Kraj

4 czerwca w „Wiadomościach” TVP. „Marsz Nienawiści” na antenie miłości

Screen z TVP 4 czerwca 2023 r. Screen z TVP 4 czerwca 2023 r. Wiadomości TVP / •
Oto więc historia zatoczyła koło: zdrajcy i komunistyczni kolaboranci powracają jako polityczni bankruci z grymasem nienawiści na twarzach.

To, co redakcja „Wiadomości” TVP zrobiła z wielkim marszem opozycji w 34. rocznicę wyborów 1989 r., przechodzi wszelkie nasze dotychczasowe pojęcie o nowoczesnych metodach propagandy politycznej i manipulacji. Był to majstersztyk, który zasługuje na seminaryjne omówienia na uniwersyteckich wydziałach dziennikarstwa. Zapewne nie będę już miał takiej sposobności, lecz za to ulżę sobie publicystycznie.

Knajacka impreza, nieliczni uczestnicy

Mógłbym szczegółowo zrelacjonować kolejne materiały prezentowane w tym pamiętnym wydaniu „Wiadomości”, lecz może bardziej wymowne będzie sformułowanie syntetycznej parafrazy całościowego przekazu tego osobliwego programu, którego cała polifoniczna kompozycja podporządkowana była jednemu, oczywistemu tematowi, jakim był Marsz Wolności. Warto przy tym zauważyć, że w ciągu pierwszych godzin po zakończeniu marszu TVP milczała – jak gdyby nic się nie wydarzyło. Wydawało się więc, że propaganda będzie starała się to wydarzenie „zabić” przemilczeniem. A jednak nie. W pocie czoła pracowali artyści propagandy i na godzinę 19:30 dostarczyli Polakom spektakularny produkt medialny. Oto przesłanie władzy do narodu w dzień, który dla każdego polskiego demokraty jest świętem, a dla każdego, kto był choćby nastolatkiem w roku 1989r. – rocznicą jednego z najważniejszych wydarzeń w życiu:

Dziś, 4 czerwca, mamy w Polsce ważną i smutną rocznicę. W 1992 Lech Wałęsa, Donald Tusk i inni zdrajcy kolaborujący z Rosją Jelcyna i panicznie bojący się antykomunistycznej lustracji doprowadzili do obalenia pierwszego wolnego, patriotycznego rządu RP – rządu Jana Olszewskiego. Aby przykryć swą hańbę, a także broniąc się przed oczekującym ich zdemaskowaniem przed komisją do spraw rosyjskich wpływów, Donald Tusk i jego pomagierzy urządzili w Warszawie istny „Marsz Nienawiści”, knajacką, ordynarną imprezę, której niezbyt liczni uczestnicy (150–200 tys. osób, głównie zwiezionych do stolicy wynajętymi przez partię autokarami; o wiele mniej niż przewidywano) nie mieli nic do powiedzenia poza wykrzykiwaniem najgorszych wulgaryzmów i wzywaniem do przemocy wobec władz i rządzącej partii.

Na dowód, że tak było, pozwolono – jak nigdy w mediach publicznych – wybrzmieć na antenie wielokrotnie powtarzanym, najwulgarniejszym słowom. Oto więc historia zatoczyła koło: zdrajcy i komunistyczni kolaboranci powracają jako polityczni bankruci z grymasem nienawiści na twarzach. Z jednej strony patrioci, jak Jarosław Kaczyński, Jan Olszewski czy Jan Parys, a z drugiej pachołki Rosji – Wałęsa (Bolek), Tusk, Kuroń. (Tak, o Kuroniu nie zapomniano, choć od dawna już nie ma go pośród żywych.)

Adam Szostkiewicz: Policzyliśmy się i damy radę

Polacy cenią PiS i prosperity

Gdzieś tam „uwiedzeni” przez Tuska wykrzykiwali swą nienawiść i frustrację, lecz tak naprawdę Polska żyła tego dnia czymś zupełnie innym, innymi wydarzeniami politycznymi, religijnymi i kulturalnymi. Marsz Nienawiści to gorsząca, lecz marginalna burda, która nie może popsuć doskonałych nastrojów Polaków ani zakłócić ich codzienności, na którą składa się praca, modlitwa i godziwy wypoczynek. Nic dziwnego, bo przecież rodacy mają wszelkie powody do zadowolenia. Nasz kraj doskonale się rozwija, jego dochód narodowy na głowę mieszkańca rośnie obecnie najszybciej na świecie, zupełnie niemal zniknęło bezrobocie, a nasz poziom zadłużenia jest całkowicie bezpieczny. Sytuacja gospodarcza w Polsce jest o wiele lepsza niż w Niemczech, gdzie panuje drożyzna, czy też na Litwie, gdzie właśnie podnoszone są podatki. Co więcej, ta nasza prosperity obywa się bez pomocy, której odmawia nam Unia Europejska.

