Przyszła zima, wraz z nią wrócił smog. I to taki, że Rządowe Centrum Bezpieczeństwa rozsyła alerty! Tak źle dawno nie było. I nie zanosi się na poprawę. Polska pozostaje brunatną wyspą na europejskiej mapie jakości powietrza. Odpowiedzialnych za to szukamy razem z Piotrem Siergiejem z Polskiego Alarmu Smogowego.
JĘDRZEJ WINIECKI: – To władza jest winna!
PIOTR SIERGIEJ: – Obecny rząd zaczął świetnie. W 2024 r. w ramach programu Czyste Powietrze, głównego narzędzia walki ze smogiem, zlikwidowano rekordową liczbę kopciuchów, tydzień w tydzień składano przeciętnie 5–6 tys. wniosków na wymianę źródeł ciepła. Utrzymując to tempo, uporalibyśmy się z problemem w trzy–cztery lata. Niestety w 2025 r. program na kilka miesięcy zawieszono, rzekomo po to, by wyeliminować nadużycia, np. zawyżone rachunki za usługi lub materiały.
Po restarcie program Czyste Powietrze miał przyspieszyć i działać sprawniej.
A popadł w głęboki kryzys i zwolnił do poziomu tysiąca wniosków tygodniowo. Regulamin przewiduje miesiąc na zwrot poniesionych kosztów, w praktyce czeka się kilka miesięcy. W rezultacie obywatele stracili zainteresowanie. Znacznie ostrożniejsze są też firmy wymieniające kotły i ocieplające domy, zwłaszcza te mniejsze, dla których długie oczekiwanie na płatności bywa zabójcze.
Gdzie jesteśmy w walce ze smogiem?
W jednej trzeciej drogi. W dekadę pozbyliśmy się ok. miliona z 3–3,5 mln kotłów na węgiel i drewno. Zniknęła trzecia część dymu i mniej więcej o tyle poprawiły się wskaźniki jakości powietrza, w tym średnioroczne stężenia pyłów zawieszonych. Upowszechniła się też wiedza o ich szkodliwości i pochodzeniu. Jeszcze 10 lat temu błędnie sądzono, że odpowiadają za nie przede wszystkim przemysł i samochody.