Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Notatnik polityczny. Hołownia w Dubaju marzy o powrocie, w Polsce 2050 możliwe jest wszystko

Szymon Hołownia Szymon Hołownia Wojciech Stróżyk / Reporter
Jeśli wybory przewodniczącego Polski 2050 miały być „nowym otwarciem” i okazją do odzyskania powagi ugrupowania, to operacja zakończyła się nader umiarkowanym powodzeniem. Jedynym miejscem na świecie, gdzie Polska 2050 jawi się jako partia sukcesu, jest jej strona internetowa.

Dziś nawet czołowi politycy Polski 2050 nie wiedzą, co się wydarzy, ani nawet kiedy jakieś rozstrzygnięcia nastąpią. Kadencja Szymona Hołowni jako szefa partii upływa 21 stycznia, ale całkiem możliwe, że do tego czasu nic się nie uda postanowić. Bo Hołownia – po dwóch solennych deklaracjach o rezygnacji ze startu w wyborach na nowego przewodniczącego (we wrześniu i grudniu) – uznał najwyraźniej, że co było w zeszłym roku, zostaje w zeszłym roku, a teraz jest teraz i można zacząć od nowa.

Czytaj też: Wybory w Polsce 2050: spektakl trwa. Rage quit Szymona Hołowni, reasumpcja i przerwa

Zapraszamy na wyprawę do krainy chaosu

W zeszły poniedziałek wszystko miało być już jasne; w drugiej turze wyborów na przewodniczącą Polski 2050 mierzyły się Paulina Hennig-Kloska i Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Hennig-Kloska dostała w pierwszej turze niecałe 20 proc. głosów, ale wsparli ją wszyscy pozostali kandydaci – Joanna Mucha (18,1 proc.), Ryszard Petru (14,4 proc.) i Rafał Kasprzyk (5,2 proc.). Co razem czyniło wyraźnie ponad 50 proc. Końcowy sukces Pełczyńskiej-Nałęcz (42,2 proc. w pierwszym głosowaniu) stanął pod znakiem zapytania.

Druga tura miała się skończyć o godz. 22, ale ok. północy zamiast komunikatu o wynikach dostaliśmy informację, że doszło do kłopotów technicznych ze stroną internetową, a potem – że II tura została unieważniona.

Co się dokładnie wydarzyło, nie wiemy.

Reklama