Na prima aprilis prezydent Karol Nawrocki przyjął ślubowanie od dwojga sędziów wybranych przez Sejm do Trybunału Konstytucyjnego: Magdaleny Bentkowskiej i Dariusza Szostka. Wybrał sobie ich według własnego gustu z szóstki sędziów, od których powinien przyjąć ślubowanie. Jak wyjaśnił na konferencji prasowej szef jego kancelarii Zbigniew Bogucki, ich życiorysy najbardziej się prezydentowi spodobały. W szczególności dlatego, że nie zabierali publicznie głosu w sprawie kryzysu konstytucyjnego wywołanego podczas rządów PiS. W przypadku Magdaleny Bentkowskiej jest to prawda co najwyżej częściowa, ponieważ w latach 2016–23 broniła pro bono w procesach politycznych. Politycy Koalicji widzą zaś w tym zaprzysiężeniu chęć skłócenia koalicjantów, ponieważ zaprzysiężeni byli kandydatami zgłoszonymi przez PSL i Polskę 2050.
Prezydent nie ma ani konstytucyjnego, ani ustawowego prawa weryfikować wyboru sędziów TK dokonanego przez Sejm. To naruszenie art. 7 konstytucji mówiącego, że władza działa „na podstawie i w granicach” prawa. Ale prezydent Andrzej Duda też naruszył konstytucję, odmawiając odebrania przysięgi od sędziów – i kto mu co zrobił? Na polityków straszak odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu nie działa.
Bogucki pytany, czy prezydent zamierza odebrać przyrzeczenie od pozostałej czwórki sędziów, nie powiedział wprost, że nie, ale zagroził, że jeśli złożą zastępczo przyrzeczenie przed innym organem, to – w myśl ustawy o TK będzie to potraktowane jako odmowa złożenia przyrzeczenia przed prezydentem, co jest równoznaczne ze zrzeczeniem się urzędu sędziego TK. Twierdzenie o „odmowie” złożenia ślubowania jest absurdalne w sytuacji, gdy wszyscy wybrani sędziowie wystąpili pisemnie do prezydenta, że chcą je przed nim złożyć i czekają na jego zaproszenie.