Brygada (i) kryzys
Brygada (i) kryzys. Widać, gdzie w swojej geopolityce Trump ma Polskę
To, że po upadku Viktora Orbána azylant Zbigniew Ziobro spróbuje uciec z Węgier do USA, było spodziewane i raczej pewne. To, że mu się udało, też niespecjalnie zaskakuje. Mówi się, że znajomi Adama Bielana z MAGA mieli mu załatwić w Białym Domu wizę wjazdową. Nietrudno się domyślić, jakie tam padły argumenty; znając Donalda Trumpa, musiały być proste: że pan Ziobro to przyjaciel Karola Nawrockiego, a chcą mu zrobić krzywdę źli ludzie od Tuska, kolegi Macrona i Merza.
Ale triumfalne przekazy z PiS i Pałacu Prezydenckiego („Tusk znowu ośmieszony”) szybko zamarły, bo nagle gruchnęła wiadomość, że Waszyngton wstrzymuje rotację brygady, czyli transfer do baz w Polsce 4 tys. żołnierzy, w miejsce tych, którzy już kończą misję. Strona polska, w tym prezydent – „przyjaciel Donalda Trumpa” i zwierzchnik sił zbrojnych – nie została nawet uprzedzona. Zapanował kompletny chaos informacyjny i interpretacyjny, każdy amerykański ośrodek władzy mówił co innego; najbardziej uspokajająca wersja była taka, że może chodzić o relokację do Polski brygady z Niemiec. Może?
Karać, szykanować?
Brygadowy kryzys ujawnił, gdzie w swojej geopolityce Trump ma Polskę. Aż słychać było milczenie Karola Nawrockiego, któremu Trump osobiście i publicznie obiecał, że żołnierzy z Polski nie wycofa, a teraz ewidentnie nie odbierał telefonów. Nawet jeśli po zapowiedzianych gorączkowych konsultacjach, interwencjach, prośbach i apelach (więcej w tekście „Kamasze odmaszerowały”) „zawieszenie rotacji” zostanie częściowo czy czasowo odwieszone, dostaliśmy jasny sygnał – Amerykanie z Europy się wycofują i nie zamierzają żadnego sojusznika pytać o zdanie.