Kraj

PiS znalazł 70 mln zł dla poczty za wybory widmo. W kieszeni podatników

Pakiet do głosowania korespondencyjnego, który zdaniem kandydata na prezydenta Stanisława Żółtka wyciekł z firmy przesyłkowej. Pakiet do głosowania korespondencyjnego, który zdaniem kandydata na prezydenta Stanisława Żółtka wyciekł z firmy przesyłkowej. Jakub Porzycki / Agencja Gazeta
W nocy z wtorku na środę PiS uchwalił poprawkę pozwalającą Poczcie Polskiej załatać dziurę finansową po „niewyborach” 10 maja. W czwartek sejmowa komisja zdrowia odrzuciła – przy wsparciu dwóch posłanek PiS – całą ustawę z tą poprawką.

Za pomocą ustaw antycovidowych PiS załatwia rozmaite sprawy. Taką właśnie ustawą wprowadził powszechne wybory pocztowe, a w nocy z wtorku na środę przyjął w komisji zdrowia poprawkę umożliwiającą Poczcie Polskiej odzyskanie pieniędzy – 70 mln zł – wydanych na druk kart do tych wyborów, które się ostatecznie 10 maja nie odbyły.

Poprawkę PiS zgłosił podczas prac nad „ustawą o zmianie niektórych ustaw w celu zapewnienia funkcjonowania ochrony zdrowia w związku z epidemią Covid-19 oraz po jej ustaniu”. Ale w czwartek, gdy komisja zdrowia głosowała cały projekt, niespodziewanie 19 posłanek i posłów opowiedziało się za jego odrzuceniem (17 było przeciw). Dwie posłanki PiS miały się pomylić.

W rozmowie z TVN24 wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński uspokajał, że projekt i tak będzie „przedmiotem debaty na posiedzeniu plenarnym Sejmu w bloku głosowań”. „Myślę, że tu nie ma z czego robić sensacji” – dodał. To znaczy, że jeśli PiS będzie chciał, to ustawę w Sejmie przyjmie.

Czytaj też: Wybory, których nie było, czyli nic za 70 mln

Dziurawa próba obrony Sasina

PO twierdzi, że przepis ma uchronić od odpowiedzialności wicepremiera Jacka Sasina, który zlecił poczcie druk kart bez podstawy prawnej (przepis o wyborach pocztowych nie wszedł jeszcze wtedy w życie). Ale jeśli ma to być d…krytka dla Sasina, to dziurawa, bo nadal jest on odpowiedzialny za niezorganizowanie wyborów. Rząd nie podał powodu, dla którego wybory w konstytucyjnym terminie się nie odbyły, a ustawa antycovidowa przewidywała, że ma je zorganizować właśnie wicepremier i minister aktywów państwowych.

Jednak dzięki tej poprawce wicepremier może uniknąć innego, tym razem karnego zarzutu: spowodowania straty w spółce skarbu państwa. Podobnie jak dyrektor Poczty Polskiej, który to bezprawne polecenie wykonał, choć powinien był odmówić ze względu na brak podstawy prawnej. Przypomnijmy, że po uchwaleniu przez Sejm, że wybory ma przeprowadzić Poczta Polska, został odwołany jej ówczesny prezes Paweł Calski. Zastąpił go wiceszef MON Tomasz Zdzikot. To on wykonał zlecenie druku kart wyborczych i zwrócił się do gmin o podanie danych wyborców, zanim wszedł w życie przepis uprawniający pocztę do przeprowadzenia wyborów.

Czytaj też: Co się nie zdarzyło 10 maja

Morawiecki ma problem

Poprawka – zapewne niechcący – wskazuje głównego winnego: premiera Mateusza Morawieckiego. Przepis brzmi bowiem: „podmioty, które w związku z przeciwdziałaniem Covid-19 zrealizowały polecenie Prezesa Rady Ministrów związane bezpośrednio z przeprowadzeniem wyborów powszechnych na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej zarządzonych w 2020 roku, (…) mogą wystąpić do Szefa Krajowego Biura Wyborczego o przyznanie jednorazowej rekompensaty na pokrycie zasadnie poniesionych kosztów(…)”.

Zatem w ustawie przyznano, że to Morawiecki wydał bezprawne polecenie. Przepis usiłuje nadać legalność działaniu premiera, bo mówi, że polecenie było oparte na przepisie wcześniejszej ustawy antycovidowej. W jej świetle mógł on wydawać polecenia związane z walką z pandemią rozmaitym podmiotom prawnym. Ale jaki jest związek druku kart akurat przez Pocztę Polską z walką z pandemią? Dlaczego tego druku nie mogła zlecić – jak zawsze – Państwowa Komisja Wyborcza?

To, że Poczta Polska będzie mogła załatać dziurę finansową powstałą w wyniku wykonania przez jej prezesa bezprawnego polecenia – to dobrze. Pieniądze za bezprawne i nonsensowne działania rządu pójdą jednak z kieszeni podatników.

Czytaj też: Czy ktoś odpowie za nieprzeprowadzenie wyborów?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Rozmowa z lesbijkami, szczęśliwymi małżonkami

Gdy słyszę, że ktoś krzyczy za mną lesba, wzruszam ramionami i idę dalej. A nawet gdybym miała zareagować, powiedziałabym: tak, lesba, i co z tego? – rozmowa z Małgorzatą Rawińską i Ewą Tomaszewicz.

Joanna Cieśla
12.06.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną