Kraj

Kto zastąpi Bodnara? Jaki scenariusz wybierze PiS?

RPO Adam Bodnar RPO Adam Bodnar Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
Nowy Rzecznik Praw Obywatelskich albo będzie efektem kompromisu pomiędzy rządem a opozycją, albo nie będzie go wcale. W zamian może być osoba „pełniąca obowiązki”.

Adam Bodnar jest pierwszym rzecznikiem zgłoszonym przez organizacje pozarządowe. A więc pierwszym obywatelskim RPO. Przez całą kadencję wykorzystywał dostępne środki w obronie atakowanej przez władzę praworządności i dyskryminowanych mniejszości, w tym osób LGBT. Bodnar był wręcz zwalczany przez partię rządzącą i jej zwolenników, z państwowymi mediami na czele. Trudno policzyć, ile razy prowadzono zbiórki podpisów pod apelem o jego odwołanie.

RPO w Senacie: „Obywatele mają czego się bać”

Będziemy mieć dublera RPO?

Kadencja Adama Bodnara kończy się 9 września. Władza z pewnością by odetchnęła, gdyby udało się jej na tym urzędzie obsadzić swojego człowieka. Być może spróbuje to zrobić na jednym z najbliższych posiedzeń Sejmu (termin zgłaszania kandydatur mija 10 sierpnia). Ale mało prawdopodobne, żeby kandydatura, którą wskaże Zjednoczona Prawica, zyskała akceptację Senatu. A musi ją zyskać.

W tej sytuacji są dwa rozwiązania: albo władza i opozycja dogadają się w sprawie kompromisowego kandydata, albo PiS zmieni ustawę o Rzeczniku Praw Obywatelskich, wykreślając z niej zapis, że dotychczasowy rzecznik pełni funkcję do czasu wybrania nowego. I dopisze urząd pełniącego obowiązki RPO. Taki p.o. mógłby pełnić funkcję dowolnie długo. Byłaby to oczywiście sytuacja sprzeczna z konstytucją, która uprawnienia daje tylko wybranemu legalnie rzecznikowi, ale nie z takimi naruszeniami konstytucji musimy żyć w Polsce PiS. Mamy dublerów w TK, możemy mieć dublera RPO.

Na giełdzie nazwisk kandydatów na nowego Rzecznika Praw Obywatelskich jest np. Marcin Warchoł, jeszcze pięć lat temu dyrektor w Biurze RPO, obecnie wiceminister sprawiedliwości znany z tego, że potrafi prawniczo uzasadnić złamanie konstytucji przez obecną władzę. W grudniu został powołany na pełnomocnika rządu ds. praw człowieka – to dziwaczna funkcja, która nie wiadomo, do czego służy. Dla PiS byłby idealnym p.o. RPO.

Czytaj też: Pięć drogowskazów Adama Bodnara

Lista z Gowinem w tle

Ale możliwe, że PiS będzie jednak dążył do kompromisu w Senacie. Wobec powiązania unijnych funduszy z praworządnością taka demonstracja dobrej woli byłaby dla władzy korzystna. Tu pada niespodziewanie nazwisko Jarosława Gowina. Spekuluje się w mediach, że w ten sposób PiS upiekłby trzy pieczenie na jednym ogniu. Po pierwsze, obsadziłby urząd człowiekiem, który zająłby się kwestiami wolności gospodarczej i prawami socjalnymi, ale raczej nie wtrącałby się w „reformę” sądownictwa, pewnie nie czepiałby się nagonki na osoby LGBT, nie broniłby konwencji stambulskiej. Po drugie, zwolniłoby się miejsce w Sejmie dla swojego posła. A po trzecie, pozbyto by się Gowina z Porozumienia i gładko ułożyło współpracę z jego zastępczynią wicepremier Jadwigą Emilewicz. Marchewką dla Gowina, oprócz godności RPO, byłaby okazja zarobienia punktów, gdyby w przyszłości chciał ubiegać się o urząd prezydenta.

„Drobiazg”: Gowin nie spełnia kryterium konstytucyjnego, bo nie „wyróżnia się wiedzą prawniczą”. Ale ważniejsze jest to, że chyba po prostu nie chce być Rzecznikiem Praw Obywatelskich.

Portal OKO.press sporządził listę nazwisk potencjalnych kandydatów PiS. Oprócz Gowina jest na niej szef MSZ Jacek Czaputowicz, który zapowiedział odejście z resortu. Też nie jest prawnikiem. I chyba też nie pali się do objęcia funkcji, na której znowu (jak w ministerstwie) będzie ubezwłasnowolniony.

