Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Kraj

Niezdecydowani: największe zagadki ostatniej prostej przed wyborami

Na kilkadziesiąt godzin przed wyborami wiadomo, że Polacy chcą zmiany. Wiadomo również, że o wyniku wyborów przesądzą wyborcy niezdecydowani. Na kilkadziesiąt godzin przed wyborami wiadomo, że Polacy chcą zmiany. Wiadomo również, że o wyniku wyborów przesądzą wyborcy niezdecydowani. Konrad Kozłowski / Agencja Wyborcza.pl
Na kilkadziesiąt godzin przed wyborami wiadomo, że Polacy chcą zmiany. Wiadomo również, że o wyniku wyborów przesądzą wyborcy niezdecydowani. Elektoraty się konsolidują, ale ciągle wiele osób nie zdecydowało, na jaką partię zagłosuje.

Polacy chcą zmiany – pisaliśmy już w maju na podstawie badań More in Common Polska, kiedy nieco ponad połowa pytanych stwierdziła, że dalsze sprawowanie władzy przez PiS byłoby czymś złym. W najnowszym sondażu agencji Kantar dla TVN24 i „Faktów” TVN 51 proc. ankietowanych stwierdziło, że chciałoby rządu złożonego z koalicji partii opozycji demokratycznej. Dalszej władzy PiS oczekuje 34 proc.

Ten sam sondaż Kantara daje PiS 31 proc. głosów i 173 miejsca w Sejmie, Koalicja Obywatelska ma szansę na 26 proc. i 150 miejsc, Trzecia Droga 12 proc. i 52 miejsca, Lewica 11 proc. i 48 mandatów, Konfederacja 8 proc. i 36 miejsc. Taki rozkład oznaczałby, że oczekiwanie większości Polek i Polaków może się spełnić. Warto przypomnieć, że w 2019 r. wyniki ostatniego sondażu przedwyborczego przygotowanego przez Kantar zgadzały się z rezultatami głosowania w granicach do 1 pkt proc. Wyniki Kantara są też bardzo zbliżone do tych uzyskanych przez agencję Datapraxis na podstawie danych z pierwszego tygodnia października.

Czy w tym roku możliwe są jakieś zawirowania, które spowodują, że rozkład opinii zmieni się w ciągu ostatnich godzin? Szukając odpowiedzi na to pytanie, warto przyjrzeć się niezdecydowanym, których ciągle jest bardzo wielu. Odsetek osób, które deklarują, że pójdą na wybory, lecz jeszcze nie wiedzą, na kogo oddadzą głos, utrzymuje się na stałym poziomie – to nawet 17 proc. (badanie CBOS). Na kilka dni przed głosowaniem taka sytuacja wzbudza oczywistą nerwowość we wszystkich sztabach wyborczych.

W rzeczywistości sprawa jest jeszcze bardziej złożona, co pokazały raporty Fundacji Batorego: „Naprawdę ważne tematy. Jak przekonać nieprzekonanych wyborców?” oraz „Siła głosu kobiet. Jak będą wybierać Polki?”, przygotowane w oparciu o badania ilościowe agencji badawczej Datapraxis i jakościowe agencji Difference. Okazuje się, że niezdecydowanych jest więcej – jeśli doliczyć tych, którzy mają wątpliwości, czy zagłosują na partię swojej preferencji, oraz tych, co nie mają jeszcze pełnego przekonania o udziale w wyborach, wówczas ten odsetek osiąga nawet 43 proc. uprawnionych do głosowania (na początku października).

Sondaż „Polityki”: Polacy chcą zmiany władzy. PiS nie ma papierów na rządzenie

Pokusa polaryzacji

Nawet PiS, który w 2019 r. mógł cieszyć się z najbardziej lojalnego elektoratu, dziś ma w jego szeregach blisko 15 proc. nie do końca przekonanych, czy znowu warto zagłosować na tę partię (jeszcze pod koniec września odsetek ten osiągał 30 proc.). Wśród głównych powodów irytacji podają zbyt bliskie związki z Kościołem, przekształcenie TVP w narzędzie propagandy, skłócanie Polaków, nadmierne „rozdawnictwo”, czyli zbyt szeroką politykę transferów socjalnych. To nie są wygodne tematy dla PiS, dlatego swoją kampanię prowadzi metodą maksymalnej polaryzacji opartej na nienawiści i personalizacji: wrogiem jest nie tyle KO i cała totalna opozycja, ile Donald Tusk.

Kierownictwo PiS zdaje sobie sprawę, że nawet niepewni raczej nie zagłosują na inną partię, ewentualne minimalne przepływy możliwe są do Trzeciej Drogi (tę partię jako ewentualny drugi wybór wskazuje 5 proc. wyborców PiS). Więc dla stłumienia wątpliwości podsycają emocje, odwołując się do afektu najsilniejszego – nienawiści. A do tego dokładają referendum, które cieszy się wśród elektoratu prawicy większą popularnością (o blisko 10 proc.) niż same wybory. A kto już pójdzie zagłosować 4x..., to i weźmie udział w wyborach.

