Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Media w imadle

Podatek od reklam i inne sposoby na media

Według przedstawicieli mediów próby podporządkowania szczególnie tych cyfrowych i elektronicznych tytułów przybrały na sile po ostatnich wyborach prezydenckich. Według przedstawicieli mediów próby podporządkowania szczególnie tych cyfrowych i elektronicznych tytułów przybrały na sile po ostatnich wyborach prezydenckich. Max Skorwider
Podatek od reklam to wierzchołek góry rozmaitych regulacji, które przygotowuje PiS, by uderzyć w wolne media.
Największe obawy, głównie nadawców telewizyjnych, jest projekt nowego prawa komunikacji elektronicznej przygotowanego przez nieistniejące już Ministerstwo Cyfryzacji.Bartek Kiełbowicz Największe obawy, głównie nadawców telewizyjnych, jest projekt nowego prawa komunikacji elektronicznej przygotowanego przez nieistniejące już Ministerstwo Cyfryzacji.

Zgodnie z planem zamiany Warszawy w Budapeszt PiS postanowił wprowadzić model węgierski również w mediach. Czyli zmusić je do kapitulacji innymi metodami niż przymusowa „repolonizacja”. Rząd znalazł sobie pretekst: wprowadzenie nowej taksy tłumaczone jest regulacjami obowiązującymi w innych krajach Unii. Albo – jak mówił premier Morawiecki, który stoi za projektem podatku reklamowego – czymś, na co rzekomo „umówiliśmy się w Unii Europejskiej już jakiś czas temu”.

Jak jest naprawdę? – Idea podatku od reklam w wydaniu polskiego rządu znacząco odbiega od pomysłu uniwersalnego podatku cyfrowego – twierdzi jednak Teresa Wierzbowska, prezes Związku Pracodawców Prywatnych Mediów Lewiatan. – Po pierwsze dlatego, że polski projekt to działanie na poziomie lokalnym, więc trudno wyobrazić sobie narzędzia jego egzekucji wobec międzynarodowych korporacji.

Po drugie, podatek cyfrowy dyskutowany w gronie 37 krajów członkowskich OECD dotyczyłby właśnie ich, tymczasem u nas przyjęto dziesięciokrotnie niższy próg przychodowy. To oznacza, że podatek ten musiałoby zapłacić znacznie więcej podmiotów, w tym te krajowe. I wreszcie kwestia trzecia. Globalny podatek cyfrowy miałby objąć jedynie podmioty cyfrowe, a nie również media tradycyjne, czyli kina, outdoor, telewizję, radio i prasę, jak chciałby polski rząd – tłumaczy.

Do tego samego projektu ustawy o podatku reklamowym wrzucono niemający nic wspólnego z tą daniną zapis, który zmusza nadawców do zwiększenia minimalnego czasu nadawania treści po polsku z 33 do 49 proc. – co uderzyłoby głównie w stacje radiowe, które nie puszczają seriali, ale wyłącznie muzykę.

Można powiedzieć, że tego rodzaju manewry to recydywa ze strony rządu.

Polityka 11.2021 (3303) z dnia 09.03.2021; Polityka; s. 24
Oryginalny tytuł tekstu: "Media w imadle"
Reklama