Polityka. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

Subskrybuj
Kraj

PSL i AgroUnia. Kto może wygrać z PiS na wsi?

Lider AgroUnii Michał Kołodziejczak Lider AgroUnii Michał Kołodziejczak Grzegorz Krzyżewski / Forum
Ludowcy i ruch Michała Kołodziejczaka w sobotę jednocześnie rozpoczęli kongres i konwencję. Obie siły chcą walczyć o polską wieś i wspólnie mogą ponieść porażkę.

Ponoć to przypadek, że akurat w sobotę o godz. 11 w Warszawie rozpoczęły się dwa ważne dla walki o polską wieś wydarzenia. Jedno to z dawna oczekiwany i opóźniony kongres PSL, na którym Władysław Kosiniak-Kamysz został wybrany na kolejną kadencję na stanowisku przewodniczącego partii. Drugie zaś to pierwsza konwencja programowa AgroUnii – dowodzonego przez Michała Kołodziejczaka ruchu zbuntowanych rolników. Ruch ten postanowił zostać partią (rejestracja trwa) i wejść do parlamentu, a jego lider, zgodnie z własnymi deklaracjami, chce być premierem.

Czytaj też: Paradoksy i przesądy opozycji

Kosiniak-Kamysz został

Przypadek czy nie (zaufanie do plotkujących polityków należy mieć ograniczone), przekaz wynikający z synchronicznego startu obu wydarzeń sam się narzuca. Zarówno PSL, jak i AgroUnia chcą bowiem reprezentować rolników, ale różni je bardzo wiele. Ruch Kołodziejczaka powstał z gniewu wobec PiS, ale i niezadowolenia ze sposobu, w jaki opozycja reprezentuje wieś. Jego działalność jest więc swego rodzaju wotum nieufności wobec ludowców, a konwencja – zapowiedzią walki z nimi.

Władysław Kosiniak-Kamysz w ostatnich latach próbował nadać swojej partii nową twarz. Gdy w 2015 r. po raz pierwszy obejmował funkcję przewodniczącego partii, podkreślał, że „ludowy nie znaczy wiejski, tylko powszechny, i takie będzie Polskie Stronnictwo Ludowe”. Próbował zdobywać wyborców w miastach, kierując formację w stronę liberalizmu gospodarczego i, jak sam mówił, racjonalnego centrum. Ani to, ani egzotyczny sojusz z Kukiz ’15 nie przyniosły jednak trwałej poprawy notowań, które nieustannie oscylują wokół progu wyborczego. Trudno więc uznać lata rządów Kosiniaka-Kamysza za szczególnie udane.

Czytaj też: Środkiem drogi z PSL

Pawlak wrócił

Jego wybór na kolejną kadencję jest w dużej mierze wynikiem „rozpędu” i brakiem oczywistego następcy. Ponieważ statut PSL wymaga, by ubiegający się o reelekcję przewodniczący miał kontrkandydata, przeciw Kosiniakowi-Kamyszowi wystartował poseł Stefan Krajewski. Nie był jednak realnym konkurentem dla dotychczasowego lidera, zwłaszcza że – jak sam przyznał – jego rządy ocenia pozytywnie.

Prawdziwa walka – swego rodzaju „wojna zastępcza” – stoczyła się za to o stanowisko przewodniczącego Rady Naczelnej PSL, które daje duże wpływy w partii (rada może m.in. odwołać lidera partii w trakcie kadencji). Stanęli do niej były premier Waldemar Pawlak, wicemarszałek Sejmu Piotr Zgorzelski, europoseł Andrzej Grzyb i poseł Dariusz Klimczak, jeden z najwierniejszych żołnierzy Kosiniaka-Kamysza. Po dwóch turach wyborów (w pierwszej odpadli Grzyb i Zgorzelski) zwycięzcą okazał się Pawlak, co w przyszłości może być źródłem problemów dla nowego-starego przewodniczącego.

Czytaj też: Jako obejść PiS z dwóch stron i wygrać

Kołodziejczak: „Łobuzy i obiboki”

Gdy ludowcy mimo wszystko powierzali Kosiniakowi-Kamyszowi stery partii na kolejną kadencję, w warszawskim Teatrze Palladium Michał Kołodziejczak na pierwszej konwencji programowej AgroUnii pokazywał inną, gniewną twarz ruchu ludowego. Lider rolniczych protestów zarzucał politykom, że są łobuzami i obibokami, nie walczą o interesy producentów żywności, pracowników i drobnych przedsiębiorców i pozwalają korporacjom (nazwy Biedronki i Żabki powtarzały się wielokrotnie) dyktować w Polsce warunki.

