Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Notatnik polityczny. Kaczyński stawia na młodego człowieka, który podłącza PiS do prądu

Jarosław Kaczyński podczas manifestacji Jarosław Kaczyński podczas manifestacji Agata Grzybowska / Agencja Gazeta
Frakcje w PiS znów popełniły ten sam błąd i zaczęły fantazjować o schedzie po Kaczyńskim. A ponieważ prezes zamierza rządzić partią dożywotnio, walkę coraz silniejszych buldogów ukrócił w starym stylu: namaszczając kogoś innego.

Ku uciesze dziennikarzy oraz zainteresowanej polityką publiczności wojna frakcyjna w Prawie i Sprawiedliwości coraz częściej toczyła się według absurdalnego, sitcomowego scenariusza przypominającego potyczki Ferdynanda Kiepskiego i Mariana Paździocha ze „Świata według Kiepskich”. Prezes Jarosław Kaczyński postanowił jednak powiedzieć „dość” i zdjął nasz ulubiony serial komediowy z anteny. Zwołał w ubiegłym tygodniu konwektykl wszystkich partyjnych świętych – od członków prezydium komitetu politycznego po klub parlamentarny – i zadekretował zakończenie publicznej awantury między „maślarzami” Czarnka, Jakiego i Bocheńskiego a „harcerzami” (zwanymi również MM-sami) Morawieckiego. A kto się nie dostosuje i dalej będzie prał intymne, partyjne brudy w publicznej pralni, ten musi się liczyć z brutalnym potraktowaniem podczas układania list wyborczych.

Kaczyński jak zwykle z dobrotliwą pobłażliwością poprzyglądał się chwilę, jak jego podopieczni baraszkują przed nim w śmiertelnym uścisku, po czym zamiast dać kciuk w górę lub w dół, skierował go w bok, wskazując tego trzeciego – nowego wybranka, delfina, wschodzącą gwiazdę. Prezes PiS oprócz proklamowania partyjnej jedności określił również cechy potencjalnego kandydata na premiera: ma to być człowiek młody, przed pięćdziesiątką, jeszcze nie zgrany politycznie oraz mający dobre relacje z otoczeniem prezydenta Karola Nawrockiego. Takie cechy mieli wskazać sympatyzujący z Prawem i Sprawiedliwością socjologowie, których Kaczyński poprosił o radę. Zwłaszcza pierwsze z powyższych kryteriów jest złą wiadomością dla Mateusza Morawieckiego i Przemysława Czarnka – ten drugi co prawda jeszcze ma czwórkę z przodu, ale w roku wyborów parlamentarnych skończy 50 lat.

Reklama