Kraj

Szumowski idzie w zaparte, ale eldorado kiedyś się skończy

Minister zdrowia Łukasz Szumowski Minister zdrowia Łukasz Szumowski Krystian Maj / Kancelaria Prezesa RM
Gdy zmieni się rząd i na nowo podejmą funkcje prokuratura i sądy, minister Szumowski będzie musiał ponieść konsekwencje wielu swoich działań.

„To jest hucpa i skandal – to wotum nieufności”, krzyczał wicepremier Piotr Gliński, gdy Barbara Nowacka próbowała zwrócić uwagę ignorującym jej wystąpienie dygnitarzom PiS. Jarosław Kaczyński też wtrącił, niezbyt głośno, swoje trzy gorsze: „chamska hołota”. Kiedyś na ludzi, którzy przyłapani na niecnocie bezwstydnie śmieją się innym w nos, mówiło się szumowiny. Kaczyński lubi archaiczne i rzadkie słówka. Może skusi się i na to?

Czytaj też: Afery Szumowskiego. Za dużo tego, by zamieść pod dywan

Czego nie rozumie Szumowski?

Czyli znów awantura w Sejmie – być może wywołana przez posłów PiS umyślnie, aby z debaty nad odwołaniem ministra Szumowskiego ludzie zapamiętali tylko kolejną gorszącą scenę, na którą machną ręką. Czy było to zaplanowane jako element farsowego spektaklu z głosowaniem nad wotum zaufania dla rządu i „wielką obrazą”, demonstrowaną przez rząd w odpowiedzi na wniosek o wotum nieufności dla Szumowskiego, czy też wyszło to spontanicznie? Trzeba przyznać, że efekt został osiągnięty. Kolejny raz Sejm stał się areną żenujących scen, które skutecznie „przykryły” meritum sprawy.

To zdumiewające. W odpowiedzi ministra Szumowskiego na zarzuty, stawiane mu w czasie odbywającej się nocą z 4 na 5 czerwca debaty nad jego odwołaniem, nie było słowa na temat wyłudzeń, jakich dokonywali jego znajomi, wykorzystujący kontakty w urzędzie. Poważne zarzuty, oparte na rzetelnej wiedzy, skwitował szyderczymi uwagami „od czapy”. Nie odniósł się też do kwestii szokującego konfliktu interesów, w którym tkwi jako biznesmen w branży medycznej i minister zdrowia w jednym, a wcześniej pozostawał w nim jako wiceminister nauki. Powtórzył tylko, że nie istnieje żaden dokument poświadczający wykonywanie przez niego czynności nadzorczych w stosunku do Narodowego Centrum Badań i Rozwoju – tak jakby dopiero istnienie podobnego dokumentu miało dowodzić konfliktu interesów.

Argument jest wprost idiotyczny, lecz zapewne minister naprawdę nie wie, co znaczy zwrot „konflikt interesów”. Niestety, nie musi wiedzieć i zapewne nie musi też poważnie się do własnych nadużyć w tej materii odnosić – w naszej kulturze społecznej pojęcie konfliktu interesów nie jest zbyt dobrze znane, a przekazanie interesów rodzinie z okazji przyjęcia funkcji publicznej brane jest za dobrą monetę. PiS może liczyć, że jego wyborcy nie będą bliżej interesować się protegowanymi firmami oraz malwersacjami przy zakupach sprzętu medycznego, a za to skupią się na wizerunku ministra, który dniami i nocami walczy o bezpieczeństwo Polaków.

Czytaj też: Władza daje swoim zarobić. Nawet na kryzysie

Taktyka na „rżnięcie głupa”

W języku potocznym istnieje zwrot „rżnąć głupa”. Wyrażenie to odnosi się do sytuacji, w której osoba znajdująca się pod presją zarzutów bądź zmuszana do zajęcia stanowiska udaje, że nie rozumie, o co chodzi, i mówi nie na temat. I właśnie tę dość rozpaczliwą, lecz i bezczelną strategię retoryczną zastosował PiS i Szumowski, urządzając spektakl słusznej obrony urażonej dumy bohaterów. Wspaniały rząd wykrwawia się na froncie walki z epidemią, a podła i zawistna opozycja próbuje politycznie zagryźć największego bohatera tych dni – ministra zdrowia. Wykorzystuje do tego niecne metody, z małego potknięcia, wynikłego z pośpiechu i zapracowania, czyniąc pretekst do ataku na męża opatrznościowego narodu.

Niestety trzeba przyznać, że opozycja, przedstawiając wniosek o wotum nieufności dla Szumowskiego, nie potrafiła wykorzystać danego jej czasu we właściwy sposób. Wystąpienia nie były skoordynowane i nazbyt skupiano się w nich na sposobie, w jaki Szumowski zarządza zwalczaniem epidemii (co zawsze jest jakoś dyskusyjne), a za mało mówiono o przestępstwach popełnianych przez osoby, z którymi jest osobiście i biznesowo powiązany. Mimo to, dzięki wypowiedziom kilku posłów Kolacji Obywatelskiej, meritum afery zostało wyartykułowane. Jednak sejmowy spektakl z wizerunkowego punktu widzenia był dla PiS raczej udany. Rząd i sam Andrzej Duda być może nie ponieśli tego dnia znaczących strat.