Czytaj też: Za Bodnarem, przeciw szczuciu

Bardziej prawdopodobną kandydaturą wydaje się żona europosła PiS Karola Karskiego, profesorka UKSW Elżbieta Karska, z rekomendacji partii rządzącej członkini Europejskiej Komisji przeciwko Rasizmowi i Nietolerancji (ECRI). Jest przynajmniej prawniczką. Kolejny na liście OKO.press jest dr Marcin Romanowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości, od lat doradca ministra Zbigniewa Ziobry. OKO.press pisze, że jest numerariuszem (świeckim zakonnikiem) Opus Dei. To raczej nie jest kandydatura kompromisowa, na którą mogłaby zgodzić się opozycja.

Padła też propozycja, którą potraktować można jako manewr z wprowadzeniem, a następnie wyprowadzeniem kozy. Chodzi o Przemysława Czarnka, posła PiS, prawnika z tytułem doktora habilitowanego. Niedawno powiedział w TVP: „czas skończyć słuchać tych idiotyzmów o jakichś prawach człowieka czy jakiejś równości. Ci ludzie [LGBT] nie są równi ludziom normalnym i skończmy wreszcie z tą dyskusją”. Przy tej kandydaturze każda inna będzie się wydawać rozsądnym kompromisem.

Rudzińska-Bluszcz. Kandydatka obywatelska

Opozycja nic do tej giełdy nazwisk nie dorzuca. OKO.press spekuluje, że może zaproponować Sylwię Grzegorczyk-Abram, prawniczkę z inicjatywy Wolne Sądy. Prawdopodobieństwo, żeby PiS ją zaakceptował, jest zerowe. I nic nie wiadomo, by ona sama była zainteresowana kandydowaniem, skoro Wolne Sądy, jak ponad 200 organizacji pozarządowych, poparły kandydaturę głównej koordynatorki sądowych postępowań strategicznych w Biurze RPO, adwokatki Zuzanny Rudzińskiej-Bluszcz. Zajmowała się m.in. prowadzeniem spraw pro bono dla organizacji pozarządowych. Miałaby być kolejnym po Bodnarze obywatelskim RPO. To jedyna spośród wymienianych osób, która oficjalnie zgłosiła chęć ubiegania się o urząd. Prowadzi stronę poświęconą swojemu kandydowaniu i wzorem Bodnara ogłosiła program.

„Chcę Polski otwartej, w której wszyscy czujemy się bezpieczni. Rzecznik Praw Obywatelskich jest dla mnie tą instytucją, która daje głos i bezpieczną przestrzeń wszystkim, którzy potrzebują wsparcia – na skutek niekorzystnych dla nich przepisów prawnych, niesprawiedliwych czy niezgodnych z prawem wyroków sądów, niewłaściwego działania instytucji publicznych. Rzecznik jest ich sojusznikiem” – deklaruje. Raczej omija drażliwe, „genderowe”, równościowe i praworządnościowe tematy: „Jestem kobietą, matką, prawniczką, córką emeryta. W 1989 r. miałam 7 lat. Nie interesują mnie rozgrzewane do czerwoności spory światopoglądowe, ideologie, podziały. Nie rozumiem nienawiści wobec jakiegokolwiek człowieka z uwagi na jego cechy. Chcę, żebyśmy wszyscy czuli się w Polsce u siebie”. Pisze o konieczności współdziałania, debaty. Tematy kluczowe to dostęp do opieki zdrowotnej, likwidacja nierówności w edukacji, ochrona seniorów, klimatu, bezpieczeństwo w internecie. Ale jeśli się spojrzy na strategiczne postępowania sądowe, którymi kieruje w Biurze RPO, to widać, że część z nich dotyczy spraw równościowych. Choćby zaskarżenie przed RPO do sądów administracyjnych uchwał samorządów skierowanych przeciwko „ideologii” LGBT.

Można się spodziewać, że to jej kandydaturę zgłosi Platforma Obywatelska. Szczególnie że zapowiada złożenie nowelizacji ustawy o RPO, która ma przewidywać prawo zgłaszania kandydatów przez organizacje obywatelskie. Prawdopodobieństwo, że PiS zgodzi się na takiego RPO, jest jednak niewielkie.

Mówi się też o Lidii Staroń, niezależnej senatorce. Korzyści dla PiS z jej wyboru mogą być trzy: RPO zająłby się głównie sprawami socjalnymi, a więc nie wytykałby władzy niszczenia praworządności, zwolniłoby się miejsce w Senacie, o które PiS mógłby zawalczyć, a jednocześnie partia Jarosława Kaczyńskiego mogłaby ogłosić, że poszła na kompromis i zgodziła się na niezależnego RPO.

Jeśli PiS wybrałby RPO na posiedzeniu 7 sierpnia, Senat miałby czas do 8 września na jego akceptację lub odrzucenie.

Adam Bodnar dla „Polityki”: Mamy prawo żyć w czystym środowisku

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną