Kraj

Sukces Bosaka. Narodowcy rozgościli się w polityce na dobre

Plakat wyborczy Krzysztofa Bosaka Plakat wyborczy Krzysztofa Bosaka Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta
Faszyści nie znikną z Polski i może lepiej, żeby mieli na kogo głosować, niż żeby urządzali rasistowskie marsze na Myślenice albo Białystok.

1,3 mln głosów oddanych w wyborach prezydenckich na Krzysztofa Bosaka skłania do refleksji. Czy tego chcemy, czy nie, jest politykiem trzykrotnie bardziej popularnym od Roberta Biedronia, a w poczet jego zwolenników liczy się co piąty młody Polak. Nic dziwnego. Młodzi lubią się buntować, a najłatwiejszy bunt polega na wzmocnieniu tego, co już się zna. Katolicka i nacjonalistyczna edukacja, przez którą przechodzą prawie wszyscy Polacy, nie mając prawie żadnej styczności z ideałami liberalno-demokratycznymi, dostarcza doskonałego materiału na konserwatywnych i nacjonalistycznych radykałów. Wystarczy dorzucić do pieca i masz. W każdym kraju są specjaliści od „podrywania” młodzieży. W Polsce takim specjalistą stał się Krzysztof Bosak, któremu niechętnie musiał ustąpić pierwszeństwa Janusz Korwin-Mikke. Tę niechęć było widać aż nadto dobrze, gdy podczas przemówienia Bosaka po ogłoszeniu sondażowych wyników Korwin-Mikke gawędził sobie z Braunem w kadrze kamery.

Bosak, lider Ruchu Narodowego i Konfederacji

Krzysztof Bosak to dziecko Giertychów – ojca Macieja i syna Romana. Wywodzi się jeszcze z Ligii Polskich Rodzin, narodowo-katolickiego ugrupowania, które usiłowało odgrywać rolę polskiej chadecji. Bosak jest w polskiej polityce od 15 lat (kiedy został po raz pierwszy posłem), ale jego poważna kariera dopiero się zaczyna – z punktu widzenia odbiorców mediów już dziś jest faktycznym liderem Ruchu Narodowego i Konfederacji.

Jego spektakularny sukces w wyborach odebrał Jarosławowi Kaczyńskiemu monopol na endeckość. Bosak całkiem udatnie przemawia językiem Dmowskiego i jest w tym nieporównanie bardziej wiarygodny niż Robert Winnicki, który miał wielkie aspiracje do rządu młodych dusz. Czy trzeba się z tego cieszyć? Cieszą się ci, którzy sądzą, że Konfederacja się „ucywilizuje”, przechodząc podobną ewolucję co węgierski Jobbik. Martwią się ci, którzy widzą za plecami ugrzecznionych ideologów w garniturach tabuny faszystowskich „karków”. A przecież jedno drugiego nie wyklucza. Faszyści i szowiniści nie znikną z Polski i może lepiej, żeby mieli na kogo głosować, niż żeby stawali się pastwą kibolskich gangów i urządzali rasistowskie marsze na Myślenice albo Białystok. Choć z drugiej strony partia to w razie przyszłej koalicji stanowiska, jakiś kawałek realnej władzy... Trudna rada. Nie rozstrzygniemy tutaj tego dylematu.

Na dziś trzeba się po prostu pogodzić z tym, że klerykalno-szowinistyczne i antyliberalne ugrupowanie rozgościło się w krajowej polityce na dobre. PiS z „jedynej prawicy” nieoczekiwanie przeistacza się w „mniejsze zło”. Po odejściu Kaczyńskiego może to wymusić ciążenie PiS ku centrum, bo jako partia władzy, mająca potężne struktury i wielką bazę społeczną, w radykalizmie i tak z narodowcami nie wygra. Jeśli zaś PiS przesunie się do centrum, to może wreszcie Platformie odechce się chadeckości? W końcu nie wszyscy zmieszczą się w centrum. Zobaczymy.

Naiwny i łatwowierny

Jakiś czas temu zażartowałem sobie publicznie, że „ostry cień mgły” Andrzeja Dudy to cytat z Talmudu. Żarcik był pułapką na antysemitów, dla których Talmud to jakiś tajemniczy stek bzdur, a jego cytowanie to wysługiwanie się żydowskiemu lobby. W pułapkę wpadł po sam ogon Krzysztof Bosak, nieposiadający się z oburzenia, że prezydent Polski ośmiela się powoływać na Talmud.

Ta anegdotka mówi dwie rzeczy o Bosaku: jest dość naiwny, łatwowierny i przesiąknięty antysemickimi stereotypami. Przypuszczalnie nie jest zawodowym antysemitą jak Grzegorz Braun, który kiedyś przyszedł na mój odczyt we Wrocławiu, by naurągać Żydom, ani oszalałym anarchistą jak Janusz Korwin-Mikke, który niedawno nazwał mnie nazistą i hitlerowcem, bo widzę jakąś rolę państwa w gospodarce. Jednak ani Bosakowi, ani jego wyborcom nie przeszkadza antysemityzm, a zaprawione nim mity narodowe z okolic II wojny światowej całe to środowisko łyka bez pogryzienia jak parkowa kaczka chlebek. Ta bezmyślność i bezbronna podatność na pełen przewrotnej wrogości dyskurs zranionego, resentymentalnego nacjonalizmu, podobnie jak bezkrytyczna podatność na najtańszą egzaltację religijno-nacjonalistyczną, to największa siła Bosaka, a jednocześnie najbardziej odpychająca jego cecha, którą podziela ze swoimi wyborcami.

Dla tych młodych ludzi, którzy nie wiedzą nic o historii oprócz tego, że znają kilka nacjonalistycznych mitów, Bosak jest autentyczny. Bo z pewnością Bosak, oczytany w endeckich perorach i niemający zapewne żadnej wiedzy o tragicznych czarnych kartach w dziejach narodu polskiego, a zwłaszcza o przerażających dziejach nacjonalizmów różnych nacji, wierzy w to, co mówi. Jak każdy ignorant. Tym samym jest wiarygodny dla milionów takich jak on, niemających zielonego pojęcia, dajmy na to, kim był Mussolini albo Franco i jaką rolę w dziejach nacjonalizmu odgrywał Kościół katolicki. Niewiedza oznacza bezbronność – i tę bezbronność solidarnie dzieli Bosak ze swoim elektoratem. Nie ma tu przebiegłości i złej woli – jest tylko zwykła ignorancja. Ignorancja pełna godności, inteligentna i ładna. To jest trochę tak jak z tą słynną panią z TVN Style „preferującą fileta”, który „pochodzi znad morza”. Krzysztofa Bosaka też można, czy tego chcemy, czy nie, „preferować”.

PS W sztabie Trzaskowskiego głowią się, jak przejąć część elektoratu Bosaka. Na razie wymyślili, że trzeba się do niego przymilać na gruncie poglądów gospodarczych. To błąd – młodzież w gruncie rzeczy nie ma poglądów ekonomicznych, bo to są sprawy dalekie od ich życiowego doświadczenia. Wobec młodzieży – a mówię to jako belfer – trzeba być autentycznym i szczerym. A Rafał Trzaskowski to potrafi. Póki jest sobą, ma szansę na pół miliona z puli Bosaka.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Nauka

Skąd dramatyczne wahania liczby infekcji covid-19?

Czym tłumaczyć gwałtowny spadek raportowanych zakażeń koronawirusem? Rozmawiamy z dr. Franciszkiem Rakowskim z ICM, który modeluje przebieg pandemii od samego jej początku.

Karol Jałochowski
26.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną