Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Kraj

Byle zdążyć się dorobić. Klub milionerów PiS się rozrasta, zwłaszcza w PZU

122 ludzi związanych z PiS zarobiło w państwowych spółkach giełdowych łącznie prawie 267 mln zł. 122 ludzi związanych z PiS zarobiło w państwowych spółkach giełdowych łącznie prawie 267 mln zł. _Alicja_ / Pixabay
Obietnic dotyczących skromności Jarosław Kaczyński składał wiele. Tymczasem klub milionerów PiS stale rośnie.
Beata Kozłowska-ChyłaJacek Łagowski/Forum Beata Kozłowska-Chyła

Pewien lubelski ksiądz mówił w czasie niedawnej mszy do Jarosława Kaczyńskiego, że jest bardzo zbudowany tym, co prezes robi. Liczył też, że obecność szefa PiS „zobowiąże do poparcia ludzi, którzy przedkładają dobro wspólne nad osobiste korzyści”. Dobrze by było, żeby wierni z parafii, w której – jak twierdzi ksiądz – „od bardzo wielu lat ludzie z PiS wygrywają wszystkie wybory”, dowiedzieli się nieco więcej o tych osobistych korzyściach.

Kilka dni temu Bianka Mikołajewska opublikowała w Wirtualnej Polsce listę „klubu milionerów” z partii Kaczyńskiego na podstawie raportów finansowych 19 spółek giełdowych z udziałem skarbu państwa. Zestawienie pokazuje, ile w latach 2016–21 zarobili w nich ludzie Zjednoczonej Prawicy. W samych władzach spółek znalazły się aż 122 osoby powiązane z ekipą władzy. To działacze partii, ich koledzy, rodzina, współpracownicy najważniejszych polityków: Kaczyńskiego, Mateusza Morawieckiego, Jacka Sasina, Joachima Brudzińskiego czy Zbigniewa Ziobry. Niektórzy już rozstali się ze stanowiskami, ale często z setkami tysięcy złotych rekompensaty za obowiązujący ich zakaz pracy w konkurencji.

Według wyliczeń Mikołajewskiej 122 ludzi zarobiło w spółkach prawie 267 mln zł. W tym: jedna osoba otrzymała więcej niż 10 mln zł wynagrodzenia, 16 osób – od 5 do 10 mln zł, 28 osób – od 2 do 5 mln zł, 21 osób – od 1 do 2 mln zł, 37 osób – od kilkuset tysięcy do 1 mln zł, 19 osób – do 200 tys. zł.

To robi wrażenie, bo zdecydowana większość z nich nie miałaby tej pracy, gdyby nie koneksje. Co ciekawe, aż pięć osób z pierwszej dziesiątki milionerów ma posady w grupie PZU.

Jeszcze jedna milionerka

Do listy Wirtualnej Polski należy dopisać prezeskę PZU SA Beatę Kozłowską-Chyłę, która stara się dbać o wizerunek osoby niezależnej od polityków. Nigdy nie była posłanką, nie pełniła funkcji w rządzie, ale jej kariera jest bardzo ściśle związana z PiS – gdy on rządzi, ona wchodzi do spółek. Kozłowska-Chyła (podobnie jak Iwona Duda, do niedawna prezeska PKO BP) zaczynała karierę u boku Cezarego Mecha, ważnej postaci w PiS. To on pod koniec lat 90. tworzył Urząd Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi (UNFE), w którym obie panie znalazły pracę. Dziś Mech jest doradcą prezesa NBP Adama Glapińskiego.

Kozłowska-Chyła była swego czasu doradczynią Przemysława Gosiewskiego, co też pomogło jej karierze. Dziś pozycję zawdzięcza przede wszystkim dobrym układom z Maciejem Łopińskim, jednym z najbardziej zaufanych ludzi prezesa. To on rekomendował ją na prezeskę PZU, a Kaczyński nie miał nic przeciwko. Kozłowska-Chyła chciała zadbać o dobre relacje z szefem resortu aktywów państwowych Jackiem Sasinem, ale podobno postawiła ostatecznie na Morawieckiego.

