W amerykańskim związkowym serwisie Labor Notes przeczytałem interesujący artykuł na temat sztucznej inteligencji. Typowe artykuły w prasie na ten temat składają się z bezkrytycznych zachwytów, ale w tym jego autor Keith Brower Brown przyjmuje inny punkt widzenia. Zgodnie z tytułem „Four Union Strategies to Fight on AI” zastanawia się nad strategiami, jakie związki zawodowe mogą przyjąć w zwalczaniu sztucznej inteligencji. To było cudowne ożywcze tchnienie, niczym łyk świeżego powietrza po zmarnowaniu paru godzin w sali konferencyjnej podczas szkolenia z serii „Jak wdrażać sztuczną inteligencję w twojej branży”. Zapewne wszyscy P.T. czytelnicy podobnie jak ja przynajmniej jedno już mają za sobą.
Wykonuję dwa zawody, przy czym jeden w coraz mniejszym stopniu. Jednym jest praca w szkole, drugim pisanie do mediów (to ostatnie mam wygaszone w zasadzie tylko do niniejszej rubryczki – już nie jestem stachanowcem wierszówki, jak kilkanaście lat temu). W obu branżach dużo się mówi o zastosowaniach AI, ale ja ich dla siebie nie widzę. Oczywiście wiem, że ChatGPT mógłby mi wygenerować felieton na temat dowolny, lecz podejrzewam, że redakcja szybko by ze mną zakończyła współpracę za taki numer. Zwłaszcza że AI zapewne umieściłaby w takim tekście jeden ze swoich słynnych błędów (pewien mój kolega dowiedział się w ten sposób o istnieniu „znanej polskiej aktorki Danieli Olbrychskiej”).
Wiem też, że niektórym ludziom sztuczna inteligencja zastępuje tradycyjne wyszukiwarki. Ja jednak nadal wolałbym mieć zwykłego Google’a, takiego jak choćby dziesięć lat temu. A skoro go nie mam, to ciągle eksperymentuję z konkurencją, więc tak jak w zeszłym stuleciu zadaję to samo zapytanie w kilku różnych serwisach. Widzę tu, nawiasem mówiąc, niszę rynkową dla wyszukiwarki z gwarantowanym stuprocentowym brakiem slopu (tak żargonowo nazywa się kontent generowany przez AI).