Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Głośniej nad tą trumną

I tak hołubi się pisarzy, pod warunkiem że nie żyją. A zatem głośniej nad tą trumną, zachwycajmy się literaturą, no i obiecujmy! Przecież i tak nikt nie będzie ich brał na poważnie. Chyba że po śmierci.

Kiedy umiera pisarz, mówi się, że był wielki. W redakcjach wyszukuje się przygotowany na zaś życiorys. Zapobiegliwie uaktualniany, zawsze pod ręką, bo im starszy autor, no wiadomo, kwestia czasu… Lecą więc spisy nagród, zaszczytów, tytułów. Tytułów, które nosił, bo był przez chwilę prezesem albo jeszcze lepiej, profesorem. Tytuły dzieł wymienia się tylko wtedy, jeśli doceniła je krytyka.

Krytyka, ciało wieloosobowe zamknięte w kręgu siedmiu liter, zbiera się nad trumną pisarza, jak krasnoludki wokół ciała Śpiącej Królewny. Najpierw taktownie milczą. Potem półgębkiem wspominają, ale w samych superlatywach. Wreszcie, popatrując łzawo, rzucą anegdotę. Im dalej w las, tym obficiej. I naraz wychodzi, z kim to pisarz spał, że mógł się ześwinić, a jednak wysoko niósł sztandar przyzwoitości. Narasta i podskórny nurt wspominków, jak ten o nierealnym podejściu nieboszczyka do zawodu. Bo przecież Sztuka (pisana wielką literą i na klęczkach) to walka. Nikt niczego nie obiecywał, a ten tu – proszę bardzo! – oszalał na starość. Kto liczy na zarobki z pracy twórczej?! Toż to zaprzeczenie idei Sztuki. Nie profanujmy monetami złotych zgłosek natchnienia.

Czasem, zwłaszcza jeśli pisarz był nobliwy, wytacza się resentymentalne bajanie, jakby ckniło się za toposem intelektualisty. Zmarły nie miał konta na Facebooku, w golfie chodził i przetartych adidasach. Nie zważał na dobra doczesne, niosła go twórczość. Jadł papier, popijał atramentem, odbijało mu się zakurzoną książką. I tak to romantyzujemy personę siedzącą przy biurku, potrzebną tylko do tego, by raz na jakiś czas wyciągnąć ją zza kotary biedniusieńkiej biblioteki. A kiczowaty ów obrazek pochodzi z lamusa i nie ma nic wspólnego z ponurą rzeczywistością.

Tymczasem nasz pisarz nadal nie żyje.

Polityka 16.2026 (3560) z dnia 14.04.2026; Felietony; s. 90
Reklama