Daniel Passent: Premier i prezydent nie mogli się siebie nachwalić

Ale sprawa Szumowskiego na tym się nie kończy. Jest zbyt poważna, aby zakwalifikować ją do kategorii awantur politycznych, które w naturalny sposób ulegają zapomnieniu. Ta sprawa bez wątpienia wymaga śledztwa – i to nie jednego. W każdym praworządnym kraju taki urzędnik jak Szumowski dawno by stracił stanowisko, a na zarzuty odpowiadałby nie z parlamentarnej mównicy, lecz w pokoju przesłuchań.

Czytaj też: Problemy Szumowskiego. Maseczki, testy i złe znajomości

PiS odejdzie, Szumowski odpowie

To jednak pieśń przyszłości. Na razie rządzi PiS, który uznał, że opłaca mu się bronić swego człowieka. Odsunięcie go oznaczałoby przyznanie się do słabości, a to nie do pomyślenia w sytuacji, gdy z dnia na dzień obóz rządzący słabnie faktycznie. W odruchu paniki PiS idzie dziś w zaparte, przyjmując ton butny, jak to najczęściej z winowajcami przyłapanymi na gorącym uczynku bywa. A Szumowski został właśnie przyłapany in flagranti.

Jego wystąpienie w czasie debaty nad wotum nieufności było bezprzykładnym pokazem bezwstydu i manipulacji. Trzeba by napisać cały elaborat, punktując zdanie po zdaniu ten potok pełnych pogardy i pychy enuncjacji. Nie warto tego robić. Żaden komentarz nie może jednak przemilczeć jednego. Otóż cały rząd, a minister Szumowski w szczególności, przypisuje sobie zasługę w tym, że ofiar Covid-19 jest w Polsce niewiele w porównaniu z innymi krajami. Z pewnością Szumowski zna hipotezy naukowe na temat przyczyn mniejszej zjadliwości koronawirusa na wschodzie Europy i wie, że spokojniejszy przebieg epidemii w Polsce czy na Słowacji nie wynika z geniuszu rządu.

Zapewne jednak nie wie, jak podłe są tego rodzaju uproszczenia i manipulacje, gdy w tle są tysiące ludzkich tragedii i zmarli, których w swojej kłamliwej retoryce instrumentalnie i bezdusznie wykorzystuje, tocząc niegodny, utrzymany w pogardliwym tonie, pyszałkowaty dyskurs. Niemal wprost wypowiadane przez Szumowskiego twierdzenie, jakoby poprzez swą wyjątkową politykę uratował życie tysięcy osób, to jest liczbę stanowiącą różnicę między liczbą zmarłych we Włoszech czy Hiszpanii a liczbą zmarłych w Polsce, jest manifestacją bezprzykładnej pychy. Pychy, by tak rzecz, nieskalanej, bo wolnej od jakiejkolwiek moderującej ją refleksji. Trudno mi pojąć, jak ktoś o takiej mentalności i takim poziomie moralnym, a przede wszystkim tak niedojrzały może być profesorem medycyny.

Gdy zmieni się rząd i na nowo podejmą funkcje prokuratura oraz sądy, minister Szumowski będzie musiał ponieść konsekwencje wielu swoich działań. Dziś może najbezczelniej w świecie nazywać nas oszczercami, ale tylko do czasu. Na prokuratorze nie zrobi to wrażenia. Dla niego liczyć się będą fakty. A fakty są takie – przypomnijmy – że minister Szumowski:

1. ma znajomych, którzy dzięki zażyłości z rodziną Szumowskich mogli dokonać wyłudzenia i oszustwa polegającego na sprzedaży rządowi bezwartościowych maseczek (a także przyłbic) za skrajnie wygórowaną cenę, na czym zarobili kilka milionów złotych.

2. odpowiada politycznie za dokonaną w jego resorcie malwersację, polegającą na zakupie za gigantyczną kwotę 200 mln zł, po skrajnie zawyżonych cenach, respiratorów od pozbawionego jakiejkolwiek wiarygodności kontrahenta.

3. robił interesy z gangsterem Danielem O, który m.in. emitował obligacje korporacyjne bez pokrycia, mające finansować budowę prywatnej kliniki kardiologicznej w Bielsku Podlaskim.

4. przyjął i pełnił funkcję wiceministra nauki, gdy firmy, z którymi jest związany, otrzymywały wielomilionowe dotacje od podlegającej resortowi nauki agencji rządowej NCBR.

Te fakty nie zostaną zapomniane. A koniec eldorado jest już bliski.

Czytaj też: Afera maseczkowa. Szumowski do dymisji

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Nauka

Ucieczka z religii

Masowe protesty w obronie praw kobiet dały nowy impuls ucieczkom z lekcji religii. Trwającym od lat, bo szkolna katecheza to często antyreklama wiedzy, wiary i wartości.

Marcin Piątek
24.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną