Trupi dyżur – jak prokuratorzy pieszczotliwie nazywają swoje obowiązki po godzinach urzędowania – to od lat drażliwy temat w tym środowisku. Trupi, ponieważ najczęstszą przyczyną wzywania prokuratora do pracy po godz. 15.30 (czyli po godzinach urzędowania jednostki) jest właśnie czyjś zgon. Trudno się dziwić, że prokuratorzy nie przepadali za tą robotą. Nie przepadali za nią również dlatego, że będąc na dyżurze, nie mogli dysponować swoim czasem. Na dyżurze, który prokurator odbywa pod telefonem, może nie wydarzyć się nic, ale może też się okazać, że trzeba jechać nawet na dwa lub trzy zdarzenia.
Od listopada zeszłego roku sprawa dyżurów weszła na nowy poziom. 30 października Europejski Trybunał Sprawiedliwości wydał wyrok, który był efektem wniosku złożonego przez chorwackiego prokuratora, domagającego się uznania dyżurów pod telefonem jako pracy. A co za tym idzie – uznania, że należy mu się za to wynagrodzenie. ETS podzielił jego tok myślenia. Wyrok ma konsekwencje nie tylko dla chorwackiego, ale też dla polskiego wymiaru sprawiedliwości, choć – jak podkreśla jeden z szefów prokuratury okręgowej – realia pracy w Chorwacji i w Polsce są inne. – Zarobki w polskiej prokuraturze są godne. To ponaddwukrotność kwoty bazowej, która obecnie wynosi 7,8 tys. zł. Plus różnego rodzaju dodatki. Koledzy zarabiają po 20, 30 tys. zł brutto. To chyba satysfakcjonująca płaca – słyszymy od prokuratora okręgowego. Przy tym prokuratorzy nie płacą większości składek do ZUS (emerytalnej, chorobowej, rentowej). Przysługuje im również zwiększona liczba dni urlopowych. Po 10 latach pracy dostają prawo do kolejnych sześciu dni urlopu ekstra. A po 15 latach liczba tych dni rośnie do 12, co w sumie daje 38 dni urlopowych w roku. – Na miejscu moich kolegów i koleżanek dobrze bym się zastanowił, czy jest sens walczyć o kolejne przywileje, bo można stracić już zdobyte, np.