Dwukrotnie była członkinią zarządu PZU: za pierwszego PiS (w czasie prezesury Jaromira Netzla) i po wygranych przez partię wyborach w 2015 r. (za prezesury sprzyjającego ziobrystom Michała Krupińskiego; była z nim skonfliktowana i po kilku miesiącach odeszła). Zawiązała tu frakcję z Robertem Pietryszynem, wrocławskim przyjacielem Dawida Jackiewicza i Adama Hofmana. Do PZU wróciła w 2020 r.

PZU wspiera AZS

Jak pisaliśmy, ma też bliski kontakt z Alojzym Nowakiem, rektorem Uniwersytetu Warszawskiego. Kiedy prof. Nowak startował na to stanowisko, mówiło się, że może liczyć na wsparcie sympatyków PiS na uczelni, podobno był też widziany w siedzibie partii przy Nowogrodzkiej. W kwietniu 2020 r. po dziewięciu latach zrezygnował z zasiadania w radzie nadzorczej PZU i został doradcą ekonomicznym Kozłowskiej-Chyły. Cztery miesiące później powołano go do RN Zespołu Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin – jego kandydaturę zgłosiło Powszechne Towarzystwo Emerytalne PZU. Nowak pracuje też w radach nadzorczych JSW (od dziesięciu lat) i Banku Millennium.

A prócz tego jest prezesem Fundacji Akademickiego Związku Sportowego (i szefem samego AZS), założonej w styczniu 2021 r. Kozłowska-Chyła była tu wiceprezeską. PZU to główny sponsor AZS. Spółka zasłania się tajemnicą i nie chce ujawnić, ile wydaje na ten kontrakt. Nam udało się ustalić, że chodzi o 600 tys. zł rocznie. Kiedy zaczęliśmy interesować się sprawą, Ernest Bejda (patrz niżej) miał radzić Kozłowskiej-Chyle, by odeszła z AZS. I zgodnie z wpisem do KRS zrezygnowała 18 stycznia 2022 r.

Od nastania „dobrej zmiany” do końca 2021 r. zarobiła w państwowych spółkach 3 mln 853 tys. zł. Gdzie i ile? Od 2016 r. jeszcze do sierpnia tego roku zasiada w radzie nadzorczej Lotosu (łączne wynagrodzenie ok. 485 tys. zł). Od jesieni 2019 jest w radzie Anwil (spółka Orlenu, ok. 150 tys. zł). Od stycznia do października 2016 r. po raz pierwszy znalazła się w zarządzie PZU (962 tys. zł). W 2020 wróciła do ubezpieczyciela i jako prezeska do końca 2021 r. zarobiła 2 mln 255 tys. zł. Trzeba do tego dodać wpływy tegoroczne, szacowane na ok. 900 tys. zł (ile dokładnie, dowiemy się w raporcie za bieżący rok). Wszystko to razem daje przeszło 4,7 mln zł.

Czytaj też: Nowi milionerzy – bracia Szumowscy

Milionerzy PiS z PZU

Jak to jest z innymi? Na pierwszym miejscu listy milionerów Wp.pl wylądował Michał Krupiński, przyjaciel Zbigniewa Ziobry, kiedyś szef rady nadzorczej Alior Banku, od stycznia 2016 r. do marca 2017 prezes PZU, do 2019 Pekao SA. W państwowych spółkach zarobił 13 mln 314 tys. zł.

W pierwszej dziesiątce jest też Maciej Rapkiewicz, który wzbogacił się w sumie o 9 mln 399 tys. zł. Był członkiem zarządu Stowarzyszenia Stop Korupcji (działali tu politycy Solidarnej Polski Janusz Kowalski i Patryk Jaki). Od marca 2016 r. zasiada w zarządzie PZU.

Bartłomiej Litwińczuk, kolejny znajomy Ziobry, zainkasował 9 mln 294 tys. zł. Od 2016 r. jest dyrektorem w Grupie PZU i członkiem zarządu PZU Życie. U największego polskiego ubezpieczyciela w latach 2016–21 zarobił 8 mln 383 tys. zł, a w radzie nadzorczej Grupy Azoty jeszcze 911 tys. zł.

