Polityka. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

Subskrybuj
Kraj

Władza po raz drugi nacjonalizuje Marsz Niepodległości

Robert Bąkiewicz Robert Bąkiewicz Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Tym razem, by ominąć sądowy zakaz, prezes urzędu ds. kombatantów chce przejąć odpowiedzialność za marsz, na którym mogą pojawić się rasistowskie, neonazistowskie symbole i hasła. I prawem silniejszego wyrugować Kobiety z Mostu.

Bój o marsz trwa od ponad miesiąca. Najpierw na jego stałej trasie zarejestrowały swoje zgromadzenie Kobiety z Mostu: te same, które w 2017 r. siadły na drodze Marszu Niepodległości (MN), protestując przeciwko neofaszystowskim hasłom. Skorzystały z tego, że w tym roku skończyła się „okupacja” tej trasy, bo organizatorom wygasło zezwolenie wojewody na „zgromadzenie cykliczne”.

Wojewoda Konstanty Radziwiłł (PiS) natychmiast poprawił swój błąd i zarejestrował marsz na kolejne trzy lata – jako zgromadzenie cykliczne. Ale prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski (PO) zaskarżył tę rejestrację do Sądu Okręgowego w Warszawie i wygrał: sędzia Andrzej Sterkowicz uznał ją za sprzeczną z prawem, bo zgromadzenie cykliczne można zarejestrować, jeśli odbywało się w danym miejscu i terminie co najmniej przez trzy lata z rzędu. A w zeszłym roku marsz został zakazany ze względu na pandemię. Wprawdzie się odbył, ale nielegalnie, a to się nie liczy.

Minister-prokurator walczył do końca

To rozstrzygnięcie podtrzymał Sąd Apelacyjny w Warszawie. A kilka dni później ten sam sąd oddalił wniosek prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry, który chciał, by sąd zawiesił prawomocność tego orzeczenia do czasu rozpatrzenia jego skargi nadzwyczajnej, wniesionej przez niego w tej sprawie do Izby Kontroli Nadzwyczajnej SN. Jak widać, minister-prokurator walczył do końca i z poświęceniem. Zapewne także o rząd dusz polskich nacjonalistów, bo liczy na ich wyborcze głosy.

Przegrał. Ale oddanych sojuszników MN – i sam Bąkiewicz (3 mln dotacji z ministerstwa kultury) – ma w całym obozie rządzącym. Oto w sukurs przychodzi mu prezes Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych Jan Józef Kasprzyk: „w obliczu niezrozumiałej decyzji prezydenta stolicy Rafała Trzaskowskiego odmawiającej legalności Marszowi Niepodległości” podjął decyzję, aby „nadać uroczystości status formalny na podstawie art. 2 ust. 1 ustawy Prawo o zgromadzeniach”. Ten artykuł wyłącza zgromadzenia organizowane przez władzę publiczną spod rygorów ustawy. Czyli władza nie musi ich zgłaszać i nie ma organu, który mógłby się na nie nie zgodzić. Choć nie wyłącza ich spod obowiązku ustalenia z siłami porządkowymi zabezpieczenia takiej „imprezy masowej” – co przewiduje z kolei prawo o ruchu drogowym.

Wyłączenie spod ustawy o zgromadzeniach nie oznacza jednak, że władza może wyrugować dowolne zgromadzenie już zarejestrowane w danym miejscu. A zarejestrowany jest na tej trasie marsz 14 Kobiet z Mostu.

Wyrugowanie byłoby złamaniem konstytucyjnej wolności zgromadzeń. Ale kto władzy zabroni łamania konstytucji? Policja będzie przecież ochraniać ją, nie Kobiety. One mogą usiąść jak cztery lata temu. Wtedy zostały poszarpane, oplute i zelżone, czego prokuratura nie uznała za czyn społecznie szkodliwy, lecz „wyrażenie niezadowolenia”. Bo podobnie jak policja działa w interesie władzy i bliskich jej organizacji, a nie w obronie obywateli.

Gdzie są granice przyzwoitości?

Nacjonalizację Marszu Niepodległości władza zastosowała już w 2018 r. Wtedy chciała go przejąć w ramach uroczystości stulecia odzyskania niepodległości. I mocno się organizatorom naraziła. A przejęcia pożałowała, bo okazało się, że może nie zapanować nad tym, żeby pod jej patronatem uczestnicy nie hajlowali, nie wznosili antysemickich, neonazistowskich okrzyków i nie używali neonazistowskich symboli.

Skończyło się na dwóch marszach: najpierw przejechały czołgi i przemaszerowało wojsko, potem – szybko i nerwowo – przeszli prezydent i władze partyjne i państwowe. Za nimi, w pewnej odległości, szedł ryczący tłum stałych uczestników marszu, z flarami i sztandarami z „falangą” i „mieczykami Chrobrego”. A po drodze usiłowali przedrzeć się przez kordon policji osłaniający Obywateli RP stojących z transparentem: „Tu są granice przyzwoitości”.

Takiemu zgromadzeniu patronować postanowił w tym roku Urząd ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych, bezprawnie zawłaszczając – prawem silniejszego – przestrzeń publiczną, prawomocnie przyznaną na ten dzień 14 Kobietom z Mostu na realizację ich konstytucyjnej wolności pokojowych zgromadzeń.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Od SB do NATO i UE

Książka amerykańskiego dziennikarza Johna Pomfreta pokazuje, jak po 1989 r. solidarnościowe władze z pomocą byłych szpiegów SB otworzyły nam drzwi na Zachód.

Grzegorz Rzeczkowski
17.01.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną