Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

„Iran to nie nasza wojna”. Europa nauczyła się mówić „nie”. Trump pierwszy raz zderzył się ze ścianą

Żaden z wezwanych krajów nie odpowiedział zgodą na udział w bliskowschodniej misji, nie tylko w Europie, ale i na Indopacyfiku. Żaden z wezwanych krajów nie odpowiedział zgodą na udział w bliskowschodniej misji, nie tylko w Europie, ale i na Indopacyfiku. Shutterstock
Spokój, stanowczość i czerwone linie pomogły Europie uniknąć wciągnięcia w obcą wojnę. Tym razem Donald Trump dostał zgodną odpowiedź w ciągu doby: „Iran to nie nasza wojna”. Ale to nie koniec.

Transatlantyckie relacje sojusznicze przez moment znalazły się na kolejnym zakręcie. Tak wydawało się, gdy europejscy i pacyficzni sojusznicy USA zgodnie odmówili udziału w słabo zdefiniowanej, lecz głośno zakomunikowanej misji „zabezpieczenia cieśniny Ormuz”. Po tym jak irańskie groźby w odpowiedzi na amerykańsko-izraelski atak praktycznie zablokowały jedno ze światowych wąskich gardeł handlu i transportu.

Ale prezydent USA, który jeszcze w niedzielę stawiał NATO i innym sojusznikom ostre warunki, odbierane gdzieniegdzie jako ultimatum, teraz wydaje się przechodzić do porządku nad jednogłośną odmową wysłania okrętów i innych zasobów wojskowych na wojnę, na którą ani się nie godzili, ani nawet nie byli o niej poinformowani. Trump, jak to ma w zwyczaju, wylał publicznie swój żal, ponarzekał, poobrażał przy okazji, ale ostatecznie stwierdził, że Ameryka sobie poradzi, bo jest najsilniejsza i najwspanialsza na świecie. A to całe NATO, to - wiadomo – niewdzięcznicy, tchórze i słabeusze.

Gdy zainteresowana tym teatrem mniejsza część świata śledzi i próbuje analizować każdy zwrot w narracji amerykańskiego przywódcy, warto się bardziej skupić na podejściu Europy, która być może znalazła swój „klucz do Trumpa”. Jest nim spokój, wewnętrzna koordynacja i zgodna stanowczość w wyznaczaniu „czerwonych linii”.

Czytaj też: Western na Bliskim Wschodzie. Trump „dla zabawy” sprowadzi na świat katastrofę?

Europa ma karty

Aktów było kilka. Za pierwszy może być uznana wspólna i zgodna (z wyjątkiem kilku wiadomych stolic) odpowiedź państw europejskich na publiczne poniżenie prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego w Gabinecie Owalnym podczas wizyty już ponad rok temu.

Reklama