Polaryzacyjno-referendalna gra to pułapka na opozycję, zwłaszcza na Koalicję Obywatelską. Bo na polaryzacyjny język nie sposób odpowiedzieć językiem racjonalnej argumentacji. Badania podpowiadają, że formacja, która potrafiłaby przekonująco przedstawić program racjonalizacji transferów socjalnych, tak żeby nie trafiały do każdego, ale były związane z pracą oraz wysokością dochodów, dostałaby nagrodę w postaci wzrostu zainteresowania jednej trzeciej wyborców niezdecydowanych. Wiadomo jednak, że taka propozycja spotkałaby się natychmiast z ripostą PiS: „widzicie, chcą wam zabrać”.

Sondaż „Polityki”: Jak Polacy oceniają 8 lat PiS. Czy te wyniki dają nadzieję?

Chłodny elektorat

Polaryzacja zazwyczaj także działa na niekorzyść mniejszych partii, na co liczył zapewne Jarosław Kaczyński, wypatrując wyników dla Trzeciej Drogi i Lewicy poniżej progu wyborczego. Wszystko wskazuje, że się przeliczył, bo nie uwzględnił niezwykle złożonej charakterystyki sceny społecznej przed tegorocznymi wyborami. Wbrew temperaturze sporu widocznej w mediach Polki i Polacy w swej masie nie interesują się polityką. Nie interesuje ona 66 proc. kobiet i 51 proc. mężczyzn, w grupie kobiet młodych (do 45. roku życia) odsetek ten jest wyższy – 72 proc., u mężczyzn w tym wieku – 57 proc. Wśród niezdecydowanych, na jaką partię zagłosują, aż 62 proc. deklaruje nikłe zainteresowanie polityką (badanie Fundacji Batorego na podstawie danych agencji Datapraxis).

Brak zainteresowania wynika w dużej mierze z negatywnej oceny tego, co w polityce się dzieje. Dobrą ilustracją jest głos niezdecydowanej potencjalnej zwolenniczki PiS z badań jakościowych fundacji: „Tego już słuchać się nie da, bo czasem to, co robią w rządach, co pokazują, jeden na drugiego, tego nie da się oglądać. Jak dzieci się zachowują. Gdzie takie coś, żeby w rządach takie coś było? Po prostu tam jeden na drugiego, kłócą się. Niedługo tam chyba będą bić się w tym państwie. W ogóle oni zachowują się jak dzieci z przedszkola”.

Obrzydzenie realną polityką idzie często w parze z przekonaniem, że polityka nie ma większego znaczenia dla codziennego życia. Stąd duża tolerancja odmiennych poglądów politycznych swoich współmałżonków lub partnerów wśród młodszych wyborców. Pokazuje to dobrze wypowiedź mężczyzny chcącego głosować na Konfederację, który woli oddać głos na partię opozycji demokratycznej: „My bardziej patrzymy na siebie, jako ludzie, a nie jako wyborca Konfy, Lewicy, PO. To nie dominuje w naszym życiu. My na wybory pójdziemy tylko raz, i to też jest kwestia taka, że czemu się mamy we dwójkę pokłócić, jak milion Polaków wybierze i tak inaczej od nas?”.

Czytaj też: Autobus dowiezie do urny za darmo. A potem powrót do starej biedy

Decydujący etap kampanii

Najwyraźniej spolaryzowana polska polityka jeszcze aż tak głęboko nie podzieliła polskiego społeczeństwa. A nikłe zainteresowanie polityką spowodowało, że kampania wyborcza rozpoczęła się na dobre dopiero w październiku, bo wtedy też zaczęli ją dostrzegać niezdecydowani. Partie opozycyjne najwyraźniej zrozumiały, że ten elektorat oczekuje innego przekazu, zamiast ataków na przeciwnika politycznego chce pozytywnych propozycji dotyczących głównych problemów, a wśród nich trzy najważniejsze to koszty życia, ochrona zdrowia i bezpieczeństwo wraz z obronnością.

Oczywiście oceny te rozkładają się inaczej, jeśli zapytać oddzielnie kobiety i mężczyzn. Dla młodych kobiet najważniejszym problem są koszty życia, w drugiej kolejności wskazują prawa kobiet, a następnie ochronę zdrowia. Dla młodych mężczyzn prawa kobiet nie są problemem, pierwsza trójka to koszty życia, gospodarka i „rozdawnictwo”.

Warto się przyjrzeć, jakie pozytywne propozycje programowe partii przebiły się do świadomości i stały znakiem rozpoznawczym. W przypadku Koalicji Obywatelskiej to: kwota wolna od podatku 60 tys. zł, walka o prawa kobiet, przywrócenie rządów prawa, rozliczenie obecnej władzy za nadużycia. Lewica jawi się jako partia proponująca rozdział Kościoła od państwa, aborcję i gwarancje praw kobiet, prawa pracownicze. Konfederacja przebiła się z jednym komunikatem – niskimi podatkami. Podobnie Trzecia Droga nie wywołuje silnych skojarzeń programowych, ale może polegać na pozycji Szymona Hołowni, który plasuje się wysoko jako lider polityczny w ocenach Polek i Polaków.

