Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Kraj

Stress test nad Wisłą

Stress test w Przewodowie. Czy PiS wciągnął NATO w swój polityczny teatr?

Przewodów po uderzeniu pocisku. Przewodów po uderzeniu pocisku. Wojtek Radwański/AFP / EAST NEWS
Po upadku ukraińskiego pocisku przeciwlotniczego Polska została poddana ćwiczeniu z reagowania kryzysowego, którego może wymagać prawdziwa wojna. Wyszło jak zwykle, nawet jeśli ktoś starał się, by wyszło dobrze.
Sytuacja jest dla Ukraińców niewygodna, nawet jeśli wszyscy liderzy na Zachodzie tłumaczą, że strzelali w uzasadnionej obronie.Ukraine Presidency / Ukrainian Press / Zuma Press/Forum Sytuacja jest dla Ukraińców niewygodna, nawet jeśli wszyscy liderzy na Zachodzie tłumaczą, że strzelali w uzasadnionej obronie.

Polska poniosła pierwsze ofiary w wojnie Putina z Ukrainą. Dwóch rolników z przygranicznej wioski Przewodów na wschodniej Lubelszczyźnie zginęło w sytuacji, która wedle wszelkiego prawdopodobieństwa nie miała prawa się wydarzyć. W poprzedni wtorek po południu na punkt skupu zboża i traktor coś spadło z ciemniejącego już nieba. Energia uderzenia była tak duża, że powstał niewielki krater i wybuchł pożar. Ofiary poniosły śmierć na miejscu. Bliskość ukraińskiej granicy, za którą trwał tego dnia bezprecedensowy ostrzał infrastruktury energetycznej (Rosja wystrzeliła ok. 100 rakiet), kazała przypuszczać, że i to mógł być rosyjski pocisk. Raczej zbłąkany, bo przecież wojen nie zaczyna się od ataku na traktor, a kolejnych salw nie było. Alternatywny wniosek okazał się słuszny – w Polsce nie spadła wystrzelona celowo czy zgubiona rakieta rosyjska, ale pocisk ukraińskiej obrony powietrznej, która chroniła pobliską elektrownię w obwodzie lwowskim. Zdarzenie incydentalne i tragiczne, bo skutkujące śmiercią dwóch rodaków, ale nie zmieniające biegu historii. To wszystko wyszło na jaw dopiero po kilku nerwowych godzinach, w czasie których na poważnie stawiano pytanie, czy jesteśmy w stanie wojny z Rosją, a rząd milczał.

Te godziny mogły być krótsze, a nerwy mniejsze. W kryzysowym momencie najpierw władza kazała nam długo czekać, potem sączyła informacje po kropelce, by wreszcie przedłużać chwile napięcia, gdy miała wystarczająco dużo informacji, by odsunąć najgorszy scenariusz – rosyjskiego ataku. Wiele wskazuje, że wiedziała nawet o ukraińskim pochodzeniu obiektu, który spadł na Przewodów. Wiarygodny obraz sytuacji zapewniały środki techniczne w dyspozycji polskiej armii i wojsk sojuszniczych, rozmieszczone na ziemi, w powietrzu i na orbicie.

Południowo-wschodnia Polska, tak jak cała ściana wschodnia będąca gorącym pograniczem NATO i Rosji, jest całą dobę pilnowana przez systemy elektroniczne.

Polityka 48.2022 (3391) z dnia 22.11.2022; Temat tygodnia; s. 10
Oryginalny tytuł tekstu: "Stress test nad Wisłą"
Reklama