Kraj

Trybunał Przyłębskiej, kalendarzyk Muszyńskiego i walka PiS o KPO. Jak nie kijem, to pałką?

Julia Przyłębska i Jarosław Kaczyński w 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej, wrzesień 2019 r. Julia Przyłębska i Jarosław Kaczyński w 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej, wrzesień 2019 r. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl
Mariusz Muszyński zasugerował, że może ujawnić prywatny kalendarz politycznych i personalnych gier wokół tego ciała, więc także, co ważniejsze, polskiego prawa. To kolejny dowód, że w państwie PiS nikt już niczego i nikogo nie traktuje poważnie. Tym bardziej że tego samego dnia pojawił się projekt zakładający zmniejszenie pełnego składu Trybunału Konstytucyjnego.

Tym świeżo upieczonym sygnalistą jest Mariusz Muszyński. Sam do tzw. Trybunału Konstytucyjnego – „tak zwanego”, bo od 2015 r. obsadzanego z pogwałceniem procedur – dostał się nielegalną ścieżką. Z czasem wdał się jednak w konflikt ze swoimi mocodawcami, politycznie umoczonymi kolegami z gmachu przy al. Szucha, w tym Julią Przyłębską, pozaprawnie pełniącą funkcję prezeski. Stąd pewnie teraz jego ruch, mający wprawdzie cechy szantażu, ale pozwalający poznać kulisy pisowskiej strategii. Jak się okazuje, też jest oparta na bezpardonowym szantażu sprzęgniętym z równie bezpardonowym żonglowaniem prawem.

Po wyborach się uchyli

Muszyński na swoim blogu pod znamiennym tytułem „O prawie, polityce i życiu” ujawnił właśnie światu (nagłośniła to teraz „Gazeta Wyborcza”): „Jakieś dwa tygodnie temu do jednego z kolegów sędziów – sygnatariuszy pisma o zwołanie Zgromadzenia Ogólnego Sędziów TK w sprawie wyboru kandydatów na Prezesa TK, dotarł jeden ze zwolenników anciene regime. Kolega przekazał nam ten apel. Był mniej więcej tej treści: w sumie to możecie sobie nie chodzić na sprawy. Ale przyjdźcie na tę jedną. Załatwi się wyrok, dostaniemy KPO, a po wyborach to się tę ustawę uchyli”.

Wyjaśnijmy: ludzie zasiadający teraz przy al. Szucha podzielili się ostatnio na dwie frakcje. Pierwszą (ów „ancien regime”) tworzą zwolennicy utrzymania – wbrew przepisom o kadencyjności – Przyłębskiej na fotelu prezeski. Mają wsparcie PiS. Nie bez powodu sam Jarosław Kaczyński od dawna opowiada, jaką to intelektualną ucztą są dla niego rozmowy z nią, toczone zapewne – o czym informowały media – podczas uczt organizowanych przez interlokutorkę w jej apartamencie.

Frakcja druga twierdzi, że rządy Przyłębskiej już się skończyły i... odmawia udziału w naradach pełnego składu niby-TK, twierdząc, że powinien im przewodniczyć nowy prezes. To do tej grupy należy Muszyński, ale i Bogdan Święczkowski, zaufany Zbigniewa Ziobry, lidera partyjki nazywającej się od paru dni Suwerenną Polską, będącej niby z PiS w koalicji, ale w praktyce ostro z nim pogrywającej.

Czytaj też: Prawem w bezprawie. Jak posprzątać po PiS?

Pat wokół ustawy o Sądzie Najwyższym

I tu pojawia się kolejne dno sprawy w postaci wewnątrzkoalicyjnego sporu wokół nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym, której wprowadzenie w życie może być krokiem do odblokowania przez Brukselę Krajowego Planu Odbudowy. PiS (i premier Mateusz Morawiecki) bardzo liczy na te pieniądze – wybory idą! Leży w jego interesie, żeby niby-Trybunał uznał nowelizację za legalną (choć konstytucjonaliści to kwestionują).

Suwerenna Polska (sam Ziobro, ale i jego głośni żołnierze: Jaki, Kempa, Kowalski, Kanthak) gardłuje, że polskiej, nomen omen, suwerenności (jej miarą ma być… lansowana przez nich reforma sądownictwa) nie można oddać (czytaj: sprzedać) za żadne pieniądze. Nawet za miliardy, a dokładnie 35 mld euro. Dlatego przez swoich ludzi w niby-Trybunale próbuje zablokować przeforsowanie istotnej ustawy.

Czytaj też: Trybunał Przyłębskiej między Ziobrą a Morawieckim

Zapiski z kalendarza Muszyńskiego

Propozycja z kuluarów budynku na Szucha miała być zapewne pomysłem na rozwiązanie pata. Plan był (jest?) prosty: oszukajmy wszystkich, i Europę, i wyborców (także własnych). Jak niby-Trybunał klepnie ustawę, to Bruksela da nam kasę, a po wyborach ustawę i tak uchylimy, by z kolei zadowolić elektorat, któremu naopowiadaliśmy o oczyszczeniu sądownictwa, suwerenności i naszej niezłomności. Że to załatwiactwo i cwaniactwo? Co z tego – tego rodzaju załatwiactwo jest nad Wisłą powszechne, ma historyczną, ugruntowaną za PRL tradycję, a cwaniactwo wielu rodaków uważa wręcz za powód do dumy.

W swoim wpisie Muszyński zdradza na dodatek, że podobne – jak to nazywa – apele są na korytarzach „w modzie”, „i to od dłuższego czasu”. Po czym grozi, że od stycznia 2021 r. prowadzi „kalendarz osób przybywających do TK z różnymi apelami”. Wcześniejsze takie operacje jest zaś w stanie odtworzyć. Twierdzi, że wie, kto „apelował”, kiedy („data, nawet godzina”) i „do kogo”. Wie też ponoć, co było podczas tych spotkań „konsumowane”. Wpis kończy niedwuznaczną sugestią: „jakby złożyć niektóre daty tych apeli z różnymi ważnymi wydarzeniami, to wnioski mogłyby być zaiste spiskowe…”.

Czytaj też: Trybunale, wykończ się sam. Teraz ruch Przyłębskiej

PiS zmniejsza skład

Tym bardziej spiskowy może wydać się fakt, że tuż po ogłoszeniu rewelacji Muszyńskiego (i tego, że oferta dealu między niby-sędziami została odrzucona) grupa posłów PiS złożyła w Sejmie projekt zmiany ustawy regulującej funkcjonowanie niby-TK. Propozycja zakłada, że aby uznać, iż orzeka on w pełnym składzie, wystarczyłoby zebrać dziewięciu (a nie, jak dziś, jedenastu) jego członków. Manewr taki umożliwiłby nie tylko utrzymanie Julii Przyłębskiej na fotelu prezeski, ale też przepchnięcie ustawy o Sądzie Najwyższym, a więc może i przejęcie miliardów euro z KPO.

Jak nie kijem, to pałką?

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną