SŁAWOMIR SIERAKOWSKI: – Zaproponowany przez PiS Nowy Ład wzniecił dyskusję o klasach społecznych w Polsce, w szczególności o klasie średniej, której miałby zaszkodzić. Co to w ogóle jest klasa średnia w Polsce?
ANDRZEJ LEDER: – Określają ją aspiracje. Bronię tego poglądu, bo pozwala zrozumieć, jak w biednym społeczeństwie lat 90. aż 80 proc. pytanych o to, do jakiej klasy należą, odpowiadało, że do klasy średniej. Dlatego również dziś można do niej z jednej strony zaliczyć kogoś, kto w zasadzie nie ma nic poza pracą i marzeniem, że pewnego dnia zamieszka w willi, a jego dzieci pojadą na studia do Anglii, a z drugiej kogoś, kto już tę willę ma. Definiowanie tylko przez poziom dochodu i majątku oznaczałoby, że klasa średnia w Polsce jest bardzo wąska.
A ktoś, kto nie ma pracy, ale jest studentem albo ma wykształcenie?
Zwykle też aspiruje do klasy średniej. Definiowanie przez aspiracje określa dynamikę, wyobrażenie o tym, co się będzie działo z człowiekiem w przyszłości. Może jednak być tak, że ten ktoś już jutro wie, że pracę znajdzie najwyżej w Biedronce. Albo wie to już dziś.
A gdy tych aspiracji nie sposób zrealizować?
Gdy ludziom nie udaje się realizować marzeń, to zaczynają przeżywać frustrację i gniew. To ma bardzo silny wpływ na dynamikę polityczną, bo napędza populistyczne reakcje. Ludzie myślą o odegraniu się na tych, którzy są temu winni, albo na tych, którym się udało. Jest to jeden z elementów napędzających proces polityczny od mniej więcej 2005 r.
A inne klasy?
W społeczeństwach XIX i XX w. antagonistyczne klasy to byli właściciele fabryk i pracujący w nich robotnicy. W dzisiejszej Polsce i w ogóle w zglobalizowanym świecie nie jest to tak proste; Polska jest półperyferyjnym krajem i duża część majątku produkcyjnego jest albo własnością koncernów międzynarodowych, albo państwa.