Macron w Polsce. Ten sojusz ma sens i szanse. Choć nuklearny parasol to raczej daleka idea
Dziś prezydent Emmanuel Macron spotka się w Gdańsku z premierem Donaldem Tuskiem. Francja i Polska wreszcie zdecydowały się na gesty i decyzje wyczekiwane od zmiany władzy w Warszawie w 2023 r. Polska Tuska jest otwarta na Europę, w tym Francję, znacznie bardziej niż Polska Morawieckiego i Kaczyńskiego, niosąc na Zachód przekaz o bezpieczeństwie bez fobii i resentymentów. Jednak szybko się okazało, że spraw z Berlinem czy Paryżem nie da się poprawić z dnia na dzień.
Wynegocjowanie i podpisanie traktatu z Nancy niemal rok temu nadało nowy wymiar współpracy krajów, które podobnie myślą o europejskim bezpieczeństwie i jego głównym zagrożeniu – Rosji. Oczywiście to Francja w ostatnich latach zmieniła stanowisko – z najbardziej przychylnego Moskwie wśród największych krajów Europy (choć konkurencja była tu silna) na pryncypialnego krytyka putinowskiego reżimu, wciąż dostrzegającego jednak rolę Rosji jako podmiotu w przyszłej architekturze bezpieczeństwa (po zakończeniu wojny z Ukrainą na akceptowalnych dla niej i dla Europy warunkach oraz po okresie normalizacji).
I właśnie długofalowe podejście najbardziej różni Warszawę i Paryż, ale bliższa perspektywa stała się niemal identyczna: Ukraina musi przetrwać, a Rosja musi zostać pokonana, przynajmniej w tym sensie, że odstąpi i zapłaci za bezprawną agresję. Wywołanie wojny w Europie bezpowrotnie, przynajmniej na razie, podkopało liczącą stulecia sympatię Francji i Rosji, a skutkiem tego było dość bezprecedensowe, jak na wyniosłą postawę francuskiej dyplomacji, przyznanie racji Polsce i innym krajom regionu (szkoda, że w Bratysławie, a nie w Warszawie).