Najwyraźniej więc na ostatniej prostej wyborcy niezdecydowani oprócz zgiełku kampanii opartej na konflikcie dostają ofertę, która pokazuje, że celem politycznego sporu nie jest jedynie eliminacja przeciwnika, ale i konkretne propozycje. Ich dystrybucję ułatwia kampania w mediach społecznościowych, która przybrała na tempie w pierwszym tygodniu października. I tam właśnie, jak pokazuje analiza Fundacji Batorego na podstawie danych agencji Sotrender, komunikaty odwołujące się do polaryzacji są równoważone przez przekaz dotyczący konkretnych spraw, jak aborcja, sprawy społeczne, gospodarka, ekologia, edukacja.

PiS najwyraźniej dostrzegł tę dynamikę działającą na korzyść Trzeciej Drogi i Lewicy – partie te mają też największy potencjał pozyskania głosów spośród niezdecydowanych. W przypadku Trzeciej Drogi to 24 proc. elektoratu, Lewicy – 20 proc. By ich wystraszyć, PiS poszerzył przekaz polaryzacyjny, „podczepiając” pod spersonalizowaną figurę wroga wszystkie partie opozycji demokratycznej. Sygnał dał Mateusz Morawiecki podczas debaty w TVP, mówiąc o przedstawicielach opozycji „banda Rudego”. Ten zwrot nastąpił jednak najprawdopodobniej zbyt późno, by zmienić wzrostowy trend tych partii. Okazało się również, że Bezpartyjni Samorządowcy, którzy mieli zabierać głosy Koalicji Obywatelskiej, są największym zagrożeniem dla PiS, bo jako partię drugiego wyboru wskazuje ją aż 13 proc. elektoratu partii rządzącej.

Podkast: Jak i gdzie zagłosować? I co sprawdzić wcześniej?

Wybór kobiet

Jak widać, do ostatniej chwili trwać będzie walka o każdy punkt procentowy poparcia tych, którzy jeszcze się nie zadeklarowali. W tej grupie najwięcej nadziei, ale i niepewności, związanych jest z kobietami. Czy zachowają się tak, jak deklarują dziś? W badaniu Fundacji Batorego udział w głosowaniu deklarowało 52 proc. kobiet w wieku 18–45 lat i 66 proc. kobiet powyżej 45 lat (u mężczyzn odpowiednio 58 i 76 proc.). Prof. Jacek Raciborski zwraca jednak uwagę, że w 2019 r. podczas wyborów parlamentarnych i w wyborach prezydenckich 2020 prawidłowość większej frekwencji mężczyzn niż kobiet została odwrócona. Czy tak może być i w 2023 r.?

Wydawać by się mogło, że oczywistym powodem większego zaangażowania w wybory powinna być pamięć mobilizacji w obronie praw kobiet, z wielkim początkiem w postaci Czarnego Protestu w 2016 r. i ogólnopolskim ruchem jesienią 2020. Czyż chęć odsunięcia PiS, partii, która radykalnie ograniczyła prawa kobiet, zaostrzając m.in. przepisy antyaborcyjne, nie jest wystarczająco silnym powodem mobilizacji? Tym bardziej że wśród kobiet, zwłaszcza młodych, przeważają poglądy lewicowe i centrowe, dopiero panie powyżej 65 lat bardziej sympatyzują z prawicą (według raportu CBOS z października).

Okazuje się, że ta prosta i oczywista pozornie intuicja rozbija się o bardziej złożoną rzeczywistość społeczną. Doświadczenie protestów 2020 r. było rzeczywiście przeżyciem formacyjnym, zwłaszcza dla młodych uczestników i uczestniczek. Jednocześnie wiązało się z podwójną traumą. Pierwsza to szokująca przemoc państwa wobec pokojowych manifestacji. Druga, po stronie opozycyjnej, to „dziaderstwo”, czyli paternalizm establishmentu politycznego i społecznego, niezdolnego dostrzec autonomicznej podmiotowości osób uczestniczących w protestach. To właśnie doświadczenie przekłada się dziś często na przekonanie, że nie ma na kogo głosować, a same wybory niewiele zmienią.

Czytaj też: Usłyszała, że Mentzen chce zakazu aborcji, oczy wyszły jej z orbit

Niepewność do końca

Na to poczucie nakłada się opisana wcześniej kwestia kosztów życia, która stała się głównym problemem dla kobiet w wieku 18–45 lat. To ona organizuje wyobraźnię wobec innych kwestii, także wyborów politycznych, spychając prawa kobiet na drugie miejsce. Do udziału w wyborach zachęcają kobiety liczne adresowane właśnie do nich kampanie profrekwencyjne, animowane przez organizacje obywatelskie. Posługują się one niezwykle kreatywnymi przekazami odwołującymi się do różnych wrażliwości. Równie kreatywnie muszą działać politycy i polityczki – wiele kobiet niezdecydowanych podejmie decyzję w ostatnim momencie. Nie inaczej jest z całą rzeszą niezdecydowanych osób. To dlatego te wybory obarczone są tak wielką niepewnością, a ostateczny wynik może zaskoczyć wszystkich.

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną