy ministra załatwia sobie kryminalny kontrakt z jego urzędem, wystarczy, żeby taki minister wyleciał z kartonowym pudłem na bruk. I to natychmiast. A minęło już kilka dni.

Jest popyt na maseczki, ceny idą w górę

Warto w tym kontekście przypomnieć dobre praktyki, gdy chodzi o współpracę rządu z firmami produkującymi leki i wyroby medyczne w nadzwyczajnym czasie epidemii i obowiązywania specjalnych ustaw, pozwalających dokonywać zakupów z pominięciem procedur przetargowych. W takiej sytuacji najważniejsze jest zaufanie.

Rząd musi nawiązywać współpracę z poważnymi i sprawdzonymi partnerami, gwarantującymi terminowe dostawy wyrobów należytej jakości. Ponadto muszą to być partnerzy godni zaufania pod względem godziwego zysku, jaki mogą osiągnąć dzięki specjalnym kontraktom i zamówieniom rządowym. Popyt na maseczki, rękawiczki, kombinezony ochronne czy respiratory bardzo wzrósł, a wraz z nim ceny. Podrożało wiele elementów w całym łańcuchu dostaw i produkcji, a niejedna firma produkcyjna bądź handlowa wykorzystuje okazję do podniesienia marży zysku. Dlatego dostawcy, z którymi negocjują odpowiedzialne rządy, muszą być transparentni, gdy chodzi o koszty i marże.

Zysk kontrahentów rządu w obecnych warunkach powinien być nie tylko umiarkowany, lecz po prostu niewielki. Tego wymaga patriotyzm przedsiębiorców. Niezależnie od tego, czy firma dzwoni do rządu, czy rząd do firmy, relacje biznesowe, jakie z tego wynikają, nie mogą być czysto biznesowe. W grę wchodzą dary, a także rezygnacja z największego zysku, jaki jest możliwy do uzyskania. To sprawa honoru, a także wizerunku firmy.

Sprawa zakupu masek nie jest zresztą jedyną skazą na wizerunku ministra, którego nawet opozycja i liberalne media długi czas nie mogły się nachwalić. Warto przypomnieć, że Szumowski lubił zmieniać zdanie (np. w kwestii przydatności maseczek), a jego polityka sanitarna dziwnie konweniuje z taktyką polityczną Jarosława Kaczyńskiego. Można odnieść wrażenie, że Ministerstwo Zdrowia żyruje decyzje związane ze społeczną kwarantanną, których treść jest medyczna, lecz ukryta natura – polityczna. Generalnie chodziło o to, żeby nie było za dużo potwierdzonych przypadków Covid-19, dzięki czemu zorganizowanie wyborów w maju nie wydawałoby się części społeczeństwa czymś nieakceptowalnym z punktu widzenia bezpieczeństwa. W celu osiągnięcia tego efektu resort manipulował danymi – a w jaki sposób, to wyjaśniał nasz specjalista dr Stefan Karczmarewicz.

Podkrążone oczy nie wystarczą

Przede wszystkim jednak, wbrew propagandzie rządowej, służba zdrowia nie była dobrze przygotowana do nadzwyczajnej sytuacji epidemicznej, a w ciągu minionych trzech miesięcy wcale dobrze nie funkcjonowała. Brakowało sprzętu ochronnego i respiratorów m.in. dlatego, że infrastruktura kryzysowa została przez rząd przed wybuchem epidemii znacznie ograniczona. Gdy już pojawił się wirus, zamiast wydzielać w szpitalach pomieszczenia dla chorych na Covid-19, zdecydowano się na bardzo ambitny, lecz trudny wariant ze szpitalami jednoimiennymi. Dochodziło następnie do bardzo poważnych kryzysów związanych z zamykaniem oddziałów i całych placówek, w których pojawili się zakażeni.

Regulacje sanitarne w szpitalach sprawiły, że wielu pacjentów potrzebujących natychmiastowej pomocy, a stwarzających ryzyko, że mogą być nosicielami SARS-CoV-2, nie otrzymało jej na czas. Niepojęty (albo i wytłumaczalny – niestety, czysto politycznie) jest opór władz i samego Szumowskiego przed masowym testowaniem grup ryzyka, a zwłaszcza pracowników służby zdrowia, których władze traktują bardzo obcesowo. Liczba zakażonych pośród nich jest bardzo wysoka w porównaniu z innymi krajami. Naprawdę strach pomyśleć, co by było, gdyby krzywa zachorowań wyglądała w Polsce tak jak we Włoszech czy Hiszpanii. Wygląda znacznie korzystniej i z pewnością jest to w dużym stopniu zasługa podjętych środków, a więc i samego Szumowskiego. Jednak błędy i zaniedbania są oczywiste, zgony, których dałoby się uniknąć, miały miejsce (przykładów dostarczają liczne materiały prasowe), a niektóre decyzje, jak odmowa stałego testowania pracowników ochrony zdrowia, są po prostu skandaliczne. Zresztą sytuacja wciąż jest niełatwa, bo np. kryzys sanitarny i pracowniczy w domach pomocy społecznej nie został jeszcze zażegnany.

Wyzwanie dla Szumowskiego

Prof. Szumowski słynie jako wybitny kardiolog, lecz nie jest dobrym ministrem i wcale sobie dobrze nie poradził z epidemią. Kreowanie go na bohatera z podkrążonymi oczami było tyleż łatwe, co nieuzasadnione. Każdy minister byłby dziś bohaterem. Tylko że jeden przez chwilę, a inny na zawsze. Obawiam się, że chwila Szumowskiego minęła. Teraz czas na złożenie urzędu. To najlepsze, co może zrobić dziś dla nas i samego siebie. Panie Ministrze, rzucam Panu wyzwanie – jeśli nie poda się Pan do dymisji, to proszę nam wyjaśnić, dlaczego. Tylko proszę nie mówić, że przy tym strasznym bałaganie, jaki zwyczajowo panuje w ministerstwie, o niczym Pan nie wiedział, bo nawet jeśli to prawda, to przecież odpowiada Pan moralnie za wszystko, co dzieje się w gmachu przy ul. Miodowej w Warszawie – również za to, o czym Pan nie wiedział.

Medycyna to nie polityka – tutaj honor, uczciwość i odpowiedzialność znaczą to, co znaczą. Chciałoby się, żeby godność polityka dorównywała godności lekarza. Niestety, na razie tak nie jest. Prof. Szumowski jest na pierwszym miejscu lekarzem, bo lekarzem się jest, a politykiem tylko bywa. W imię godności tego szczytnego zawodu powinien bez wahania zrobić to, co należy do człowieka honoru.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Fotoreportaże

Urok małych liczb. Najlepsze polskie apartamentowce

Zamiast balkonów na długość stopy i niedoświetlonych parapetów są szerokie tarasy i wielkie okna, zamiast anonimowości – przestrzenie, które sprzyjają spotkaniom z sąsiadami. Najlepsze polskie apartamentowce mają mało mieszkań, wyjątkową architekturę i położenie. Niestety, kameralne wciąż znaczy rzadkie i ekskluzywne.

Marta Polny
28.09.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną