Odnowa w PiS ruszyła: partia ma już kandydata na nowego premiera. Potrzeba jej jeszcze nowej religii, bo stara – smoleńska – jest mocno zużyta i nikt, z wyjątkiem prezesa Kaczyńskiego i grupy szarpiących się z nim podczas miesięcznic smoleńskich przeciwników, nie traktuje jej poważnie.
Wydawało się, że nową religię da się zbudować wokół mitu męczeńskiej walki posła Czarnka z zamontowanymi na jego dachu panelami-sranelami, uciskającymi katolicką rodzinę Czarnków poprzez generowanie sprzecznych z jej światopoglądem oszczędności. Niestety, Czarnek nie chce tego świństwa zdemontować, bo twierdzi, że na razie mu się nie opłaca. Na szczęście w zastępstwie paneli religijny zapał w PiS z powodzeniem wznieciło spłonięcie w Wielki Piątek krzyża papieskiego na Ursynowie i osoba Antoniego Macierewicza, który postanowił przyczyny tej katastrofy zbadać.
Komunikat policji wskazujący na to, że powodem pożaru mogły być stojące przy krzyżu znicze, wzbudził podejrzenia Macierewicza, bo chociaż nie był sprzeczny z zasadami fizyki i logiki, to był sprzeczny z jego politycznymi przekonaniami. „Analiza śladów pożarowych wskazuje na umyślne podpalenie” – ocenił Macierewicz, któremu rozum podpowiadał, że sprawcami pożaru nie mogły być maciupeńkie znicze, skoro do jego gaszenia przyjechało sześć o wiele większych od nich zastępów straży pożarnej. Poza tym logiczne jest, że obiekt o tak wielkim znaczeniu religijnym i historycznym nie mógł przypadkowo spłonąć akurat w Wielki Piątek, który zdarza się raz w roku; spłonąłby raczej w jeden z pozostałych dni, których jest co roku 364 razy więcej niż Wielkich Piątków.
„Tak się dzieje, gdy współrządzą sodomici”, skomentował podpalenie jeden z polityków PiS z Podkarpacia w mediach społecznościowych.