Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Iran i zasłony

Nawet jeśli zachowanie Donalda Trumpa przypominało bohaterów moich ulubionych powieści, to czy postać literacka powinna być przywódcą najpotężniejszego mocarstwa świata?

Myślałem, że tylko ja jestem fanem różowego ciastka z Zenitu – zaskoczyłem sąsiadkę przed ladą cukierni.

– Wracam z pogrzebu – odpowiedziała, nie odwracając głowy, jakby na mnie czekała.

– Też bym w tej sytuacji wolał słodkie niż gulasz na stypie – przytaknąłem niepewnie.

– Był bogracz, całkiem dobry. Ale po to ciastko przychodzę za każdym razem, kiedy tracę pewność, o co chodzi w życiu – mówiła bardziej do pani sprzedającej niż do mnie.

– A o co chodzi? – podłożyłem się bez nadziei na odpowiedź.

Bohater powieściowy przez wieki rozwoju gatunku oswajał czytającego człowieka z ambiwalencją ludzkiego umysłu i uczył ją doceniać. To dziwna zdolność – zabawna, ale i przerażająca – do myślenia i przeżywania w tej samej chwili spraw diametralnie różnych; często ze sobą sprzecznych lub całkowicie niewspółmiernych; wzniosłych i prozaicznych, poważnych i śmiesznych; idealnych i trywialnych.

Co ważne, nagły przeskok uwagi z kazania pogrzebowego na marynarkę pana w przednim rzędzie oraz refleksja, że też chcielibyśmy taką, wcale nie umniejszają naszego współczucia ani lęku przed śmiercią. Po prostu obie myśli zagościły nam w głowie i sąsiadują przez chwilę. Kto wie, czy właśnie w tym pomieszaniu nie kryje się prawda o człowieku, a może nawet zagadka ludzkiej inteligencji, nieosiągalna nigdy przez sztuczną.

Również powieść odkryła, że znakomitym środkiem do ukazywania, jak bardzo jesteśmy popaprani, jest humor. Ojcowie gatunku, Cervantes i Rabelais, choć zapoczątkowali dwie odrębne linie rozwojowe powieści, w tym jednym byli zgodni. Ich bohaterowie i sprawy, którymi się zajmują, są śmieszni, ale w tej śmieszności kryje się powaga. Podczas narodzin Pantagruela umiera jego matka.

Polityka 12.2026 (3556) z dnia 17.03.2026; Felietony; s. 89
Reklama