PiS dotrzymuje swoich obietnic, bo jak mówi Jarosław Kaczyński, „sensem demokracji jest wiarygodność”. Z takim właśnie przesłaniem partia rządząca prowadzi w całym kraju kampanię pod nazwą „Trasa Dotrzymanego Słowa”. PiS dał słowo, że będzie inwestował w „małe ojczyzny”, i tak właśnie się dzieje. Za to Radosław Sikorski mawia „dwa razy obiecać, to jak raz dotrzymać”. Taka jest Platforma. Polacy doceniają gospodarny i dbający o rodzinę rząd PiS. Piękną, czerwcową niedzielę spędzili na rekreacji, na koncertach, na wiejskich festynach, na spotkaniach z politykami, a przede wszystkim spędzili ją z Panem Bogiem. Piękne i bardzo tłumne uroczystości religijne odbywały się w Warszawie, w Świątyni Opatrzności Bożej oraz na Lednickich Polach, dokąd na Spotkania Młodych przybyły dziesiątki tysięcy dziewcząt i chłopców z całego kraju.

Czytaj też: Czy wielki marsz wygra opozycji wybory? PiS może się zacząć bać

Wyłudzone wypowiedzi uczestników

Materiały na temat marszu przygotowano dwa. Ten drugi, zatytułowany „Marsz Nienawiści”, autorstwa Adriana Boreckiego, opierał się na wyłudzonych wypowiedziach uczestników, którzy nie zawsze orientowali się, że pytania zadaje im reporter TVP. Gdy idziesz w tak wielkim pochodzie, protestując przeciwko draństwu władzy, w tłumie podobnych do ciebie, to instynktownie traktujesz każdą napotkaną osobę jak sprzymierzeńca. Dzięki temu słabo oznakowany reporter mediów władzy mógł bez trudu buszować w tłumie i prowokować nieparlamentarne wypowiedzi uczestników marszu.

W tym medialnym kłusownictwie na szczególne potępienie zasługuje wzięcie pod włos Przemysława Wiśniewskiego – dawnego działacza KOD, obecnie ławnika Sądu Najwyższego i, jak się dowiedzieliśmy, osoby pochodzenia żydowskiego. Otóż Wiszniewski powiedział, że gdyby PiS pozostał przy władzy, to on zrobi aliję, czyli (jak wyjaśnił dziennikarz) wyemigruje do Izraela. W szerokim kontekście kulturowym, w którym operuje PiS, oznacza to dodatkową sugestię: Tuska popierają Żydzi, czyli nie-Polacy. A że im się w Polsce Kaczyńskiego nie podoba, to można mieć nadzieję, że ją opuszczą. We współczesnych przekazach tzw. skrajnej prawicy przekaz antysemicki jest bardzo zakamuflowany. Nie można nikogo złapać za rękę, ale ci, co mają zrozumieć, i tak zrozumieją.

Czytaj też: Haniebna manipulacja. PiS próbuje łączyć marsz 4 czerwca z Auschwitz

A jak marsz?

W czynie społecznym obejrzałem „Wiadomości”, lecz również uczestniczyłem w samym Marszu Wolności, co zresztą w dwusekundowym ujęciu TVP była łaskawa uwiecznić. Pozwolę więc sobie na koniec na bardzo krótką ocenę tego ważnego wydarzenia. Otóż z pewnością wielkim sukcesem była wysoka frekwencja. Mobilizacja jest ogromna i bardzo możliwe, że wielka demonstracja otworzy pochód opozycji do zwycięstwa, jak to zapowiadał Donald Tusk. A jednak mogło być lepiej.

Marsz był bardzo partyjny. Oprócz PO w przemówieniach widać było tylko lewicę. Ani Szymon Hołownia, ani Władysław Kosiniak-Kamysz nie zdecydowali się wystąpić. Tusk mówił ładnie, lecz nie powiedział niczego zupełnie nowego, a była przecież po temu wyjątkowa okazja. Jeśli nastąpiła jakaś zmiana w przekazie lidera, to chyba tylko wzmocnienie tematu praw kobiet. Organizacja imprezy, jak zwykle (niestety, taka prawda), średnia. Nagłośnienie działało tylko punktowo i nie wszyscy mogli wysłuchać finalnego przemówienia lidera na pl. Zamkowym.

No i jeszcze jedno: średnia wieku uczestników demonstracji wciąż wysoka. Może niższa niż w pierwszych latach, czyli w roku 2015 i 2016, gdy marsze organizował KOD, lecz nadal zdecydowanie dominowali ludzie w wieku dojrzałym. Nad dotarciem do młodzieży opozycja musi jeszcze porządnie popracować. Ale nie narzekajmy. Dziś, po Marszu Wolności, jesteśmy bliżej zwycięstwa niż wczoraj. I o to chodziło.

Podkast „Polityki”: Czy lex Tusk odmieni losy kampanii?

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną