Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Zajrzeliśmy do akt afery taśmowej. Tych wątków prokuratura najwyraźniej nie badała

Marek Falenta Marek Falenta Mariusz Grzelak / Reporter
W tej aferze jedno jest pewne: agresywny sposób wykorzystania taśm w kampanii wyborczej. Tu przynajmniej wiadomo – cui bono, qui prodest, czyli czyja korzyść, tego sprawka.

Wątek sprzedaży przez Marka Falentę taśm z podsłuchów Rosjanom został istotnie podważony, kiedy zaczęto kwestionować wiarygodność Marcina W. po ujawnieniu jego zeznań na temat rzekomej łapówki wręczonej synowi Donalda Tuska. Marcin W. jako wartościowy świadek wydaje się spalony, ale nie zamyka to sprawy. Interesujące poszlaki znajdują się bowiem w zeznaniach osób skazanych w 2016 r. w procesie bezpośrednich sprawców afery.

Przypomnijmy, że skazano wówczas Marka Falentę – jako pomysłodawcę i organizatora podsłuchów; jego szwagra, który pomagał w przestępstwie, dostarczając sprzęt do nagrywania (to postać w interesującym nas zakresie nieistotna); kelnera Łukasza N.

Polityka 44.2022 (3387) z dnia 25.10.2022; Ludzie i wydarzenia. Kraj; s. 7
Reklama