Aleksandra Agatowska zyskała 8,613 mln zł. To socjolożka z dyplomami międzynarodowych uczelni, wcześniej związana z prywatnym sektorem finansowym, pracowała w firmach grupy ING. Od 2016 r. dyrektorka w PZU. W 2016 weszła też do zarządu PZU Życie, a w 2021 została prezeską tej spółki. Jest żoną Piotra Agatowskiego, socjologa, od wyborów prezydenckich 2015 r. stratega wyborczego PiS.

Małgorzata Sadurska – 6,954 mln zł. Związana ze środowiskiem o. Tadeusza Rydzyka, była posłanka PiS, w latach 2015–17 szefowa kancelarii Andrzeja Dudy. Od czerwca 2017 zasiada w zarządzie PZU, a od maja 2020 także w radzie nadzorczej Pekao SA (funkcję pełni bez wynagrodzenia).

Nieco dalej i z mniejszym zarobkiem znalazł się na liście Ernest Bejda (były szef CBA, bliski współpracownik szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego). W maju 2020 r. został powołany do zarządu PZU. Do końca 2021 zarobił tu 2,18 mln zł.

Andrzej Jaworski jest z kolei jednym z najbliższych współpracowników o. Rydzyka. W zarządzie PZU zasiadał od maja 2016 r. przez rok i zarobił 2 mln 111 tys. zł. W kwietniu wrócił do spółki i został członkiem zarządu PZU Życie, zasiada też w radach nadzorczych PZU Zdrowie i Pekao Investment Banking.

Krzysztof Kozłowski – 2 mln zł. Prawnik związany z Joachimem Brudzińskim, były wiceminister w MSWiA. W kwietniu 2020 r. został wiceprezesem Pekao SA, a w sierpniu 2021 przeszedł do zarządu PZU. W Pekao zarobił 1 mln 556 tys. zł, w PZU (do końca 2021) – 449 tys. zł.

Teraz trzeba się dorobić

W tym roku minęło dziesięć lat, odkąd posłowie PiS, wtedy w opozycji, zapowiadali, że szybko złożą ustawę o centralnym rejestrze oświadczeń majątkowych. Politycy mieli wskazywać członków swoich rodzin zatrudnionych w administracji rządowej, państwowych agencjach i spółkach skarbu państwa, informować, ile zarabiają, wliczając premie. Wszystko miało być dostępne w internecie. Nic z tego nie wyszło.

W lipcu ubiegłego roku Kaczyński znów „kończył z nepotyzmem”, choć zaraz dodał tyle wyjątków, że rodzina PiS ma się na państwowym wciąż doskonale. Pisaliśmy o tym niedawno w „Polityce”. W 2018 r., kiedy wybuchła afera z nagrodami dla ministrów, które zdaniem Beaty Szydło „po prostu im się należały”, prezes ogłosił: „Do polityki nie idzie się dla pieniędzy. Ci, którzy funkcjonują w spółkach, są przez nas szanowani, jeżeli dobrze wykonują swoje obowiązki, ale nie będziemy łączyć tych dwóch funkcji. To znaczy, że te osoby nie będą kandydowały na żadnym szczeblu samorządu”. Nie dość, że wielu wystartowało, to jeszcze dostali nowe stanowiska w spółkach. Pełną listę radnych wojewódzkich zarabiających setki tysiące złotych opublikowaliśmy na początku sierpnia.

Z jednej strony prezes PiS więc pozwala, by jego politycy bogacili się na państwowym, a do dalszej pracy motywuje ich posadami, z drugiej zależy mu na wizerunku formacji skromnej, która nie idzie do władzy dla pieniędzy. Tymczasem finansowe wsparcie aparatu partyjnego jest coraz większe i coraz bardziej widoczne. W rozmowach z działaczami PiS często pojawia się teraz poczucie, że to już może ostatni moment na ustawienie się, dorobienie i spłacenie kredytów, bo kolejne wygrane wybory nie są wcale pewne. A drugiej takiej szansy nigdy już nie dostaną.

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną