Kraj

Reguła Czarnka

Na razie średniowiecze tylko łomocze do naszych drzwi, ale jeśli PiS wygra kolejne wybory, wedrze się i pozostanie na dłużej.

Niedawno w POLITYCE [nr 26] red. Joanna Solska przedstawiła czytelnikom kilkoro młodych, dobrze wykształconych w kraju i za granicą polskich ekonomistów, apelując przy tym do naszych polityków, aby zechcieli korzystać z ich badań i dorobku. Kiedy więc w jednej z gazet dostrzegłem artykuł autorstwa dwóch z nich, a mianowicie doktorów Wojciecha Paczosa i Jakuba Sawulskiego, nie zwlekając, przystąpiłem do lektury. Autorzy stawiają tezę, że w statystyce narodowej pojęcie inwestycji traktowane jest zbyt wąsko, wyłącznie jako wydatki na materialne dobra trwałe, takie jak maszyny, urządzenia, budynki, drogi itp. W tej statystyce nie są natomiast inwestycjami np. wydatki na edukację, traktowane jako tzw. konsumpcja zbiorowa. To – jak słusznie twierdzą – poważny błąd, bo tempo wzrostu gospodarczego zależy nie tylko od inwestycji w kapitał fizyczny, ale także w kapitał ludzki. Zwiększone nakłady na edukację – piszą – pozwolą uczniom nabyć wyższe kompetencje, które w przyszłości dadzą wyższy wzrost gospodarczy i większe wpływy podatkowe. Postulują zatem, aby w rachunkach narodowych do klasycznych inwestycji doliczać także inwestycje w kapitał ludzki, np. wydatki na edukację.

Jako ekonomista jestem „za” – i to zupełnie serio, bez ironii. Jako polityk jednak muszę do tej teorii wprowadzić istotną korektę. Inwestycja, jeśli ma przyspieszać wzrost, musi być efektywna, czyli osiągać założone cele, np. wzrost wolumenu produkcji, jej jakości czy po prostu dochodów i zysków. Inwestując w edukację, liczymy na wspomniany już wzrost kompetencji przyszłych pracowników, ich umiejętności pracy z innymi, bardzo różnymi ludźmi, traktowania wszystkich z szacunkiem itp.

Polityka 30.2021 (3322) z dnia 20.07.2021; Komentarze; s. 8
Reklama