– Nie, nie, kochani, do cholery! My jesteśmy u siebie. Tu jest nasz dom i tu będą nasze zasady, które my wyznaczymy, a nie ktoś, kto do nas przyjedzie! – wykrzykiwał ze sceny Kołodziejczak. Jego przekaz był typowy dla ruchów protestu: politycy odkleili się od ludzi, których mieli reprezentować, są skorumpowani i pozostają na usługach wielkiego biznesu; by ludzie i ich praca byli w Polsce szanowani, trzeba ich odkleić od koryta.

By nie było wątpliwości, jak bardzo Kołodziejczak chce wymienić elity, zażądał on, by posłowie po 65. roku życia szli na emeryturę. Co zaskakujące natomiast, wyliczanie postulatów AgroUnii rozpoczął od krytyki ścigania osób posiadających niewielką ilość marihuany. Mówił o konieczności wzmocnienia pozycji pracowników, ale większość jego propozycji dotyczyła rolnictwa – znakowania żywności, stworzenia funduszu stabilizacyjnego dla rolników czy wyznaczania maksymalnych marż dla warzyw, owoców i mięsa.

Dbałość Kołodziejczaka o ten obszar nie dziwi, jednak ostatnio w rozmowie z Interią mówił, że wie, że aby liczyć się w polityce, musi poza niego wyjść. Tymczasem na konwencji niewiele wskazywało na to, by tę zapowiedź miał zacząć realizować.

Podkast „Polityki”: Dawid i Goliat. Na ile AgroUnia zagraża PiS?

Druga Samoobrona?

Lider AgroUnii od początku działalności uznawany jest za „drugiego Andrzeja Leppera”, a w walce o wejście do polityki opiera się na podobnej energii i podobnych środowiskach co Samoobrona. Podobnie też działa – Lepper znany był z wysypywania zboża na tory, Kołodziejczak pali opony i rzuca na ulice owoce, warzywa i świńskie głowy. Momentami podobne są nawet hymny. „Polska jest tobą, Polska to ja” – słyszymy w opublikowanej piosence AgroUnii. „Ten kraj jest nasz i wasz” – głosił z kolei stary hymn Samoobrony.

Skojarzenia z Samoobroną budzi też ludowo-lewicowy styl Kołodziejczaka, który ostatnio wspierał związkowców z Amazona i zaangażował się we współpracę z Piotrem Ikonowiczem (wraz z Janem Śpiewakiem wspierał dziś AgroUnię ze sceny). Sprzeciwia się jednak wprowadzaniu Europejskiego Zielonego Ładu na obecnych zasadach, a na konwencji puszcza „Rotę” (co u Lewicy wywołałoby wysypkę).

Czytaj też: Traktorem na Wiejską. AgroUnia zbawi polską wieś

Dwie twarze zasłonią się wzajemnie?

Jeśli Kołodziejczakowi powiedzie się lepiej niż przy okazji poprzedniej kampanii wyborczej (gdy wszedł w szybko zakończoną współpracę z marginalno-komediowym politykiem Stanisławem Żółtkiem), do bitwy o wieś w 2023 r. staną trzy główne siły: AgroUnia, PSL i PiS. Formacja Jarosława Kaczyńskiego zauważalnie tam osłabła, ale wciąż jest o kilka długości przed pozostałymi.

Ale AgroUnia nie stanie się jedną z głównych polskich sił politycznych, zwłaszcza jeśli nie poszerzy pola swoich zainteresowań – mówiąc o kapuście, miasta nie zwojujesz. Jeśli uda jej się wystawić listy, może jednak odegrać ważną rolę. Po pierwsze, kilka procent głosów może być tymi, których PiS zabraknie do zdobycia większości. Po drugie jednak, jeśli PSL nie wystartuje w większym bloku wyborczym, to właśnie AgroUnia – nawet nie wchodząc do Sejmu – może zepchnąć ludowców pod próg i pomóc w ten sposób Kaczyńskiemu. I tak dwie twarze ruchu ludowego zasłoniłyby się wzajemnie.

Czytaj też: Jak silna jest AgroUnia

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Guru strategii i willa na Żoliborzu

Jacek Bartosiak to prawnik i popularny w PiS geopolityk amator. Głosi nieufność wobec Zachodu, twierdzi, że Polska bez pomocy NATO może wygrać z Rosją. Jego kancelaria adwokacka przez siedem lat działała w domu żony Rogera de Bazelaire. To były dyrektor finansowy kremlowskiego oligarchy Michaiła Fridmana.

Tomasz Piątek
17.01.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną